Nowelizacja prawa autorskiego szkodzi polskiej edukacji

Resort kultury wycofał się ze zmiany prawa autorskiego, która pozwoliłaby na oszczędności szkołom i bibliotekom, chcącym wyświetlać filmy w celach edukacyjnych. Skorzystają firmy pośrednictwa i wielkie wytwórnie, mówi Alek Tarkowski.

W tej chwili trwają prace nad trzema rządowymi projektami zmian w Prawie autorskim: nad jednym, tzw. małą nowelizacją, już niedługo pochylą się posłowie, dwa pozostałe, w tym tzw. duża nowelizacja, którą resort przygotował na 20-lecie prawa autorskiego, nie wyszły jeszcze z rządu.

"Zapraszając do oceny projektu reformy prawa autorskiego, resort kultury wyraźnie zaznaczał, że jednym z celów konsultacji jest zapewnienie jak najszerszego zakresu dozwolonego korzystania z treści dla dobra interesu publicznego. Jednak ministerstwo nie wywiązało się z tych obietnic. Najpierw, w październiku zaprezentowano nam projekt, który nie wykorzystywał w pełni możliwości, jakie daje tutaj dyrektywa europejska, ale poprawiał sytuację, w stosunku do tego, co mamy obecnie. Niestety, prawdopodobnie pod wpływem nacisku organizacji zbiorowego zarządzania treścią i stowarzyszeń twórczych, zakres projektu jeszcze zawężono" - powiedział PAP dr Alek Tarkowski, szef Centrum Cyfrowego, które zajmuje się promowaniem otwartości w kulturze.

"Dla nas najbardziej kontrowersyjnym punktem są zapisy niekorzystne z punktu widzenia placówek edukacyjnych, takich jak szkoły, biblioteki i muzea" - dodał. Jak wyjaśnił, w tej chwili nauczyciel podczas lekcji może odtworzyć uczniom film i nie trzeba z tego tytułu uiszczać żadnych opłat - jest to tzw. wyjątek edukacyjny. Jednak prawo do niego mają tylko instytucje naukowe i oświatowe.

"Co więcej, nie jest do końca jasne, czy mogą to robić tylko podczas lekcji, czy także podczas zajęć prowadzonych po lekcjach. Właściciele licencji przekonują, że puszczanie dzieciom filmu, np. w świetlicy albo podczas prowadzonego przez nauczyciela kółka po lekcjach to nie edukacja, ale rozrywka i żądają opłat z tego tytułu. Podobnie rzecz się ma z nieodpłatnymi pokazami filmów organizowanymi przez biblioteki czy muzea" - mówił Tarkowski.

Jak wskazał, w rezultacie rozpowszechnia się zjawisko oferowania przez firmy szkołom i bibliotekom komercyjnych umów związanych z pobieraniem tantiemów za odtwarzane filmy (nazywanych ubezpieczeniem od roszczeń, parasolem licencyjnym lub podobnie).

"Wygląda to tak, że przychodzi do dyrektora szkoły lub biblioteki przedstawiciel takiej firmy i mówi: +Proszę pana, puszczacie filmy, jesteście na bakier z prawem, rozwiązaniem problemu jest wykupienie dodatkowej usługi za np. 1700 zł rocznie+. I coraz więcej dyrektorów się na to decyduje" - opisywał Tarkowski. Jego zdaniem choć usługi oferowane są legalnie, często są one szkołom niepotrzebne. Przedstawiciele firm korzystają natomiast na niejasnej interpretacji prawa i jego nieznajomości przez szkoły.

Jak mówił Tarkowski, Centrum Cyfrowemu trudno jest oszacować skalę tego zjawiska. Nie zna jej również resort edukacji.

"Ministerstwo Edukacji Narodowej nie posiada danych dotyczących wykupywania parasoli licencyjnych przez placówki oraz szacunku kosztów, jakie ponoszą placówki z tytułu praw autorskich" - napisał resort w odpowiedzi na pytania PAP. Ponadto - jak wynika z odpowiedzi resortu - MEN "nie wydaje również żadnych wytycznych dot. odtwarzania filmów podczas lekcji i zajęć pozalekcyjnych", które mogłyby ułatwić dyrektorom placówek zorientowanie się, czy postępują zgodnie z prawem.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU