Trzeba systemu finansowania placówek dla dzieci

Towarzystwo Przyjaciół Dzieci uważa, że konieczne jest ustalenie jednolitego systemu dofinansowania placówek opiekuńczych dla dzieci. Zdaniem prezesa TPD Wiesława Kołaka przyczyniłoby się to do stabilizacji systemu opieki nad dziećmi w ogniskach wychowawczych.

Kołak uczestniczył w poniedziałek w Warszawie w debacie nt. środowiskowych ognisk wychowawczych, zorganizowanej z okazji 20-lecia ich działalności.

Zaznaczył on, że obecnie samorządy samodzielnie decydują o tym, jakie kwoty przeznaczają dla tych placówek. W większych miastach placówki otrzymują wyższe dofinansowanie, np. w Warszawie jest to 150 zł miesięcznie na dziecko; w mniejszych kwoty są symboliczne. Zdaniem prezesa TPD właściwe byłoby uregulowanie tych spraw ustawą. Tym bardziej, że brak jednolitych standardów powoduje, że wychowawcy ognisk nie mają pewności co do swej przyszłości zawodowej, bo los placówek zależy od ich finansowania.

Obecnie w Warszawie Towarzystwo Przyjaciół Dzieci ma 34 ogniska, na Mazowszu jest ich 74. Na Mazowszu zatrudnionych jest ponad 100 wychowawców. Do 330 ognisk w całej Polsce uczęszcza około 12-13 tys. dzieci.

W placówkach TPD - jak powiedział Kołak - dzieci spędzają czas wolny po wyjściu ze szkoły. Odrabiają lekcje, uczestniczą w konkursach, rozwijają swoje zainteresowania. Organizowane są też wyjazdy weekendowe np. do Serocka. Podczas weekendów młodzież ma tam zapewnioną pomoc psychologów, instruktorów, wyjeżdża na wypady rowerowe - mówił Kołak.

"Ognisko pomogło mi w najtrudniejszym okresie życia, kiedy moi rodzice się rozwodzili. Miałem coraz gorsze stopnie, to było w piątej klasie szkoły podstawowej" - opowiadał Przemysław Keler. "Dzięki ognisku mogłem zobaczyć inny świat, wychowawcy i ludzie, którzy tam byli dali mi ciepło" - wspominał. Udało mu się "wyjść na prostą i chcąc odwdzięczyć się za tę pomoc pomaga teraz jako wolontariusz. Keler uczęszczał do ogniska na Bracką.

Podopieczny ogniska na ul. Grochowskiej Sylwester Nowa powiedział, że dzięki ognisku nie stał się dzieckiem ulicy. "Ludzie, którzy tam byli nauczyli mnie zaufania do innych, pomogli w kształceniu" - wyjaśnił. Obecnie jest kucharzem. W ognisku uczęszczał na zajęcia fotograficzne, teatralne i sportowe. Wspólnie z innymi odrabiał lekcje. Teraz sam pracuje w ognisku, organizując warsztaty ceramiczne, muzyczne, wyjazdy integracyjne.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE