PARTNER PORTALU
  • BGK

Likwidacja gimnazjów i reforma oświaty: jak samorządy poradzą sobie z reformą

  • Piotr Toborek    9 listopada 2016 - 16:46
Likwidacja gimnazjów i reforma oświaty: jak samorządy poradzą sobie z reformą
Jednym z problemów wynikających z reformy będzie zagospodarowanie budynków po likwidowanych gimnazjach (fot.wladyslawowo.pl)

• Rząd zaakceptował projekty zmian w Prawie oświatowym przygotowane przez resort edukacji.
• - Nasze postulaty w najmniejszym stopniu nie zostały uwzględnione - narzeka część samorządowców. Do zmian jednak dojdzie i już zaczynają się przygotowania. M.in. w Gdańsku, Krakowie, Stalowej Woli czy Włocławku.




- Ja przestałem liczyć na to, że coś nam się uda wywalczyć, jak opozycja złożyła wniosek o odwołanie minister Anny Zalewskiej – mówi po decyzji Rady Ministrów o przyjęciu projektów reformujących edukację Marek Olszewski ze Związku Gmin Wiejskich. – Wiadomo było, że w takiej sytuacji rząd się nie ugnie, bo to byłaby porażka polityczna.

Jak mówi szef ZGW, wprowadzone w projektach drobne zmiany nie mają większego znaczenia dla samorządów. - To są kosmetyczne rzeczy. Cóż, czeka nas ciężka praca, włączono wsteczny bieg w oświacie i będziemy na nim musieli jechać - dodaje Olszewski.

Koszty reformy edukacji

- Nie zazdroszczę urzędnikom, którzy będą odpowiedzialni za wprowadzenie reformy w gminach – mówi z kolei Krzysztof Mrowicki z firmy Remedis doradzającej samorządom w sprawach oświatowych.

Zwraca uwagę przede wszystkim na koszty. Jak mówi, mało jest samorządów, gdzie subwencja oświatowa pokrywa w pełni koszty bieżącej działalności, a znaczna część dokłada nawet do tego.
- A już wszędzie, wszelkie inwestycje oświatowe prowadzone są kosztem pieniędzy spoza subwencji, a jak by na tę reformę nie patrzeć, koszty będą duże. Skąd te pieniądze wziąć, nie wiem – komentuje.

Podkreśla też, jak trudna to będzie operacja:

- Przecież w dzisiejszym systemie zamiar, podkreślam zamiar, likwidacji szkoły w kolejnym roku trzeba zgłosić do końca marca. To pokazuje jak duża jest bezwładność tego systemu.

Prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny twierdzi jednak, że wyzwanie jest wielkie, ale nie przerasta możliwości gmin i powiatów:

- Oczywiste jest, że taka reforma wymaga olbrzymiego zaangażowania ze strony samorządów i tylko przy takim wysiłku może się udać.

Nadbereżny uważa także, że obawy o koszty wprowadzenia reformy, a szczególnie zwolnienia, są znacznie przesadzone:

- Wiem to na przykładzie tej małej reformy, jaką była sprawa sześciolatków, kiedy mieliśmy mnóstwo głosów w samorządach, że spowoduje ona wzrost bezrobocia wśród nauczycieli, że będą wielkie koszty dla gmin, a w Stalowej Woli żaden nauczyciel nie został zwolniony.

Niż demograficzny

Prezydent zwraca także uwagę, że zwolnienia nauczycieli to nie jest kwestia wyłącznie reformy, ale także trudnej sytuacji demograficznej, co ma ogromny wpływ na liczbę miejsc pracy.

- Myśmy jednak u siebie tak zorganizowali system, że nie tylko nauczyciele nie stracili pracy, ale powstały jeszcze nowe oddziały przedszkolne i nowe miejsca pracy. To oczywiście kosztowało, ale nie traktujemy tego jako wydatek, tylko inwestycję społeczną – podkreśla Nadbereżny.

O nadmiernej politycznej histerii wokół reformy mówi także Ryszard Proksa, szef Komisji Oświatowej w NSZZ Solidarność.

- Wielu ludzi wykorzystuje tę niewątpliwie trudną sytuację do grania na emocjach nauczycieli, którzy mają prawo obawiać się o siebie. Wyliczanie, że pracę straci nawet 30 procent nauczycieli gimnazjów to jednak czysta polityka. Przecież oddziałów po reformie przybędzie, miejsc pracy także.

Zdaniem Proksy problemem jest jak reformę w miarę bezboleśnie wprowadzić w życie. - Chodzi np. o to, żeby samorządy nie zatrudniały nowych nauczycieli, a wykorzystywały tych z gimnazjów i tego trzeba pilnować.





REKLAMA




×
KOMENTARZE (13)

  • Azja, 2017-01-10 10:45:49

    Do Szok i przerażenie: Zgadzam się. Pan Nadbereżny przyklaskuje postanowieniom swojej partii, a w mieście nikt nic nie wie. Co będzie z uczniami obecnych klas szóstych, czy zostaną w swoich dotychczasowych szkołach, czy pójdą do innych, co z pracowniami przedmiotowymi itp. Najprościej dalej beztrosk...o zadłużać miasto i udawać, że wszystko jest w porządku. Współczuję uczniom i nauczycielom.  rozwiń
  • Anik, 2016-11-16 21:03:25

    Do synsynasyn: Uczyli mnie w gimnzjum ze koty to miaucza, ale moze byli to ci niedouczeni nauczyciele, czesto po dwoch fakultetach na panstwowych uczelniach. Nie wspomne juz o studiach podyplomowych. Ciekawe ile fakultetow ma pani ministra bo podyplomowki podobno nie daja kwalifikacji do nauczania a... co dopiero do rzadzenia.  rozwiń
  • Anik, 2016-11-16 20:45:23

    Do Obserwator : Jak sie jest tylko obserwatorem i recenzentem bez ponoszenia odpowiedzialnosci to latwo krytykowac i pouczac. Z pustego i Salomon nie naleje. Aaaaa. Przepraszam. Mozna dodrukowac.