Decyzja o sześciolatkach jest polityczna

Zamieszanie, a zwłaszcza gwałtowny pośpiech w decydowaniu o obowiązku szkolnym sześciolatków dowodzi tego, że nad wątkami merytorycznymi i ekonomicznymi przeważają zachcianki polityczne.
Decyzja o sześciolatkach jest polityczna
Gwałtowny pośpiech w decydowaniu o obowiązku szkolnym sześciolatków dowodzi tego, że nad wątkami merytorycznymi i ekonomicznymi przeważają zachcianki polityczne. Fot. Pixabay.com

Tak wypowiedź minister edukacji skomentował Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

– Związek Nauczycielstwa Polskiego uważa sam fakt, że doszło do tak dramatycznej sytuacji i takiej emocjonalnej dyskusji w sprawie sześciolatków, to niestety pokłosie działań dotychczasowych ministrów. Zbyt mało wysiłków, energii i profesjonalizmu włożyli w to, aby reforma dotycząca sześciolatków zafunkcjonowała – uważa prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Czytaj też: Zostawienie sześciolatków w przedszkolach niepotrzebne i kosztowne

– Nie ulega wątpliwości, że to zamieszanie, a zwłaszcza gwałtowny pośpiech, dowodzi tego, że nad wątkami merytorycznymi i ekonomicznymi, przeważają zachcianki polityczne – mówi Broniarz.

Odniósł się też do wypowiedzi minister edukacji Anny Zalewskiej z poniedziałkowego spotkania z Karoliną i Tomaszem Elbanowskimi ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców oraz ekspertami związanymi ze Stowarzyszeniem, którzy zabiegają o zmianę wieku obowiązku szkolnego. Minister zapowiedziała, że w ciągu 10 najbliższych dni pojawi się projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty likwidujący obowiązek szkolny dla sześciolatków i ustalający wiek siedmiu lat jako czas rozpoczynania obowiązkowej edukacji.

– Brakuje tu stanowiska samorządów. To przecież one będą głównymi beneficjentami mniej i bardziej przemyślanych wystąpień ministra edukacji. Samorządy włożyły dużo wysiłku w przygotowanie szkół na przyjęcie sześciolatków, a także rozplanowały to ekonomicznie. Także na nie spadł obowiązek odpowiedzi na pytania nauczycieli, co w sytuacji, gdy stracą pracę i będą musieli ewentualnie czekać rok, by uzyskać szansę ponownego zatrudnienia. Decyzja podejmowana ponad głowami samorządów wynika bardziej z politycznych niż merytorycznych przesłanek – uważa Broniarz.

Jego zdaniem zapłacą za to samorządy i rodzice, którzy są zwolennikami posyłania dzieci sześcioletnich do szkoły. Zapłacą za to także rodzice trzylatków, dla których będzie brakowało miejsc w przedszkolach.

Minister zastrzegł, że trzeba „na tę sprawę patrzeć szerzej, niż proponuje nam ministerstwo edukacji”, ponieważ na zmiany w systemie szkolnictwa nakładają się projektowane zmiany w podatkach.

– Wyższy próg kwoty wolnej od podatku w znaczący sposób zmniejszy dochodu samorządu, a więc pogorszy realizację postulatów rodziców związanych z upowszechnieniem edukacji od trzeciego roku życia – sądzi Broniarz.

Minister 23 listopada poinformowała także, że będą zmiany w podstawie programowej, m.in. w zerówkach nauczyciele „będą oficjalnie uczyć liczyć, czytać i pisać”. Prócz tego w projekcie nie będzie już „stygmatyzującego określenia odroczenie” i prawdopodobnie pojawi się „powtórne zapisanie do klasy pierwszej”.

Rodzice, którzy chcą posłać do szkoły dziecko w wieku sześciu lat, będą mogli to zrobić lub – w przypadku sześciolatków urodzonych po 1 września – będą musieli zasięgnąć opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej.

– Oddania głosu rodzicom nie można sprowadzić do uwarunkowań związanych z poradniami psychologiczno-pedagogicznymi, ponieważ jest ich zdecydowanie za mało, aby rodzice mogli chcąc zasięgnąć opinii w tej materii do nich dotrzeć – komentuje Broniarz.

Stopniowe obniżanie wieku obowiązku szkolnego z siedmiu do sześciu lat trwa w Polsce od 2009 r. Przez pierwszych pięć lat decyzję o tym, czy dziecko rozpocznie naukę w wieku sześciu czy siedmiu lat, podejmowali rodzice. 1 września tego roku po raz pierwszy do I klasy szkoły podstawowej poszedł obowiązkowo cały rocznik dzieci sześcioletnich, czyli urodzonych w 2009 r. Rok wcześniej – we wrześniu zeszłego roku – obok siedmiolatków do pierwszych klas obowiązkowo poszła połowa rocznika sześciolatków.

W swoim exposé premier Beata Szydło zapowiedziała m.in. przywrócenie rodzicom prawa wyboru, czy ich dzieci pójdą do szkoły w wieku sześciu czy siedmiu lat. Poinformowała, że zmiana ta zostanie przeprowadzona w ciągu pierwszych stu dni działania rządu.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Do hagfa: Co kierowało tymi którzy decydowali o obowiązkowym POsyłaniu dzieci sześcioletnich do szkoły? Miłość do dzieci czy POlityka? A jak ktoś tego nie chce cofnąć - to kieruje nim miłość do dzieci czy POlityka?

..., 2015-11-29 21:26:21 odpowiedz

Do hagfa: szanowna/y "hagfa" nie wiem czym pokierowany jest komentarz, ale moim zdaniem jest on wynikiem braku świadomości. Reforma nie jest głupia, a zmiany które proponuje obecna Minister Edukacji są moim zdaniem pomyłką. Na czym polega różnica, czy dzieci będą się uczyć czytać, pisać, l...iczyć w szkole, czy jak zakłada Pani Minister w przedszkolu? Dlaczego nikt nie zastanowi się nad tym, że o gotowości szkolnej dziecka nie powinien decydować nauczyciel przedszkola tylko osoby z zewnątrz? Większość sześciolatków doskonale radzi sobie w szkole, niestety są również dzieci, które trafiają do niej bo nauczyciel przedszkola, ma problem ze zbyt nadpobudliwym dzieckiem i stwierdza "gotowość"... Może reformy zacząć od weryfikacji pracy nauczycieli, którzy często nie rozumieją na czym powinna polegać ich praca i do czego ich zobowiązuje :( rozwiń

zoja, 2015-11-29 10:39:48 odpowiedz

Jak rzadko w 100% zgadzam się z Przewodniczącym Broniarzem! Samorządy nie dostaną subwencji na 6-latki. Od 2016 wchodzi obowiązek zapewnienia miejsc przedszkolnych dla 4-latków, a od 2017 - dla 3-latków. Skąd gminy wezmą na to pieniądze?

A. Koza z FIO, 2015-11-25 04:27:51 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE