Będzie Państwowy Egzamin Nauczycielski?

Wybór specjalizacji nauczycielskiej dopiero po licencjacie i obowiązkowy roczny staż w szkole zakończony Państwowym Egzaminem Nauczycielskim - tak m.in. wyglądałby nowy model kształcenia nauczycieli - według analityków z kancelarii premiera.
W środę na posiedzeniu zespołu opiniodawczo-doradczy do spraw statusu zawodowego nauczycieli przy minister edukacji nowy model przedstawił Michał Miąskiewicz z Departamentu Analiz Strategicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Swoją prezentację rozpoczął od diagnozy stanu obecnego. Według niej, wybór nauczycielskiej ścieżki kształcenia w systemie szkolnictwa wyższego ma często charakter selekcji negatywnej - wymagania rekrutacyjne na kierunku pedagogika są niskie, a studia uważane są za łatwe, przyciągają absolwentów szkół ponadgimnazjalnych o relatywnie niższych wynikach lub są kierunkiem "rezerwowym" dla absolwentów, którzy nie dostali się na bardziej oblegane kierunki studiów.

Jak mówił Miąskiewicz, także wybór specjalności nauczycielskiej na studiach kierunkowych jest często dokonywany przypadkowo lub "na zapas", nie motywując do uczenia w szkole. Niska zaś motywacja studentów z góry ogranicza możliwość kształcenia wysokiej jakości na studiach nauczycielskich, zwłaszcza, że zajęcia nauczycielskie traktowane są jako zło konieczne.

Opisując stan obecny kształcenia na studiach nauczycielskich Miąskiewicz zwrócił uwagę na to, że uczelnie niejednokrotnie w sposób przypadkowy organizują kształcenie praktyczne. Mówił także, że choć perspektywy zawodowe absolwentów studiów nauczycielskich da się przewidzieć biorąc pod uwagę demografię oraz prawo oświatowe, to liczba miejsc na studiach nauczycielskich nie jest w Polsce w żaden sposób limitowana. Jednocześnie kształcenie w zawodzie nauczycielskim jest dla uczelni relatywnie tanie, stąd powszechność tego kierunku.

Powołując się na międzynarodowe badania porównawcze podkreślił, że systemy oświaty, które postawiły na selektywne programy kształcenia nauczycieli przyciągające najlepszych studentów i absolwentów oraz zapewnią wysoką atrakcyjność, również finansową, zawodu nauczyciela, osiągają najlepsze wyniki.

Dlatego - jak mówił analityk - pomysł ograniczenia selekcji negatywnej. Służyć ma temu wprowadzenie specjalizacji nauczycielskiej i kształcenie w zakresie dydaktyki oraz umiejętności pedagogicznych dopiero na studiach drugiego stopnia. "Wtedy studenci dojrzalej dokonują wyborów" - ocenił. Za kształcenie umiejętności nauczycielskich odpowiadałyby nowe struktury - uczelniane lub międzyuczelniane wyspecjalizowane "centra doskonałości".

Według tego pomysłu każdy kandydat do zawodu nauczycielskiego musiałby także przejść roczny staż koniecznie uzupełniony kształceniem teoretycznym, pod czujnym okiem mentora - doświadczonego nauczyciela. Kończyłby się on Państwowym Egzaminem Nauczycielskim, w którym jako część praktyczna zaliczony byłby właśnie staż.

Odnosząc się do tego modelu część uczestników zespołu zauważyła, że choć jest on ciekawy to trudno będzie go wprowadzić w życie. Zwracali uwagę m.in. na autonomię uczelni wyższych. "Wszystko to pięknie, ale doskonale wiemy, że w sytuacji niżu demograficznego w szkołach nauczyciele to grupa zawodowa prawie zamknięta, choć kształcenie nowych nauczycieli jest niezbędne. Dziesiątki lat potrwa zanim nastąpi wymiana kadry nauczycielskiej, a wyniki takiego nowego systemu kształcenia da się ocenić dopiero po frustrująco dalekim czasie (...) Stąd najważniejszą obecnie potrzebą w kształceniu nauczycieli jest dokształcanie tych, którzy już uczą w szkołach" - zauważył Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Z raportu Ośrodka Rozwoju Edukacji przedstawiającego stan kadry nauczycielskiej wynika, że najliczniejszą grupę - ponad 40 proc. - jeśli chodzi o stopień awansu zawodowego, stanowią nauczyciele dyplomowani, czyli ci, którzy osiągnęli stopień najwyższy. Trochę mniejszą grupę - około 30 proc. - stanowią nauczyciele mianowani. Nauczyciele kontraktowi to blisko 20 proc. ogółu uczących, a nauczyciele stażyści, czyli rozpoczynający pracę w zawodzie, to tylko około 5 proc.

Z kolei wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Zbigniew Marciniak poinformował, że obecnie trwają prace nad projektem nowego rozporządzenia dotyczącego standardów kształcenia na uczelniach, w tym na kierunkach nauczycielskich, które jest pisane językiem wymagań. Oznacza to, że zapisane w nim będzie wszystko to, co absolwent kończąc dany kierunek studiów musi umieć, a nie to, co powinien.

Zespół opiniodawczo-doradczy do spraw statusu zawodowego nauczycieli powołanym został w marcu ub.r. przez minister edukacji Katarzynę Hall. W jego skład obok przedstawicieli samorządów i związków zawodowych wchodzą także przedstawiciele pracowników i dyrektorów szkół, placówek niepublicznych, resortów, byli ministrowie edukacji oraz reprezentanci Instytutu Badań Edukacyjnych, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji i Zespołu Doradców Strategicznych Prezesa Rady Ministrów.

Zdaniem zespołu (określonym w zarządzeniu MEN) jest przygotowanie propozycji założeń dokumentu dotyczącego statusu zawodowego nauczycieli. Ma on czas na to do końca czerwca 2011 r. Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Kolejna grupa zawodowa tworzy barierę wejścia. Jak adwokaci czy notariusze. Nic dziwnego, że przedstawiciele rozmaitych instytutów proponują rozwiązanie, które zapewni im przychody i uzasadni ich istnienie. Oczywiście nikomu nie przyjdzie do głowy, że lepiej zawalczyć o powrót dobrej jakości kształc...enia na uczelniach. Selekcja negatywna to już przeszłość. Kończąc Podyplomowe Studium Pedagogiczne spotkałam wielu absolwentów szkół wyższych, dla których praca w szkolnictwie jest marzeniem. Dla mnie to, że aby zdobyć kwalifikacje do podjęcia pracy nauczyciela musieli oni płacić dodatkowo za studium. Nawet absolwentki psychologii. A kiedyś studenci fizyki czy chemii mogli po trzecim roku wybrać specjalizację pedagogiczną. Jeśli by teraz było to w formie proponowanych centrów to oki, ale na tworzenie dodatkowych KOMISJI to ja się nie zgadzam. Niech państwo nadzoruje właściwie proces i wyniki kształcenia w tych centrach - to wystarczy. rozwiń

Kuwaka, 2011-03-10 11:42:47 odpowiedz

wszyscy nauczyciele winni mieć takie same zarobki (za godzinę). Przecież równe traktowanie uczniów zagwarantowane w konstytucji wyraża się w takim samym wynagrodzeniu. A egzamin dla nauczycieli powinien polegać na jednoczesnym zdawaniu przez nich wszystkich egzaminów : podstawówki, gimnazjum, matury... z wymaganiem otrzymania maksymalnej ilości punktów. rozwiń

Kreatywny innowator, 2011-03-10 10:09:04 odpowiedz

A po spełnieniu w/w wymagń wprowadźcie: - 40 ghodzinny tydzień dla nauczycieli - 35 godzinne pensum - 1 miesieczne wakacje wyłącznie w lipcu - darmowa opieke nad dziećmi we wszystkie wolne soboty i to wszystko za 1680 zł po studiach

mąż nauczycielki, 2011-03-10 08:28:57 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE