Edukacja, sześciolatki: Czy naprawdę uratowaliśmy maluchy?

• Euforia zwolenników kampanii „Ratujmy maluchy” może skończyć się poważnym bólem głowy - ostrzega Klub Jagielloński.
• Możliwość dokonywania wyboru przez rodziców dzieci sześcioletnich jest wartością samą w sobie.
• Pozostawienie „podstawy programowej dla sześciolatków” z dziećmi siedmioletnimi obniża poziom jakości nauczania w całym systemie oświaty.
Edukacja, sześciolatki: Czy naprawdę uratowaliśmy maluchy?
Obecna reforma sprawia, że w placówkach wychowawczych dla dzieci przedszkolnych może zabraknąć 300 tys. miejsc (fot. pixabay.com CC0)

W Polsce zaczął się sezon zimowych ferii. Jednak w wyniku cofnięcia reformy obniżającej wiek szkolny, wielu nauczycieli, uczniów, a przede wszystkim rodziców, nie może pozwolić sobie na spokojny wypoczynek.

- Zamiast obiecanej swobody wyboru, czeka ich chaos i niepewność w oczekiwaniu na decyzję większości. W konsekwencji początkowa euforia zwolenników kampanii „Ratujmy maluchy” może skończyć się poważnym bólem głowy – ostrzegają eksperci Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Jak piszą, nie ma optymalnego wieku startu szkolnego. Zależy on od kontekstu oraz celów polityki edukacyjnej. Praktyka krajów europejskich w tej materii jest zresztą bardzo zróżnicowana.

Choć zdecydowana większość (27 krajów) posyła do szkoły sześciolatki, to są kraje, w których naukę rozpoczyna się w wieku siedmiu lat (Szwecja, Bułgaria), a także takie gdzie do szkoły idzie już większość pięciolatków (Anglia), a nawet czterolatków (Irlandia Północna, Holandia).

Dlaczego zatem warto posłać sześciolatki do szkół? Głównymi argumentami przemawiającymi za reformą skutkującą obniżeniem wieku szkolnego były przede wszystkim chęć upowszechnienia opieki przedszkolnej (zwłaszcza na terenach wiejskich), a także wydłużenie aktywności zawodowej Polaków. Niestety reforma nie została dobrze przygotowana pod względem programowym, organizacyjnym i komunikacyjnym.

Przede wszystkim nie zadbano o jej właściwe zrozumienie i poparcie w środowisku rodziców i nauczycieli, co wywołało protesty społeczne. Nie można bowiem lekceważyć głosu ponad miliona obywateli, domagających się powrotu do rozpoczynania nauki w szkole w wieku siedmiu lat.

Ale jednocześnie nie można zapominać, że choć reformę wprowadziła PO, rozwiązanie to było wcześniej, bo w 2007 roku, przedmiotem dyskusji na poziomie MEN jako inicjatywa… klubu parlamentarnego PIS. Już ten fakt powinien wystarczyć, by nie upartyjniać sporu o wiek rozpoczynania nauki szkolnej.

W wyniku nowej ustawy, podpisanej dwa tygodnie temu przez prezydenta Andrzeja Dudę, o wieku szkolnym mają decydować rodzice – mogą posłać dzieci do szkoły w wieku sześciu lub siedmiu lat.

Jednak wcześniejsza rekrutacja wymaga teraz uzyskania zaświadczenia o gotowości szkolnej dziecka. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z „dobrą zmianą”? Niewątpliwie możliwość dokonywania wyboru przez rodziców dzieci sześcioletnich jest wartością samą w sobie.

Reforma wprowadzona przez poprzedni rząd była krytykowana między innymi za to, że mimo zastosowania okresu przejściowego, mało elastycznie podchodziła do kwestii autonomii decyzyjnej rodziców. Warto jednak zadać pytanie, jakie będą skutki decyzji o cofnięciu reformy, zarówno dla systemu oświaty w Polsce, jak i jego uczestników – szkół, nauczycieli, dzieci oraz rodziców.

Po pierwsze − kwestie programowe. Decyzja rządu spowodowała konfuzję w środowisku dyrektorów szkół i nauczycieli co do możliwości utrzymania dwóch, równoległych podstaw programowych na wszystkich poziomach edukacyjnych, osobno dla klas z dziećmi siedmioletnimi i osobno dla klas z dziećmi sześcioletnimi.

 


KOMENTARZE (11)ZOBACZ WSZYSTKIE

Do V: Co zrobiła POprzednia koalicja razem z "POsady Swoim Ludziom" aby wszystkie dzieci miały miejsca w przedszkolach? Ile przedszkoli POwstało w POprzednich latach POmimo obowiązku przygotowania przedszkolnego dla 5-latków?

pytajnick, 2016-02-03 09:15:45 odpowiedz

Do dingo:
do drugiej części wypowiedzi: nie trzymajmy się sztywno wieku, bo nie to ma znaczenie, czy dziecko ma lat 7 czy 6. Znaczenie mają umiejętności, w jakie wyposażyli go rodzice i przedszkole...
do pierwszej części: to prawda, że szkoła nie jest przygotowana - ale szkoła w rozu
...mieniu nauczycieli. Nadal panuje przekonanie, że to nauczyciele są w szkole najważniejsi i najlepiej byłoby, żeby pracowali... nawet bez uczniów. Publiczna szkoła musi ewaluować albo powinna zostać zlikwidowana. rozwiń

rodzic, 2016-02-01 15:55:15 odpowiedz

Do wdzivny: No właśnie o to chodzi, że cała dyskusja o 6-cio czy 7-latkach jest bezsensowna. Chętnie posłałbym swoje dzieci do szkoły w wieku 5 lat, pod warunkiem, że chodziłyby do... angielskiej szkoły. No problem. Bo ta szkoła jest na takie dzieci przygotowana. Polska szkoła nie jest przygotowana ...na żadne dzieci. Najchętniej zabrałbym swoje córki ze szkoły i uczył sam, bo widzę, że za kilka lat dzieciaki będą miały zszargane nerwy i nabawią się jakiejś psychozy. Zajęcia zaczynają się od 10-tej, bo brak sal lekcyjnych. Po lekcjach 5 godzin odrabiania prac domowych, z którymi dziecko samo sobie nie radzi, bo jest przerażone ilością materiału. Chce się pobawić, pojechać na basen, poćwiczyć na pianinie, a tu czeka 40 zadań z matmy do rozwiązania na jutro, a potem sprawdzanie przez 2 miesiące, jedynka za czytelnictwo, bo nie chodzi do biblioteki, chociaż czyta trzy książki na raz, bo ma tysiąc własnych. Obłęd.
Jeśli już koniecznie musimy posyłać dzieci do szkoły, to optymalnym wiekiem jest 7 lat. Każdy neurodydaktyk powie, że nie przeskoczymy naturalnych procesów rozwoju, a ludzie od tysięcy lat wiedzieli, że jak dziecko kończy 7 lat, to może przejść spod opieki matki pod opiekę ojca, bo uzyskało odpowiednią dojrzałość do funkcjonowania w grupie.
rozwiń

dingo, 2016-01-23 13:48:19 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE