Prof. Gwiazdowski: Państwo zamiast finansować oświatę, niech przekaże te środki rodzicom

• Państwo zamiast finansować oświatę mogłoby przekazywać środki na ten cel rodzicom.
• Takie rozwiązanie proponuje prof. Robert Gwiazdowski, ekspert w prawie podatkowym.
• Jak dodaje, ideę bonu oświatowego w Stanach Zjednoczonych będzie forsował rząd Donalda Trumpa.
Prof. Gwiazdowski: Państwo zamiast finansować oświatę, niech przekaże te środki rodzicom
Robert Gwiazdowski, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor prawa na Uczelni Łazarskiego, doradca podatkowy. (fot. Facebook)

Oświata państwowa powinna zostać zlikwidowana – pisze prof. Robert Gwiazdowski w felietonie opublikowanym na stronie Warsaw Enterprise Institute (WEI). Podkreśla przy tym, że jest to wynalazek wprowadzony w autorytarnych Prusach i napoleońskiej Francji na początku XIX wieku, który bardziej niż kształcić - naucza.

„Jak państwo chce pomagać w kształceniu dzieciom z biednych rodzin nie musi budować szkół, kupować do nich komputerów, ani zatrudniać w nich woźnych i nauczycieli. Może po prostu wyemitować bon oświatowy. Co prawda Friedman – autor tego pomysłu – pod koniec życia się z niego wycofał, ale właśnie wraca do niego Sekretarz Edukacji w gabinecie Donalda Trumpa – Betsy DeVos. Będzie się działo!” – pisze Gwiazdowski.

Profesor dodaje, że państwo zamiast bezpośrednio finansować oświatę mogłoby przekazywać rodzicom wszystkie środki wydawane przez siebie na ten cel. Otrzymywaliby oni vouchery, opiewające na sumę stanowiącą iloraz globalnych wydatków na szkoły publiczne i ilości korzystających z nich dzieci.

Czytaj też: Nowe podstawy programowe są przeładowane

Gwiazdowski podkreśla, że mogliby opłacać nimi naukę w szkołach licencjonowanych przez państwo. Licencje te byłyby wydawane pod warunkiem spełnienia przez szkołę określonych wymogów. Rodzice zaś mieliby swobodę wyboru konkretnej szkoły. Jak tłumaczy, w tych szkołach, które pobierałyby wyższe opłaty za wyższy poziom nauki czy zajęć dodatkowych, można byłoby do czesnego dopłacać.

Gwiazdowski zwraca przy tym uwagę, że pomysł ten wywołał sprzeciw m.in. amerykańskich „liberałów”, których określa – w europejskim znaczeniu – socjalistami. Podkreśla też, że rząd w Polsce wcielając takie rozwiązanie w życie, mógłby zrobić coś dla dzieci. – Ale wcale nie jestem pewny, czy to o wykształcenie dzieci chodzi – stwierdza Gwiazdowski.

Cały felieton można przeczytać w zakładce „blogi” na stronie www.wei.org.pl.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (3)ZOBACZ WSZYSTKIE

zastanawiam sie jak te bony wygladaja w praktyce, skoro czesne za szkole moze byc wyzsze niz wartosc bonu wystawionego przez panstwo, to jaka jest gwarancja ze to nie bedzie wygladac tak jak w przypadku ubezpieczen. gdzie koszt naprawy samochodu znacznie przewyzsza kwote wyplacana przez ubezpieczyci...ela rozwiń

tommy, 2016-12-11 20:29:09 odpowiedz

W Polsce mamy już bon oświatowy, który wędruje za uczniem. Problem w tym, że system jest niespójny i "rozrywa się" przy wynagrodzeniach nauczycieli. Żaden rząd nie wprowadzi Kodeksu Pracy do naliczania wynagrodzeń nauczycieli, bo się będzie bał związków zawodowych. Potrzebne są "oddol...ne" negocjacje samorządów i związków zawodowych. Organizacje pozarządowe mogą w nich pośredniczyć. rozwiń

Alina Kozińska, FIO, 2016-12-09 10:46:45 odpowiedz

A po co w ogóle wydawać środki publiczne na kształcenie, służbę zdrowia, emerytury itp. - zamiast tych podatków dać te sumy zarobić i ludzie niech sami sobie zadbają o naukę, zdrowie i pieniądze na starość... To zacofane XIX wieczne Prusy wymyśliły publiczne szkoły, szpitale i emerytury...... rozwiń

Filo z Biłgoraja, 2016-12-08 18:57:41 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE