E-podręcznik zdewastuje rynek wydawniczy?

Za trzy lata do każdego przedmiotu w szkole ma być dostępny przynajmniej jeden bezpłatny e-podręcznik – to cel zapowiadany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Dodatkowo ma z nich korzystać 40 proc. uczniów i nauczycieli. – Rządowy projekt e-podręcznik zdewastuje rynek – uważają eksperci Instytutu Jagiellońskiego. Przede wszystkim dlatego, że zmniejszy się konkurencja. Zdaniem ekspertów, potrzebna jest lepsza współpraca między wydawcami, nauczycielami a rządem, który na e-podręcznik przeznaczył ponad 45 mln zł.

– Na razie te wszystkie decyzje rządu wskazują na to, że rząd wie lepiej. Ci, którzy mają wpływ na dzieci, czyli nauczyciele oraz wydawcy, którzy mają wypracowaną wiedzę i wiedzą jak pracować ze źródłami, powinni brać w tym udział, a nie zostać wyeliminowani z tego projektu – wyjaśnia Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – W grudniu zeszłego roku minister Boni zapraszał wszystkich do rozmów, a teraz zlecił wykonanie jednego rządowego podręcznika kilku wybranym uniwersytetom specjalizujących się w danych dziedzinach.
 
Jeżeli autorzy projektu e-podręcznik nie natrafią na problemy, to bezpłatne elektroniczne podręczniki pojawią się w polskich szkołach za trzy lata. MEN zleciał już opracowanie 18 e-podręczników do nauki 14 przedmiotów (poproszono o to m.in. wykładowcy z ośrodków akademickich w Łodzi i Wrocławiu). Projekt wart jest około 45 mln złotych, ale pieniądze pochodzą z funduszy unijnych.

Czytaj też Ogłoszono nowy konkurs na e-podręczniki oraz Partner do e-podręczników bez konkursu

Obaw przed planami ministerstwa i podlegającemu mu Ośrodkowi Rozwoju Edukacji nie kryją wydawcy, którzy podkreślają, że ograniczenie im dostępu do 40 proc. rynku podręczników, zaszkodzi nie tylko wydawnictwom, ale całemu rynkowi.
 
Dziś rynek podręczników wart jest około 1 mld złotych.
 
 – Efekt będzie taki, że dotychczasowy rynek zostanie zdewastowany. Nie będzie wolnorynkowego podejścia, które teraz mamy. Dziś wydawcy w ramach pewnych minimów programowych mogą rywalizować ze sobą autorami, atrakcyjnością podręczników, atrakcyjnością materiałów dodatkowych –twierdzi w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marcin Roszkowski.

Jako przykład podaje on skutki wdrażania podobnych projektów w Norwegii, Peru i Katalonii. Tam też próbowano zastąpić tradycyjne podręczniki wersjami elektronicznymi, przygotowanymi na zlecenie rządu, ale ponieważ nie spełniały one wymagań uczniów i nauczycieli, szybko porzucano tę formę edukacji.
 
 – W Peru rozdanie 800 tysięcy notebooków nic nie dało. W Katalonii i Norwegii spowodowało protesty nauczycieli, uczniów i powrót do papierowych wersji – mówi prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Setki milionów złotych, dolarów czy euro wydane bez pomysłu.
 
Wydawcy, którzy protestują przeciw programowi w formie wdrażanej przez Ośrodek Rozwoju Edukacji, m.in. zrzeszeni w Porozumieniu Nowoczesnej Edukacji (PWN, WSiP, Nowa Era), nie mówią "nie" samemu procesowi cyfryzacji szkoły.
 
 – Nikt o tym nie dyskutuje. Koszty dodatkowe, wynikające z uplasowania tradycyjnych podręczników są naprawdę duże. Koszty dystrybucji, podatki  to też jest przestrzeń do poprawy – uważa Marcin Roszkowski.
 
Za elektronicznym przemawia również potrzeba częstych aktualizacji podręczników tradycyjnych, co wiąże się ze znacznymi kosztami.
 
Dlatego – według ekspertów – warto rozważyć utworzenie wspólnej platformy, na której byłyby materiały powszechne, które rząd i różne instytucje publikują w ramach pieniędzy publicznych oraz rozszerzanie tej bazy, ale nie wyeliminowanie wszystkich innych podręczników.

 


KOMENTARZE (8)ZOBACZ WSZYSTKIE

niektórzy już się czują zdewastowani...

Oliva, 2012-08-31 21:45:40 odpowiedz

Bardzo dobrze, że będzie jeden

anna, 2012-08-31 20:16:08 odpowiedz

Do "podpisałem". Ja z jednolitym podręcznikiem stykałem się jako uczeń. Jako nauczyciel pracowałem już w warunkach "podręcznikowego pluralizmu". I zcasem go przeklinałem, gdy - zaczynając pracę w nowej szkole - musiałem zmieniać komletnie własną bibliotekę i przy okazji wszystkie... przygotowane wcześniej materiały, żeby dostosować się do podręczników, które w tej szkole były wcześniej stosowane (starałem się unikać zmieniania podręczników, które już wcześniej były używane). A w gruncie rzeczy wszystkie książki były niemal identyczne: różniły się co najwyżej kolejnością tematów, jakością grafiki czy zadaniami (no bo czym innym może się różnić podręcznik do fizyki?). A co do instytucji, które będą opracowywały podręczniki. I dzisiaj autorami książek szkolnych są często (jeśli nie zazwyczaj) pracownicy wyższych uczelni. rozwiń

krzyciel, 2012-08-31 09:19:00 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE