Edukacja to inwestycja, nie wydatek. Co na to samorządowcy?

  • Włodzimierz Kaleta
  • 12-12-2015
  • drukuj
Samorządowcy oficjalnie deklarują, że współpraca edukacji z biznesem jest szansą na rozwój regionu. W praktyce jednak często patrzą na szkoły wyłącznie przez pryzmat wydatków z własnej kasy. Te, do których dopłacają zbyt wiele, rozwiązują. Prawda to zatem czy mit, że inwestowanie w edukację to zysk w postaci szybszego rozwoju regionu?
Edukacja to inwestycja, nie wydatek. Co na to samorządowcy?
Zasadnicze szkoły zawodowe otwierają się na niemal każdy zawód potrzebny pracodawcom (fot.mat.pras.)

– Może nie jest to czynnik pierwszorzędny, może nie bezpośrednio i w sposób nie od razu widoczny, jednak edukacja jest niewątpliwie ważnym tłem pomyślnego rozwoju regionu. Samorządowcy muszą pamiętać, że jeśli gmina czy powiat chcą się rozwijać, to łatwiej przyciągnąć inwestorów tam, gdzie można znaleźć pracownika wykształconego, dobrze przygotowanego do zawodu – uważa Roman Konieczny, starosta sanocki.

– Oczywiście musi być też na rynku szeroka oferta pracy. Czynnikiem pierwszorzędnym jest dla nas już istniejący rynek pracy, a nie ten, który będzie dopiero w przyszłości utworzony przez edukowaną obecnie młodzież.

Również Jacek Cichura, starosta wałbrzyski, nie wątpi, że dla rozwoju regionu warto inwestować w kapitał ludzki. – Poziom wykształcenia i kompetencji mieszkańców jest niezmiernie istotny dla rozwoju gminy, powiatu czy kraju. Lepiej wykształceni obywatele wykazują większe zaangażowanie w inicjatywy oddolne i samodzielne działania w regionie. Wszystko to przekłada się na rozwój badań, innowacji i przedsiębiorczości w regionie.

Za naciągane uważa jednak hasło o szczególnym wpływie edukacji na przyciąganie biznesu. – Jego rozwój uzależniony jest przede wszystkim od kondycji gospodarki krajowej. Z drugiej strony, biznes nie przyjdzie przecież tam, gdzie nie ma odpowiedniego zaplecza w postaci wykształconej kadry – dodaje Jacek Cichura.

– Mając świadomość, że nie da się rozdzielić rozwoju czegokolwiek od poziomu edukacji, podejmujemy działania mające sprawić, aby każdy pracujący młody człowiek był otwarty na UE, a co za tym idzie – uczestniczył w unijnych grantach i projektach. To także sprzyja rozwojowi regionu. Dlatego kształcimy młodych ludzi w pisaniu projektów oraz poznawaniu zasad pozyskiwania pomocy unijnej.

Białystok stawia na edukację dla rozwoju przede wszystkim poprzez reanimację szkolnictwa zawodowego. – Aby połączyć edukację i biznes w działaniu dla dobra samorządu, układ ten musi być spójny. Tymczasem system kształcenia zawodowego nie uwzględniał do niedawna oczekiwań pracodawców. Sztywne ramy zawodów i kompetencji jeszcze dziś utrudniają dostosowanie kształcenia do potrzeb małych środowisk – uważa Lucja Orzechowska, dyrektor Departamentu Edukacji w białostockim Urzędzie Miasta.

Zawodówki do naprawy

Zdaniem dyrektorki białostockiej edukacji, wykorzystując obecną bazę szkół zawodowych, nie da się dobrze kształcić potrzebnych pracodawcom fachowców. Dlatego przygotowując się do wdrażania nowej podstawy programowej w tych szkołach, prezydent powołał zespół ds. modernizacji kształcenia zawodowego.

– Władze miasta tworzą nowe jednostki oświatowe i pracownie specjalistyczne, których dyrektorzy w porozumieniu z pracodawcami podejmują projekty edukacyjne umożliwiające młodym ludziom szybsze wchodzenie na rynek pracy. Organizują szkolenia praktyczne dzieci i młodzieży szkolnej u pracodawców. Na wsparcie tych projektów samorząd przekazuje szkołom ok. 500 tys. zł rocznie – mówi dyrektor Orzechowska.

Prezydent zainicjował też kampanię „Ster na zawód”, w ramach której w zasadniczych szkołach zawodowych otwiera się niemal każdy zawód potrzebny pracodawcom, nawet jeśli nie jest on uwzględniony w wykazie klasyfikacji zawodów tego szkolnictwa.

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

Racja, edukacja to inwestycja o randze państwowej. Jednak rząd PO pozbył się problemu składając sprawy oświaty na samorządy ! Opłakane skutki takich działań już odczuwamy dotkliwie !

jks, 2015-12-15 18:05:44 odpowiedz

Prof. Jeżewski ma rację. Trzeba jednak najpierw zacząć definiować pojęcie ,,dobra (lepsza) szkoła". Rzecz na pewno nie w zmianach strukturalnych, lecz w międzyludzkich relacjach. Pokazywanie zakładów pracy, to dopiero wstęp do ścisłej współpracy szkół z rzeczywistą produkcją i z usługami. Obecn...y szkolny wyścig szczurów prowadzi do wykluczających się wzajemnie nastawień, które było widać na demonstracjach w sobotę i w niedzielę, a także w międzyludzkich agresjach (także słownych), zwłaszcza tych anonimowych. Dobre szkoły będą prowadzić do współpracy i szanowania się. Tego nam najbardziej brakuje. Samo się nie zrobi. Trzeba zacząć tworzyć przyjazne uczniom szkoły. Dobrze zorganizowana przyjazność w szkołach zlikwiduje problem bezrobocia, a może także wyjazdy z Polski za pracą? rozwiń

w.potega@neostrada.pl, 2015-12-14 11:46:02 odpowiedz

A studenci z zagranicy nie płacą za naukę?

gość , 2015-12-13 01:41:37 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU