Rewolucji w szkole nie będzie

  • Dyrektorszkoly.pl (Anna Sobala-Zbroszczyk)
  • 08-11-2011
  • drukuj
Dla jednych najlepszym wyjściem jest zrobienie rewolucji w edukacji, dla innych kontynuacja reform lub przyjęcie strategii przetrwania. Naprawdę nikt jednak nie ma dobrego, długofalowego pomysłu i sposobu na przeprowadzenie koniecznych zmian.
Rewolucji w szkole nie będzie

W licznych dyskusjach o stanie edukacji pojawiają się rozbieżne poglądy na temat kierunku, w jakim powinny pójść zmiany w polskim szkolnictwie.  A może po prostu trzeba zastanowić się, jakie powinny być cele i zadania edukacji, i zaprojektować coś innego, np. ewolucję systemu? A to pozwoliłoby rozpocząć proces budowy nowej polskiej szkoły.

Piotr Cieśliński pisał na łamach „Gazety Wyborczej” – Dlaczego szkoła przegapiła ich talenty. Na dowód przytoczył wiele prawdziwych historii ludzi utalentowanych, na których w szkole się nie poznano, a wręcz próbowano ich zniszczyć, jak Gillian Lynne – słynną tancerkę, którą nauczyciele chcieli wysłać do szkoły specjalnej za brak skupienia i nadmierną ruchliwość. Nie pozwól, żeby nauczyciele zmarnowali życie Twoim dzieciom – to hasło z pierwszej strony brzmi rzeczywiście rewolucyjnie, choć autor nie posuwa się dalej i nie wskazuje, co rodzice powinni konkretnie zrobić, żeby na to marnowanie nie pozwolić. I tu właśnie się kończy rewolucyjność tekstu Cieślińskiego.

Cała reszta to zestaw tyleż słusznych, co dobrze znanych postulatów, o których mówi się w świecie edukacyjnym od lat bez mała 20: że model polskiej szkoły jest rodem z XIX wieku i coraz bardziej nie pasuje do współczesności oraz wyzwań, jakie ona stawia przed młodymi ludźmi; że szkoła obsesyjnie przygotowuje do testów (traktowanych zresztą przez uczniów zgodnie z zasadą 3Z – zakuć, zdać, zapomnieć), a przez to uczy rywalizacji zamiast umiejętności współpracy i komunikacji, które są tak naprawdę kluczowe na rynku pracy. Wreszcie – że w szkole marnują się talenty, nikt o nie nie dba, nikt ich nie odkrywa i to oczywiście bardzo źle. Stąd pomysł, że potrzebna jest rewolucja, czyli zburzenie starego porządku i wybudowanie nowego.

Pomysł jest, ale brak napędu

Rewolucji w polskiej szkole jednak nie będzie. Bo nie ma komu jej zrobić, nie ma wielkiej woli przemiany i nie ma wielkiej idei, wokół której można by ją organizować. Nie ma w Polsce ruchu obywatelskiego na rzecz zmian w oświacie, takiego choćby jak ten, który powstał w okolicach roku 1989 wokół Społecznego Towarzystwa Oświatowego (STO), kiedy to zaczęły powstawać szkoły społeczne zakładane przez rodziców i nauczycieli. Nie ma poważnej debaty politycznej o tym, co należałoby w edukacji zrobić i dlaczego. A nawet jak już ktoś wpadnie na pomysł sensownej zmiany, to chyba nie wie, jak ją wprowadzić, żeby przyniosła pożądane efekty. Czyli np. zmienia szkołę zbiurokratyzowaną, schematyczną i z tendencjami do opresyjności w miejsce, gdzie odkrywa się i rozwija talenty, uczy krytycznego myślenia, kształci umiejętności społeczne itp.

Brałam udział w dziesiątkach dyskusji na temat edukacji, których uczestnicy zgodnie powtarzali słowa pobrzmiewające również w „rewolucyjnym” artykule z „Gazety Wyborczej” – o potrzebie odkrywania talentów, złych testach itd. Wielu z nich można było potem oglądać na ekranach TV z podpisami: „podsekretarz stanu”, „burmistrz”, a nawet „minister”. I co? Sądząc z artykułu Cieślińskiego – nic. Bo to, że wiemy, co jest złe, a co dobre dla edukacji, jakoś nie przekłada się na szkolną rzeczywistość i nie może spowodować w niej zmian na lepsze. I tak, ciągle borykamy się z nietrafionymi lub źle przeprowadzonymi reformami w oświacie. Czasem tak źle, że złość w człowieku wzbiera i zaczyna wołać, że reformy na nic, że trzeba rewolucji! Czemu tak jest?

Jaką strategię przyjąć?

Są co najmniej dwa powody. Po pierwsze, edukacja to niewdzięczny teren do reformowania. Efekty dziś wprowadzonych zmian pokażą się za lat kilkanaście lub kilkadziesiąt – tyle bowiem trwa cykl edukacji każdego dziecka. Kto tyle wytrzyma? Który rząd, który minister? I który wyborca?

Po drugie, szkoła to olbrzymia machina – setki tysięcy ludzi, dziesiątki zależności, a w dodatku wiele jej trybów nie pracuje według założonego schematu i często okazuje się, że właśnie dlatego pracuje dobrze! Jak ją przestawić na nowe tory, by wspierała uzdolnionych, uczyła tego, co ważne i rzeczywiście potrzebne? Czy wymieniać źle działające tryby, czy wsadzać w te tryby kij, a może przeprogramować całość?

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE