Nauczyciel powinien mieć prawo wyboru podręcznika

Nauczyciele klas I-III szkół podstawowych powinni mieć realną możliwość wyboru podręcznika, z którego uczą tak, by dobrać go do potrzeb i możliwości swoich uczniów.

Nauczyciel powinien mieć prawo wyboru podręcznika
57 proc. ankietowanych nauczycieli uważa, że wprowadzenie „Naszego elementarza” pogorszyło jakość pracy z uczniem. Fot. Pixabay.com

Taki wniosek wynika z konferencji „Reforma podręcznikowa po roku. Między teorią a praktyką” zorganizowanej przez tygodnik „Głos Nauczycielski”.

Uczniowie, którzy w ubiegłym roku szkolnym 2014/2015 poszli do pierwszych klas szkół podstawowych, byli pierwszym rocznikiem, który uczył się korzystając z udostępnianych im bezpłatnych podręczników będących własnością szkoły. Podręczniki te mają służyć co najmniej trzem kolejnym rocznikom.

Przygotowany na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej „Nasz elementarz” wybrało ponad 97 proc. wszystkich szkół podstawowych w całej Polsce, w tym ponad 99 proc. szkół publicznych.

Nauczyciele mogą skorzystać z innego podręcznika niż rządowy „Nasz elementarz” pod warunkiem, że jego zakup finansuje organ prowadzący szkołę (w przypadku większości szkół publicznych jest to gmina). Szkoła nie może domagać się od rodziców zakupu podręczników. Ta zasada dotyczyła także podręcznika do II szkoły podstawowej i będzie dotyczyć podręcznika do III klasy.

Wybór przez szkołę „Naszego elementarz” oznacza wybór rządowej „Naszej szkoły” dla klasy II, a następnie w klasie III kolejnego podręcznika przygotowanego na zlecenie MEN.

– Podręcznik dla najmłodszych uczniów powinien być głęboko osadzony w środowisku życia dziecka – zauważa prof. Danuta Waloszek z Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

W jej ocenie rządowy „Nasz elementarz” tego warunku nie spełnia, jest skierowany do anonimowego odbiorcy. Jako przykład podaje występującą w podręczniku w różnych kontekstach sygnalizację uliczną niebędącą częścią rzeczywistości dzieci mieszkających na wsi.

Pedagog mówiła też o tym, że z tego samego podręcznika uczą się w I klasach dzieci, które rozpoczęły naukę jako sześciolatki i te, które poszły do szkoły w wieku siedmiu lat. Tymczasem jak zaznaczyła dzieci sześcioletnie uczą się głównie przez doświadczanie, potrzebują dotykać rzeczy, by je poznać i zrozumieć, podczas gdy dzieci starsze – siedmioletnie potrafią już myśleć symbolicznie.

Z kolei wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Krzysztof Baszczyński przytoczył wyniki ankiety przeprowadzonej przez związek w listopadzie ubiegłego roku, po kilku miesiącach obowiązywania rządowego podręcznika w pierwszych klasach podstawówek. Wzięło w niej udział 3018 nauczycieli uczących pierwszaki.

W ocenie 57 proc. ankietowanych wprowadzenie „Naszego elementarza” pogorszyło jakość pracy z uczniem. Tylko 1,9 proc. uznało, że napisany na zlecenie MEN podręcznik poprawił jakość ich pracy.

Podręcznik został źle oceniony: pod względem merytorycznym przez 34 proc. nauczycieli, pod względem dydaktycznym przez 37 proc., pod względem wychowawczym przez 23 proc., pod względem językowym przez 23,9 proc.

Podręcznikowi za wartość merytoryczną ocenę bardzo dobrą wystawiło 4,6 proc. badanych, za dydaktyczną stronę – 4 proc., za treści wychowawcze – 6 proc., za warstwę językową – 5 proc. Więcej było ocen dobrych – odpowiednio: 58 proc., 57 proc., 65 proc. i 69 proc.

– Nie dość, że uczniowie zostali podzieleni na tych, którzy muszą się uczyć z rządowego podręcznika, bo uczą się w szkołach publicznych i tych, którzy mogą uczyć się z innych podręczników, bo uczą się w szkołach niepublicznych to jeszcze zostali podzieleni na tych, którzy uczą się z lepszych podręczników i tych, którzy z gorszych – powiedział Baszczyński.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.