Dziurawa kontrola dotacji dla niepublicznych szkół i przedszkoli

Samorządy nie mają żadnych realnych możliwości egzekwowania prawidłowości wydawania środków publicznych przez placówki niepubliczne. Być może resort edukacji to zmieni.
Dziurawa kontrola dotacji dla niepublicznych szkół i przedszkoli
Według posłów: Andrzeja Dąbrowskiego i Piotra Szeligi możliwość przeprowadzania kontroli wydatkowania publicznych dotacji przez przedszkola i szkoły niepubliczne jest niewielka, ponieważ zdarza się, że osoba wyznaczona przez samorząd do przeprowadzenia kontroli nie zostaje wpuszczona do mającej przejść kontrolę placówki. Dlatego posłowie zapytali resort edukacji m.in. o to, czy ministerstwo przewiduje wprowadzenie kar za takie postępowanie.

Odpowiadając na ich interpelację minister edukacji, Krystyna Szumilas przypomniała, że w art. 90 ustawy o systemie oświaty jest ust. 3f, który stanowi, że osoby upoważnione do przeprowadzenia kontroli przez organy jednostek samorządu terytorialnego dotujących niepubliczne szkoły i placówki mają prawo wstępu do szkół i placówek oraz wglądu do prowadzonej przez nie dokumentacji organizacyjnej, finansowej i dokumentacji przebiegu nauczania.

Jednocześnie, jak podkreśliła, przepis ten nakłada obowiązek na dotowane niepubliczne szkoły i placówki umożliwienia przeprowadzenia kontroli w zakresie określonym ustawą, a więc wpuszczenia osób upoważnionych do tych jednostek i udostępnienia dokumentacji.

Minister przyznała jednak, że – choć nieliczne – to jednak zdarzają się sygnały o odmowie wpuszczenia osób upoważnionych do przeprowadzenia kontroli do niepublicznych szkół i placówek podlegających takiej kontroli oraz odmowie udostępnienia wglądu do niezbędnej dokumentacji.

– Dlatego resort rozważy możliwość wprowadzenia do ustawy o systemie oświaty zapisów stanowiących o sankcjach w przypadkach uniemożliwiania lub utrudniania przeprowadzenia kontroli wynikającej z postanowień art. 90 ust. 3f ustawy o systemie oświaty – oświadczyła minister Krystyna Szumilas.

 


KOMENTARZE (10)ZOBACZ WSZYSTKIE

Państwo płaci na ucznia 50 zł,duzo osób zamyka szkoły to jest paranoja JTS KRADNĄ pieniadze szkołolom,kiedy panstwo zacznie porzadnie finansowac szkoły niepubliczne,szkoły które bardzo dbaja o swoich słuchaczy

or, 2015-12-02 14:22:47 odpowiedz

Witam
Tak jak istnieje mafia paliwowa, tak istnieje mafia szkół niepublicznych. Właściciele znaleźli sobie sposób na wyłudzanie setek milionów z budżetu państwa. Znam trzy szkoły niepubliczne dla dorosłych w jednym mieście. W każdej nauczycielom nie wolno wpisywać nieobecności do dzienników
.... Frekwencja na zajęciach wynosi od kilku do kilkunastu procent! W każdej ze szkół, które znam ,ponad 80% słuchaczy powinno zostać skreślonych, gdyż nie spełniają warunku 50% obecności na zajęciach. Ministerstwo i samorządy w całej swojej naiwności myślą, że jakakolwiek szkoła niepubliczna dla dorosłych w Polsce skreśla słuchaczy z powodu nieuczęszczania na zajęcia. Żadna tego nie robi. Dlaczego tolerujecie MAFIĘ SZKÓŁ NIEPUBLICZNYCH!!! Przed zapowiedzianą kontrolą (kontrole są zapowiadane), w każdej niepublicznej szkole dla dorosłych trwa uzupełnianie dzienników i wyprowadzanie dokumentacji. Oczywiście w taki sposób, aby każdy słuchacz miał co najmniej 50% obecności. Wszyscy są zadowoleni, a najbardziej właściciele, którzy zarabiają (kradną ) miliony złotych. Inną sprawą jest handel zaświadczeniami do ZUS PCPR itp. Osoby pobierające świadczenia najczęściej również nie są zainteresowane nauką (dotyczy to jakichś 80% spośród pobierających świadczenia). Zapisują się do szkoły, biorą zaświadczenia , a następnym razem odwiedzają szkołę gdy trzeba zaliczyć semestr. Kolejna sprawa to handel świadectwami. Osoby, które nie były ani na jednych zajęciach w ciągu czterech czy sześciu semestrów, otrzymują świadectwa ukończenia szkoły średniej. Często są to półanalfabeci.
Mógłbym tak pisać i pisać o tym jak niepubliczne szkoły dla dorosłych okradają państwo.
Pozdrawiam
rozwiń

any, 2014-06-25 12:43:07 odpowiedz

Po pierwsze, to kontrolerzy nie muszą jeździć po całej Polsce i prosić o wstęp do biura rachunkowego, tylko informują odpowiednio wcześniej kontrolowaną placówkę o zakresie kontroli i ŻĄDAJĄ udostępnienia określonej dokumentacji. I to właściciel placówki przywozi księgi i pokazuje je kontrolerom. A ...jak kontrola będzie uważna i dociekliwa, to i fałszywe rachunki i faktury odkryje - to nie jest aż takie trudne. A "martwe dusze" są również w szkołach publicznych - sam miewałem w dzienniku uczniów, których nigdy (dosłownie - ani razu) nie widziałem na oczy. Ale ponieważ to była ich szkoła rejonowa, a rodzice ich nie wypisali, oni zaś nie mieli skończonych 18 lat - więc byli przepisywani z dziennika do dziennika, kończąc "naukę" w wieku 18 lat w pierwszej klasie gimnazjum (w którym zapewne nigdy nawet się nie pojawili). Oczywiście gmina kasę z MEN-u za tych uczniów też brała... Problemem placówek niepublicznych jest - moim przynajmniej zdaniem - to, że ich właścicielami nie są osoby przypadkowe. Jeżeli szkoła prowadzona jest przez kościół albo jakiegoś prominentnego działacza oświatowego (często z "solidarnościową" przeszłością), to czy gmina będzie chciała go skaleczyć? rozwiń

krzyciel, 2013-02-25 10:58:30 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE