Miasta podliczyły, ile muszą dopłacić do reformy edukacji

W przypadku Białegostoku koszt reformy to ok. 6,5 mln zł, a udział państwa wyniósł raptem 800 tys. zł. Nie dość zatem, że nikt naszego głosu w tej sprawie nie wziął pod uwagę, to teraz musimy się martwić, skąd wziąć na to pieniądze - skarży się na wdrażanie reformy edukacji Rafał Rudnicki, zastępca prezydenta Białegostoku. Nie jest zresztą jedynym z samorządowców, którzy wytykają Ministerstwu Edukacji Narodowej, że to właśnie na samorządy spadły koszty wprowadzania reformy w życie.
Miasta podliczyły, ile muszą dopłacić do reformy edukacji
- W naszym mieście nie zwolniliśmy żadnego nauczyciela - podkreśla prezydent Łomży. fot. pixabay

- Ja dostałem z MEN na wdrożenie reformy 141 tys. złotych, a jej koszt dla miasta wyniósł 1,5 mln zł. - ocenia Tomasz Andrukiewicz, prezydent Ełku .


- U nas na wdrożenie reformy oświatowej trzeba było wyasygnować 2 mln zł - dodaje Czesław Renkiewicz, prezydent Suwałk. Zwraca uwagę równocześnie na tempo, w jakim ta zmiana się odbywa i napięty harmonogram działań, jakie w związku z tym muszą podejmować samorządy.


- W sierpniu wyszło 40 rozporządzeń wykonawczych do prawa oświatowego, które trzeba było na szybko dołożyć - podkreśla Renkiewicz.


Nie wszyscy samorządowcy jednak narzekają na wprowadzaną od 1 września reformę. Mariusz Chrzanowski, prezydent Łomży, mówiąc o swoim mieście twierdzi, że jego przypadek pokazuje, iż reformę edukacji można wdrażać bez komplikacji.


- W naszym mieście nie zwolniliśmy żadnego nauczyciela - podkreśla Chrzanowski.


Wypowiedzi pochodzą z panelu dyskusyjnego "Samorząd terytorialny w Polsce i dialog społeczny", który odbył się podczas Wschodniego Kongresu Gospodarczego 2017 w Białymstoku.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE