Reforma edukacji: Uczestnicy manifestacji ZNP złożyli petycję w urzędzie wojewódzkim

• Uczestnicy poniedziałkowej (10 października) manifestacji ZNP przeciwko reformie oświaty złożyli w urzędzie wojewódzkim w Warszawie petycję.
• Według związkowców przyjął ich wojewoda mazowiecki i zapowiedział przekazanie petycji premier Beacie Szydło.
• W petycji napisano: zmiany w edukacji przedstawione przez minister Annę Zalewską to powrót do systemu nieodpowiadającego współczesnemu rozwojowi cywilizacyjnemu.

Reforma edukacji: Uczestnicy manifestacji ZNP złożyli petycję w urzędzie wojewódzkim
10 października odbywają się protesty przeciw reformie edukacji w całej Polsce. (fot. arch. ZNP/Facebook)

Uczestnicy demonstracji w Warszawie mieli ze sobą transparenty z hasłami: "grabarze, a nie lekarze polskiej oświaty", "nie dla chaosu w polskiej szkole", "nawet komuniści nie zamykali szkół", "stop rewolucji w szkole", "wygasić Zalewską", "zostawcie gimnazja", "nie zmianom w edukacji likwidującym gimnazja i etaty".

Według organizatorów ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, na placu Bankowym protestowało ponad 2 tys. osób. Według służb porządkowych, w manifestacji uczestniczyło około 1200 osób.

Prezes ZNP mówił do zebranych, że edukacja jest najważniejszą dziedziną życia społecznego. Podkreślił, że ZNP zarzuca się upolitycznienie. "Nic bardziej mylnego - powiedział. Jego zdaniem, ZNP nie znajduje merytorycznego uzasadnienia dla planowanej reformy oświaty; gimnazja zaś bronią się swoimi wynikami. Przekonywał, że jeśli są potrzebne zmiany, to należy je wprowadzać, ale nie przez rewolucję, burzenie systemu. Zaapelował o jedność środowisk nauczycielskich.

Prezes ZNP zaprosił premier Szydło, by wzięła udział w przyszłotygodniowym posiedzeniu zarządu głównego ZNP albo przyjęła delegację związku.

Uczestniczący w demonstracji prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz w swoim wystąpieniu ocenił, że proponowane zmiany to nie żadna reforma, tylko chaos. "To są propozycje, które cofają Polskę, nie można wracać ciągle do przeszłości, nie można ciągle żyć przeszłością, jak się nie ma pomysłu na teraźniejszość" - powiedział. Podkreślił, że jego ugrupowanie będzie się upominać także o wiejską szkołę, bo - jak zaznaczył - to właśnie ona na proponowanej reformie może stracić najwięcej.

Głos zabrała także posłanka Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz. Jak mówiła, w tej chwili nikt, ani rodzice, ani nauczyciele, ani samorządowcy nie wiedzą, "po co ministerstwu ta pseudoreforma". Dodała, że z wypowiedzi minister edukacji Anny Zalewskiej wynika, że ona sama tego również nie wie. Podkreśliła równocześnie, że jednym z największych zagrożeń jest to, że rządzący będą chcieli przekształcić szkoły w miejsce partyjnej indoktrynacji, "będą uczyć o narodowych klęskach, traumach na lekcjach historii (…), będą organizowane pod dyktando interesu partyjnego" - mówiła. Jak powiedziała, sama jest matka sześcioletniego dziecka, które poszło wcześniej do szkoły. Zaznaczyła, że choć obserwuje zmiany w szkole od 30 lat, nigdy dotąd nie były one przyprowadzane w tak "butny i arogancji sposób".

Z kolei wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) zwróciła uwagę, że żadna rewolucja w systemie edukacji nie daje dobrego rezultatu. "Szkoła potrzebuje zmian, ale zmian, które są wynikiem, uzgodnień między nauczycielami, rodzicami, samorządowcami" - powiedziała. Podkreśliła, że to od edukacji zależy "jakim będziemy społeczeństwem, krajem, czy będziemy szczęśliwi, nowocześni, otwarci na świat".

Wśród protestujących były dzieci z klasy VI szkoły podstawowej. Miały z sobą transparenty: "Chcę do gimnazjum", "Nie chcę być przez trzy lata najstarsza w szkole", a także zdjęcie piwnicy z podpisem: "moja sala w VII i VIII klasie, innego miejsca brak".

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE