PARTNER PORTALU
  • BGK

Szkoły nie chcą jedzenia za darmo

  • tvs.pl    28 września 2012 - 12:39
Szkoły nie chcą jedzenia za darmo

Cel szczytny, założenia godne pochwały, dużo gorzej z realizacją. Bank Żywności w ramach akcji "napełniamy talerzyk" zgromadził imponujące zapasy żywności, które powinny być przekazane szkolnym stołówkom. Ale dlaczego na 2000 szkół podstawowych i gimnazjów na Śląsku tylko 100 nawiązało w tej sprawie współpracę?




Posiłek - to dla niego z chęcią przychodzą do szkoły. Bo tu wielu z nich zje swój jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia. - Są dzieci, które nie mają śniadania. Są dzieci, które nie mają w domu posiłku i te dzieci trzeba po prostu nakarmić - mówi Maria Jaskólska, kierownik świetlicy.

Głodny uczeń, to nie uczeń - wiedzą o tym dobrze w szkole w Rudzie Śląskiej. Dlatego nim usiądzie w ławce dostaje coś do jedzenia.

- Przychodzą, poproszą o dokładkę, jeżeli można. Jeżeli jest to dajemy dzieciom - mówi Gabriela Szwinge, kucharka. Jest do syta dzięki pomocy innym. - Jest kasza gryczana, jest ryż. Mamy cukier i makaron świderki. W sumie 200 ton żywności. Wszystko co potrzebne by przygotować śniadanie czy obiad.

- Przyjeżdżają z ludźmi, którzy od razu biorą do samochodu żywność i układają towar. Tutaj trzeba powiedzieć, że odbiór jest przygotowany - mówi Paweł Zioła, magazynier, Śląski Bank Żywności.

Z tego co jest za darmo skorzystać może dwa tysiące szkół w całym regionie. Chętnych jest tylko setka. Jak mówi prezes Śląskiego Banku Żywności szkoły boją się, że chcąc skorzystać z pomocy utoną w dokumentacji.

- Rozliczenie jest raz do roku - na zakończenie roku w czerwcu. Szkoła powinna się na jednej kartce rozliczyć, co z tym zrobiła. Ile zostało sporządzonych posiłków. Ile dzieci zostało objętych tym programem i czy na pewno wszystko zostało wykorzystane w stołówce szkolnej - informuje Jan Szczęśniewski, prezes Śląskiego Banku Żywności. Choć i tu Bank jest w stanie pójść na rękę. Gdy dziecko nic nie je w domu, część jedzenia może wziąć ze sobą.

W walkę ze szkolnym głodem zaangażowało się również kuratorium. Jego przedstawiciele dziwią się, że wśród dyrekcji szkół jest tak duży opór. Bo o braku wiedzy, że można brać za darmo, mowy nie ma.

- Wszyscy musieli brać udział w naradach poprzedzających ten rok szkolny. Poza tym są konferencje i spotkania także na pewno do każdego taka informacja, że można z banku żywności skorzystać. I na pewno taka informacja do dyrektorów dotarła - zapewnia Anna Wietrzyk, Śląskie Kuratorium Oświaty.

Wystarczy wypełnić jedną kartkę zgłoszenia, by rozwiązać problem w konkretnej szkole.

- Mówienie o tym, że dziecko w Polsce jest głodne, że dziecko mdleje z głodu, że dziecko się trzęsie... Temu można przeciwdziałać naprawdę w bardzo prosty sposób. Proszę podać namiary na moją szkołę, ja powiem jak to robić - deklaruje Barbara Siemińska, dyr. Szkoły Podstawowej nr 2 w Rudzie Śląska. Podajemy więc innym dyrektorom - Ruda Śląska, ulica Gwarecka 2.

 

 

Facebook Podobał się artykuł? Podziel się!






KOMENTARZE (2)

  • zbig, 2012-09-29 08:39:59

    Jeśli dyrekcja szkoły boi się czegoś, czego nie ma (opis na jednej kartce, jak zagospodarowano żywność, to nie jest biurokracja!), to trzeba dyrekcję napomnieć, a nawet zmienić. A z drugiej strony - co z rodzicami, nic nie muszą robić dla swoich dzieci? Niektóre dzieci są brudne, może szkoła powinna... też organizować łaźnie?...  rozwiń
  • Palmuz, 2012-09-28 14:57:49

    To jest efekt papierologii w szkole!!! Szkoły już tak się jej boją, że dla równowagi psychicznej dyrektora i pracowników lepiej z czegoś zrezygnować niż tarzać się w stertach zaświadczeń, poświadczeń, zaświadczeń poświadczeń itd. A w tej dziedzinie brylują SAMORZĄDY!!!!! To ich działka, której nie o...ddadzą za nic. I tak topi się pozytywne rzeczy. To jest tylko jeden z wielu przykładów!!!! Moje NIE dla oddania oświaty pod "opiekę" samorządów!  rozwiń