Rodzicielski strajk szkolny. Dzieci w całej Polsce nie poszły do szkół

W Zielonej Górze, Gdańsku, Warszawie, Poznaniu, Opolu, Bydgoszczy i Białymstoku - to tu m.in. odbywał się w piątek (10 marca) rodzicielski strajk szkolny.
Rodzicielski strajk szkolny. Dzieci w całej Polsce nie poszły do szkół
Były szkoły, gdzie na lekcje nie przyszła cała klasa, w innych zanotowano niższą niż zwykle frekwencję (fot.fotolia)

Były szkoły, gdzie na lekcje nie przyszła cała klasa, w innych zanotowano niższą niż zwykle frekwencję, ale były i takie placówki, gdzie piątkowy strajk szkolny przeszedł niezauważony.

Kuratorzy oświaty w większości regionów deklarowali, że nie monitorują szczegółowo przebiegu strajku, nie napływają też do niż niepokojące dane. Wyjaśnień od dyrektora jednego z zielonogórskich gimnazjów oczekuje Lubuski Kurator Oświaty - na pierwsze lekcje w szkole nie przyszło ponad 80 proc. dzieci.

Krajowy strajk szkolny zorganizowali rodzice działający w: ruchu "Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji", koalicji "Nie dla chaosu w szkole", Krakowskim Forum Rad Rodziców, Zielonogórskim Forum Rodziców i Rad Rodziców, Inicjatywie Rodziców Zatrzymać Edukoszmar, Krajowym Porozumieniu Rodziców i Rad Rodziców, Poznańskim Forum Rodziców i Rad Rodziców, Piaseczyńskim Porozumieniu Rad Rodziców. Główny postulat strajkujących głosi: "żądamy natychmiastowego uchylenia ustaw wprowadzających reformę edukacji!".

Organizatorzy podkreślali, że ponieważ inicjatywa była oddolna, trudno oszacować skalę strajku. Dorota Łoboda z ruchu "Rodzice przeciwko Reformie Edukacji" oceniła jednak, że w stolicy "w każdej szkole są rodzice, którzy nie posłali dziecka do szkoły". "Np. gimnazjum przy ul. Elbląskiej się wyludniło, gimnazjum przy Przybyszewskiego się wyludniło" - mówiła. W jej ocenie MEN powinno zwrócić na to uwagę i rozmawiać z rodzicami.

Czytaj też: Strajk rodziców to przymus, a rady rodziców to organ polityczny?

"Nie otrzymaliśmy żadnych niepokojących informacji" - powiedział rzecznik mazowieckiego kuratorium Andrzej Kulmatycki pytany o skalę protestu.

Jak podkreśliła Łoboda - matka dwóch córek w wieku szkolnym - piątkowa nieobecność dzieci w szkole "to nie są wagary", ale "lekcja wychowania obywatelskiego". W stolicy dla nieobecnych w szkole dzieci zorganizowano - w siedzibie "Gazety Wyborczej" - lekcję: "Po co (tak naprawdę) uczymy się historii?" z udziałem m.in. redaktora naczelnego "GW" Adama Michnika oraz prezesa ZNP Sławomira Broniarza.

W gdańskim Nowym Ratuszu, gdzie zazwyczaj obraduje rada miejska, "lekcję" poprowadził prezydent miasta Paweł Adamowicz. Słuchało go kilkudziesięciu uczniów, głównie gimnazjalistów: część z nich przyszła w ramach klasowych wycieczek, część - indywidualnie. Zajęcia przygotowało też Europejskie Centrum Solidarności: około 50 uczniów wzięło tutaj udział w spotkaniu z działaczami opozycyjnymi w czasach PRL - Jackiem Taylorem i Zbigniewem Lisem.

Frekwencja niższa niż zwykle była rano w trzech zielonogórskich gimnazjach (nr 2, 3 i nr 6). W Gimnazjum nr 3 na pierwszej lekcji nie było 82 proc. uczniów - potem frekwencja wzrosła do 45 proc. Szkoła liczy 110 uczniów. Kurator Ewa Rawa poprosiła dyrektora o podanie powodów nieobecności uczniów. Jarosław Kostecki z Zielonogórskiego Forum Rodziców i Rad Rodziców ocenił, że w poszczególnych szkołach na zajęciach nie było 20 do 80 proc. uczniów - część opuściła pierwsze godziny lekcyjne, inni w ogóle nie pojawili się na lekcjach.

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

Do brytyjka: dzieci poslalam do szkoły , nie będę one narzędziem do walki z władzą. Gdzie wszyscy byli gdy mój podpis pod referendum dot.sześciolatek został zniszczony

Alka, 2017-03-10 20:49:16 odpowiedz

wcale nie dziwię się rodzicom, którzy nie chcą zamieszania w edukacji ich dzieci, pewnie Ci którzy pragnących reform, sami posyłają swoje pociechy do szkół prywatnych, gdzie nie robi się takich rewolucji. brytyjka.pl

brytyjka, 2017-03-10 18:11:13 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE