Posłowie nie chcą wprowadzenia asystentów nauczycieli

- PiS, SP, TR i SLD skrytykowały zapisy projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty dotyczące m.in. możliwości zatrudniania w szkołach podstawowych asystentów nauczyciela. W środę podczas drugiego czytania w Sejmie projektu broniła PO, która go przygotowała oraz PSL.
Posłowie nie chcą wprowadzenia asystentów nauczycieli

Opozycji nie spodobały się też zapisy dotyczące zmian, jeśli chodzi o odraczanie obowiązku szkolnego dla sześciolatków.

Zgodnie z poselskim projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty autorstwa PO samorządy będą mogły zatrudniać w podstawówkach asystentów nauczycieli, których zadaniem ma być wspieranie nauczyciela prowadzącego zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze lub zajęcia świetlicowe.

Asystenci będą musieli mieć wykształcenie co najmniej takie samo jak nauczyciele uczący w danej szkole oraz przygotowanie pedagogiczne. Będą jednak zatrudniani przez samorządy na podstawie Kodeksu pracy, a nie - jak nauczyciele - na podstawie Karty Nauczyciela. Krytykę wywołuje właśnie proponowany sposób zatrudniania asystentów.

Czytaj też: Szkoły będą zatrudniać asystentów nauczyciela, ale nie na podstawie Karty Nauczyciela

Zdaniem Artura Ostrowskiego (SLD) projekt PO jest typowym przykładem tego, jak szukając rozwiązania konkretnych problemów, można stworzyć jeszcze większe. "Założenia i cele projektu (...) wydają się być słuszne i korzystne dla dziecka, nauczyciela, dla rodziców, ale jest to pozór" - ocenił. Mówiąc o asystentach nauczyciela, porównał ich do konia trojańskiego, który doprowadzi do zatrudniania pozostałych nauczycieli na podstawie Kodeksu pracy.

Również Marzena Machałek (PiS) oceniła, że uchwalenie ustawy doprowadzi do chaosu, konfliktów i napięć wśród nauczycieli. "Czymże innym jest bowiem wprowadzenie nowej kategorii nauczycieli - nienauczycieli, bo zatrudnianych odmiennie?" - pytała.

"Będą oto dwie kasty w zawodzie: uprzywilejowani i pariasi" - wtórowała przedmówcom Marzena Wróbel (SP). Jej zdaniem proponowany sposób zatrudniania asystentów jest głęboko niesprawiedliwy i niezgodny z konstytucją. Oceniła, że wraz asystentami nauczyciela w szkołach pojawią się też tzw. umowy śmieciowe.

Piotr Paweł Bauć (Twój Ruch) przypomniał, że nauczyciele, którzy nie będą zatrudniani zgodnie z Kartą, ale na podstawie Kodeksu, formalnie stracą cały swój wcześniejszy dorobek zawodowy; w przypadku ponownego zatrudnienia w oparciu o Kartę będą musieli znów zaczynać od najniższego stopnia awansu zawodowego.

Zapisów projektu broniły natomiast PO i PSL. Popiera je też rząd. "Pójście dziecka do szkoły zawsze jest stresem" - mówiła Domicela Kopaczewska (PO). Stąd - jak wyjaśniła - zmiany warunków nauczania i opieki w szkole, tak by były one zbliżone do warunków przedszkolnych. Zaznaczyła, że obecny projekt wychodzi naprzeciw obawom rodziców, stąd pomysł wprowadzenia asystentów nauczyciela. "To jest osoba, która ma wspierać nauczyciela (...), a nie go zastępować" - podkreśliła. "Aby nie było wątpliwości, zapisaliśmy w projekcie, że może on realizować swoje zadania wyłącznie pod kierunkiem nauczyciela, (a) nie funkcjonuje odrębnie" - dodała.

Z kolei Artur Bramora (PSL) zadał cztery pytania dotyczące projektu. Jedno z nich brzmiało: "Czy lepiej gdy grupa dzieci jest pod opieką jednej, czy dwóch osób?", inne zaś: "Czy lepiej by osoby z wysokimi kwalifikacjami siedziały w domu bez pracy, czy dać im możliwość zatrudnienia?". "Na wszystkie te pytania jest jedna odpowiedź, brzmi: tak" - podkreślił. Jak mówił, jest to dobry projekt, spełniający oczekiwania, realny. "Nic lepszego na dzień dzisiejszy nie ma" - zaznaczył.

Poselski projekt zawiera także zapisy dotyczące możliwości odroczenia nauki sześcioletniego dziecka w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Zgodnie z nimi rodzice będą mogli na podstawie opinii psychologa cofnąć dziecko do zerówki, nawet gdy we wrześniu rozpocznie ono już naukę w szkole. Będą mieli na to czas do 31 grudnia.

Obecnie decyzję o odroczeniu nauki w pierwszej klasie podejmuje dyrektor szkoły na wniosek rodziców i po przedstawieniu opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej. Projekt zakłada, by o odroczeniu przesądzała sama opinia psychologa i wola rodziców.

Te propozycje również były krytykowane przez opozycję. Ostrowski zauważył, że rodzice już teraz ustawiają się w długich kolejkach do poradni. "Możemy mieć sytuację, że od 1 września do 31 grudnia wiele dzieci zostanie cofniętych do przedszkola" - ocenił.

W związku ze złożeniem poprawek do projektu przez posłów PiS, SP i SLD, trafi on teraz do sejmowych Komisji: Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Polityki Regionalnej.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE