Będzie zakaz likwidacji szkół prowadzonych przez samorządy?

ZNP wystosowało list do sześciu ugrupowań politycznych, w którym proponuje im podpisanie porozumienia na rzecz edukacji i jej pracowników.
Będzie zakaz likwidacji szkół prowadzonych przez samorządy?
ZNP apeluje o zakaz likwidacji szkół samorządowych. Fot. UG w Baranowie

W proponowanym porozumieniu strony miałyby m.in. zobowiązać się do wprowadzenia zakazu likwidacji szkół prowadzonych przez samorządy w celu przekazania ich do prowadzenia innym podmiotom.

Jak poinformował na konferencji prasowej prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, pismo z propozycją porozumienia oraz jego proponowaną treścią wystosowane zostało do: Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Zjednoczonej Lewicy, PSL, Nowoczesnej i ruchu Kukiz 15.

- Wystosowaliśmy propozycję do tych ugrupowań, które - zdaniem ZNP - mają jakiś pomysł na edukację, a jednocześnie w dotychczasowych swoich działaniach nie wykazywały się opiniami i pomysłami, w których atakowały ZNP – powiedział Broniarz.

Szczególna troska o młode pokolenie

W proponowanej deklaracji zaznaczono, że „każde społeczeństwo tworzące wspólnotę największą troską otaczać powinno młode pokolenie stanowiące o jego przyszłości”. „Przekonani, że edukacja musi uwzględniać potrzeby, oczekiwania i aspiracje jak najszerszej grupy obywateli, chcemy przyczynić się do tego, aby była ona wolna i niezależna od doraźnych celów politycznych” – napisano.

Czytaj też: "Likwidacja szkoły nie musi oznaczać jej zamknięcia"

W porozumieniu strony miałyby zobowiązać się m.in. do podjęcia wszelkich działań mających zapewnić pełną realizację konstytucyjnego prawa do bezpłatnej nauki w szkołach publicznych obowiązkowo prowadzonych przez samorządy.

Miałyby też zobowiązać się do zachowania obowiązującej struktury szkolnictwa (czyli 6-letnich szkół podstawowych, 3-letnich gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych: 3-letnich liceów ogólnokształcących, 4-letnich techników oraz 2/2,5-letnich zasadniczych szkół zawodowych) oraz do wprowadzenia zakazu likwidacji szkół prowadzonych przez samorządy w celu przekazania ich do prowadzenia innym podmiotom.

W odniesieniu do nauczycieli ZNP proponuje, by sygnatariusze zapewnili, że zachowają uregulowania dotyczące pragmatyki zawodowej nauczycieli w randze odrębnej ustawy (obecnie są one zapisane w ustawie Karta Nauczyciela), zwiększą udział płacy zasadniczej w wynagrodzeniu ogólnym nauczycieli (obecnie płaca zasadnicza stanowi 63-65 proc. tzw. średniego wynagrodzenia określonego w Karcie Nauczyciela), zwiększenia środków finansowych przekazywanych samorządom na zadania oświatowe oraz zwiększenia uprawnień kuratorów oświaty w sprawowaniu nadzoru pedagogicznego.

Związek chce także, by ugrupowania polityczne zobowiązały się do stworzenia warunków do efektywnego realizowania zadań oświatowych przez samorządy, w szczególności poprzez zatrudnienie odpowiedniej liczby nauczycieli specjalistów, zapewnienie funkcjonowania w szkole biblioteki szkolnej, świetlicy, stołówki, opieki medycznej oraz odpowiednie wyposażenie szkół w pomoce dydaktyczne.

Sławomir Broniarz zapowiedział zorganizowanie 19 października, czyli na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi, debaty na temat edukacji w Polsce, do udziału w której zaprasza przedstawicieli ugrupowań politycznych biorących udział w kampanii.

 


KOMENTARZE (6)ZOBACZ WSZYSTKIE

Do edmund von knypke: Nie no oczywiście, wszystkiemu winni są nauczyciele. Nie ma szkół, nie ma nauczycieli. I nie ma komu uczyc Twoich dzieci. Owszem forsa nie jest najwyższych lotów, ale też nie najniższych (chyba , że stażysta). Ciekaw jestem, ile teraz zarabiasz. 3- 5 tysięcy?

xd, 2016-03-14 19:38:37 odpowiedz

Do Smutny: Niestety masz rację w prawie 100%. Droga, którą obrało ZNP nie wiedzie do sukcesu, bo sytuacja finansowa kraju i samorządów jest fatalna, nie stać nas na taką kasę dla nauczycieli, chociaż nie dziwię się, że związek chce przed wyborami coś ugrać. Na szczęście nie ma żadnej pewności, że po... wyborach coś osiągnie, nawet jak teraz dostanie obietnice. Objawią się ,,trudności obiektywne" i po sprawie. rozwiń

Alka, 2015-09-16 23:13:15 odpowiedz

Z ekonomicznego punktu widzenia jak i samej jakości kształcenia utrzymanie pustych szkół jest naganne. Bardzo często zdarza się, że szkoły które chylą się ku upadkowi (około 70 uczniów) są same temu winne (niska jakość nauczania, brak ciekawej oferty, gaszenie zapału u uczniów) i "zabierają&quo...t; pieniądze, które by można wykorzystać na dodatkowe zajęcia, szkolenia nauczycieli itp.. Panujący w nich nepotyzm oraz odgórne pozwolenie na to by nie wykonywać swojej pracy również nie pomagają w osiąganiu sukcesów uczniom. Młodzi Polacy tracą w ten sposób szansę na dobry start (zazwyczaj są to szkoły podstawowe). W jaki więc sposób utrzymywanie tych potworków wyraża troskę o uczniów i ich darmowy dostęp do nauki? Organizacje czy osoby prywatne moga (i zazwyczaj tak robią) prowadzić szkoły na zasadach szkoły publicznej. Skutkuje to bezpłatnym dostępem do edukacji. Jeśli chodzi o wiele wolnego to generalnie prawda jednak związane jest to ze specyfiką zawodu. Zdarzają się np. wypadki (2, 3 razy w roku), że nauczyciel pracuje około 100h w tygodniu (wycieczki) a płaci mu się jedynie za 40h (tak jak w każdym innym tygodniu), nauczyciele pracują indywidualnie z uczniami (1 czy 2 godziny "karciane" tygodniowo /kolejna próba zmuszenia nauczycieli do pracy - minister potwierdza, że nauczyciele to nieroby/ to pusty śmiech przy faktycznie wyrabianych godzinach). Co do tego, że nauczyciele nie pracują dobrze - jest to problem czysto ludzki. W każdej grupie zawodowej są ludzie, którzy poświęcają się swojej pracy i tacy którzy się "ślizgają". W podwyższeniu jakości pracy szkoły skutecznie przeszkadza m.in. Karta Nauczyciela (przepisy, których nie są w stanie jednoznacznie zinterpretować prawnicy a co dopiero nauczyciele), społeczne przeświadczenie o nadmiernych przywilejach tej grupy zawodowej (nawet o bezkarności nauczycieli) oraz sugerowania przez kolejnych ministrów edukacji, że nauczyciele to nieroby, których trzeba pilnować by wykonywali swoją pracę. Większość nauczycieli chce pracować 40h (8h dziennie w wyznaczonych ramach np. od 7 do 15) wykonując swoje obowiązki w szkole a nie zanosić pracę do domu. Niestety szkoły nie są na to przygotowane lokalowo - a szkoda. Od czasu gdy samorządy dostały do prowadzenia szkoły stanowisko dyrektora w szkole stało się stanowiskiem politycznym - to wójt, burmistrz czy prezydent wybierają dyrektora w "konkursie" na to stanowisko. Odebrano władzę kuratoriom, które cały czas boją się likwidacji i przymilają się dyrektorom (bo nie wiadomo czy pracownic kuratoriów nie będą wkrótce szukać pracy). Prowadzi to wszystko do patologii na której cierpią uczniowie. Podsumowując to wszystko - czy szkoła będzie działała w systemie 3 + 3 + 3 +3 czy 4 + 4 + 4 nie ma znaczenia gdy już dawno ruszyła maszyna prowadząca do upadku polskiej edukacji. Za parę lat, jeżeli rodzice będą chcieli mieć wykształcone dziecko, będą musieli posłać je do szkoły prywatnej a nie do publicznej (do tej pory było odwrotnie), w której nauczyciele nie maja czasu na nauczanie (m.in. wiele czasu tracą by udowadnić, że faktycznie pracują, monitorując pracę kolegów z pracy - ewaluacje wewnętrzne, siedząc do póżnych godzin wieczornych/nocnych na zebraniach, wyjeżdżając na wycieczki gdzie jedena osoba pilnuje 30 uczniów przez 24h na dobę - kierownik wycieczki nie może pełnić roli opiekuna a zazwyczaj tylko dwójka nauczycieli jedzie z uczniami) i nikt ich nie szanuje (jako grupy zawodowej) bo sami już dawno przestali się szanować. Zdarza się, że walczą jak wściekłe psy o to by zdobyć godzinę tygodniowo więcej i przymilają sie dyrektorowi (np. donosząc na kolegów) by zdobyć jeden lub kilka % więcej dodatku motywacyjnego. Kto ma styczność z prawem szkolnym ten wie do jakich patologii ono "namawia" oraz że samorządy nie znaja tego kulawego prawa (pomoc prawna samorządów nie specjalizuje się w tym prawie i często źle je interpretuje - sprawdźcie jaka jest punktacja w ustawie o systemie oświaty juz samo to utrudnia jej czytanie). Dyrektorzy walczą ze swoimi pracownikami zamiast ich wspierać, rodzice piszą donosy na nauczycieli, wprowadza się prohibicję w sklepikach szkolnych rozwijając w ten sposób przedsiębiorczość uczniów (czarny rynek batonów i puszek z napojami) bądź narażając ich życie (bieg na przerwie do pobliskiego sklepu po drożdzówkę). Nauczyciele nie wytrzymują presji bo za wszystko odpowiadają (generalnie to dyrektorzy odpowiadają za wszystko ale i tak przekonają swoich pracowników, że jest inaczej). Kiedyś wabikiem dla przyszłych nauczycieli były wakacje i szybka emerytura. Obecnie głównie osoby, które nie mogą znaleźć sobie gdzie indziej pracy zostają nauczycielami. Reformy zmieniły szkolnictwo, którego efektów zazdrościł nam świat zachodni w nieudolną jednostkę, która obecnie często zagraża uczniom zamiast dbać o ich rozwój. :( rozwiń

Smutny, 2015-09-15 16:43:54 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU