Tak samorząd radzi sobie z przedszkolami

  • Gazeta Żywiecka (Irena Czekaj)
  • 05-10-2011
  • drukuj
Nowa ustawa dotycząca opłat za przedszkola samorządowe miała ułatwić życie. Niestety stało się inaczej. Oto jak z problemem próbują radzić sobie w Żywcu.
Tak samorząd radzi sobie z przedszkolami
Od początku zaczęła wzbudzać sporo kontrowersji. Rodzice, których dzieci wymagają całodziennej opieki zaskoczeni są wysokością opłat (2 zł za godzinę) i boją się opłat karnych (3 zł za godzinę) za nie odebranie dziecka o zadeklarowanej godzinie, którą wskazali w zawartej z przedszkolem cywilno - prawnej umowie.

Z kolei nauczyciele niezadowoleni są z biurokracji jaka na nich spadła. Codziennie muszą notować godziny przyjścia i wyjścia każdego dziecka, a dyrektorów placówek czeka ogrom pracy papierkowej z obliczaniem odpłatności dla każdego wychowanka. Powody do zadowolenia mają jedynie rodzice, których dzieci przebywają w przedszkolu 5 godzin, bo oni będą płacić tylko za wyżywienie swoich pociech.

Czytaj też: Opłaty za przedszkola pod lupą wojewody

Wojewoda Śląski w piśmie z dnia 13 września zaapelował do wójtów, burmistrzów i prezydentów miast o podejmowanie uchwał dotyczących opłat za przedszkola zgodnie z kalkulacją ekonomiczną. A jak to wygląda w Żywcu?

- My podeszliśmy do tego problemu w sposób logiczny i rozsądny - zapewnia wiceburmistrz Marek Czul. - Ustaliliśmy wysokość opłat w taki sposób, aby pokrywały się one z dotychczasową odpłatnością za 8 godzinny pobyt dziecka w przedszkolu (130,00 zł miesięcznie). Jeżeli dziecko ma 5 godz. pobytu bezpłatnego, a pozostaje 8 godz. to obecnie płaci za 3 godz. x 2 zł tj.6 zł dziennie.

W miesiącu daje to kwotę ok. 130,00 zł (zależnie od liczby dni). Jeżeli dziecko przebywa więcej niż 8 godz. to ta odpłatność wzrośnie. Na razie jednak sporo jest dzieci, które przebywają pięć godzin, więc płacą tylko za posiłki. Dlatego też na pewno nasze dochody nie wzrosną, jak to niektórzy sugerują, a wręcz przeciwnie, będą straty, które wstępnie szacujemy na ok. 200,00 zł. za rok.

Oświata pochłania lwią część miejskiego budżetu. Tylko na przedszkola wydano w minionym roku szkolnym ok. 7 mln zł. W tej kwocie jest dotacja z budżetu państwa - ok. 200 tys. zł - na dzieci niepełnosprawne. Dodatkowo z opłat manipulacyjnych uzyskano ok. 880 tys. zł. Pozostałe 6 mln zł trzeba dołożyć z miejskiej kasy.

Czytaj też: Po protestach tną opłaty za przedszkola

- Jest to ogromna kwota, a do tego musimy także dofinansować placówki niepubliczne - mówi Marek Czul. Rodzice obawiali się zbyt rygorystycznego rozliczania czasu pobytu dzieci w przedszkolu, co pociągałoby zwiększone opłaty, spowodowane nawet kilkunastominutowymi opóźnieniami w odbiorze dzieci.

Te obawy okazały się jednak niesłuszne, bowiem podjęto decyzję, że 15 minut przed zadeklarowaną przez rodziców godziną przyjścia i 15 minut po zadeklarowanej godz. odbioru dzieci, nie będą naliczane dodatkowe opłaty. Takie rozwiązanie ułatwia rodzicom dotarcie na czas do pracy.

Kolejny problem to odliczanie dni nieobecności dzieci w przedszkolu.

- Poprzednio odpisy były stosowane, jeżeli dziecko chore było cały miesiąc - informuje wiceburmistrz. - Obecnie jest zapis w uchwale rady miasta dotyczący zwolnień dzieci od opłat, m.in. gdy dziecko choruje minimum 1 tydzień. W innych sytuacjach nie będzie odliczeń. Tylko choroba jest powodem do rozważenia tej sytuacji przez burmistrza - tłumaczy.

Marek Czul dodaje, że samorząd nie może w tej kwestii iść na daleko posunięte ustępstwa, bo wówczas straty finansowe byłyby jeszcze większe. Wiadomo, że szczególnie młodsze dzieci mają takie momenty, że nie chcą iść do przedszkola, a rodzice ulegają ich fanaberiom.

Czy wszyscy rodzice zaakceptują takie rozwiązanie? Czas pokaże.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE