B. prezydent Niemiec w Skierbieszowie

Były prezydent Niemiec Horst Koehler odwiedził w środę Skierbieszów niedaleko Zamościa, miejscowość w której urodził się w 1943 r.
B. prezydent Niemiec w Skierbieszowie
Złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą wysiedlenia mieszkańców przez Niemców w czasie wojny, spotkał się z samorządowcami, młodzieżą i kombatantami.

Spotkanie odbyło się w Gimnazjum im. Dzieci Zamojszczyzny, które stoi w miejscu, gdzie w czasie II wojny światowej był plac zborny dla mieszkańców wywożonych przez hitlerowców z tych terenów. Przy wejściu do szkolnego budynku umieszczona jest tablica, która to upamiętnia.

- Moja osobista historia zaczęła się w Skierbieszowie i dlatego musiałem wrócić w to miejsce - powiedział Koehler. Horst Koehler jest dzieckiem niemieckich rolników pochodzących z Besarabii, których w czasie wojny przesiedlono na Zamojszczyznę. Rodzina Koehlerów mieszkała w Skierbieszowie ponad rok; potem uciekła przed nadchodzącą armią radziecką.

Pytany przez dziennikarzy o to, czy rodzice opowiadali mu o pobycie w Polsce w czasie okupacji, Koehler odpowiedział, że nie rozmawiał o tym często. - Dla mojej matki ten niedługi czas pobytu w Polsce, to był jeden wielki koszmar. Miała wówczas szóstkę dzieci, ja przyszedłem na świat jako siódmy. Byliśmy na terenie, gdzie działali partyzanci, którzy chcieli pozbyć się Niemców. Matka wielokrotnie ze strachu o dzieci traciła zmysły - opowiadał Koehler.

- Byliśmy rodziną, która pochodziła z Besarabii i w ciągu krótkiego okresu w czasie II wojny światowej, rodzina trzy razy traciła wszystko, co posiadała, cały dobytek, była przesiedlana, musiała rozpoczynać swoją egzystencję od nowa. Moja matka na pewno czuła się ofiarą niemieckich zbrodni - opowiadał Koehler.

- Oczywiście nie chcę tego mówić w kontekście relatywizowania tej historii. Sam o to matki nie dopytywałem, żeby nie sprawiać jej jeszcze większego bólu, przypominając o tych wydarzeniach - zaznaczył Koehler.

Kilkakrotnie podkreślał, że zaskoczyła go otwartość, gościnność i serdeczność z jaką przyjęli go ludzie w Skierbieszowie. - Nie jest to dla mnie zrozumiałe samo przez się, po tym co Niemcy w czasie II wojny światowej uczynili Polakom, po tym, co uczynili dzieciom Zamojszczyzny, po tym jak zrabowali im tożsamość - powiedział Koehler.

O tym jak wyglądała akcja wypędzania mieszkańców Skierbieszowa przez Niemców opowiadał Koehlerowi jeden z kombatantów Julian Grudzień. Mówił, że to były straszne przeżycia, jego ojciec i dwaj bracia ojca wywiezieni zostali do Auschwitz, tam zginęli. Dodał, że ma świadomość, iż rodzina Koehlerów nie jechała do Skierbieszowa z radością. Na koniec objął się z Koehlerem. - Niech nasze dzieci i wnuki żyją w pokoju i spokoju - powiedział.

Podczas spotkania z Koehlerem podpisany został list intencyjny o partnerstwie i współpracy gminy Skierbieszów z niemiecką gminą Buehlertann. Poinformowano też o decyzji Niemieckiej Federalnej Fundacji Środowisko, która przeznaczyła 215 tys. euro na wsparcie projektów w gminie Skierbieszów służących ochronie środowiska. Przewidują one m.in. modernizację kompleksu budynków szkolnych w Skierbieszowie oraz Centrum Terapii Zajęciowej w Lipnie.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.