Uczmy samorządności od najmłodszych lat

  • dyrektorszkoly.pl (Lucyna Bojarska)
  • 24-10-2011
  • drukuj
Najważniejszą prawdą, o której zapominają nauczyciele, debatując o samorządach uczniowskich, jest to, że dla uczniów, najistotniejszy jest samorząd klasowy. A samorządność jest stanem, który buduje się długo, wysiłkiem całego środowiska szkolnego.
Uczmy samorządności od najmłodszych lat

Tylko w klasie, w tej niezbyt wielkiej grupie kolegów, z którymi dobrze się znają, wśród których spędzają dużą część dnia, z którymi od lat samorzutnie trenują współpracę (choćby na klasówkach), mogą nauczyć się podstawowych reguł samorządności, technik pracy, a przede wszystkim zrozumieć, co znaczy ów przedziwny zapis umieszczony w ustawie o systemie oświaty: „Samorząd tworzą wszyscy uczniowie szkoły”.

Budowanie samorządu uczniowskiego na poziomie szkoły bez stworzenia bazy, jaką są klasowe samorządy (nawet jeśli tylko niektóre działają dobrze), jest budowaniem zamku na lodzie – musimy włożyć bardzo dużo wysiłku (znacznie więcej, niż gdybyśmy mieli w klasach odpowiednie konstrukcje), przy każdym kolejnym kroku czujemy, że „nogi nam się rozjeżdżają” (brakuje ludzi do pracy, brakuje umiejętności, brakuje struktur, co chwila trzeba coś łatać i sztukować). A potem, chociaż tyle włożyliśmy wysiłku i tak dobrze nam się udało zorganizować parę akcji, przychodzi jakiś „front atmosferyczny” i wszystko się wali. W odbudowę trzeba zaś włożyć jeszcze więcej wysiłku, niż potrzebowaliśmy wcześniej, by tę konstrukcję stworzyć z niczego: najaktywniejsze dzieciaki doznały rozczarowania i znalazły już sobie nowe pasje, inne się „odzwyczaiły”, jeszcze inne poczuły się zaspokojone tym efektem, który osiągnęły za pierwszym razem, i ich przygoda z samorządem już się skończyła. No i nie ma bazy – nie ma punktu, w którym można by było wrócić do przerwanej pracy.

Kilka lat temu grupa nauczycieli sporządziła spis tego, co jest najbardziej potrzebne, by samorząd uczniowski mógł odnosić sukcesy. W przybliżeniu wyglądało to tak:

-aktywni i mądrzy przywódcy,
-dobrze zorganizowany przepływ informacji między prezydium a wszystkimi pozostałymi uczniami,
-umiejętność organizowania pracy,
-umiejętność zdobywania wsparcia ze strony uczniów i z zewnątrz,
-umiejętność negocjowania,
-„zielone światło” włączone przez dyrekcję.

Opierając się na tych wskazaniach, opracowaliśmy program „ŻYRAFA – budowanie samorządności uczniowskiej w gimnazjach”. To był pierwszy rok działania gimnazjów – fantastyczny czas, kiedy rozmaici entuzjaści rzucili się do tworzenia szkół reprezentujących nową jakość. A mimo to bardzo szybko okazało się, że jest jeszcze coś, bez czego samorząd jest słaby. Może osiągnąć jeden sukces, drugi... i na tym koniec – następuje „zmęczenie materiału”. To współpraca i wsparcie udzielane przez wszystkich pracowników szkoły, przede wszystkim nauczycieli. I bez tego naprawdę nie ma co porywać się na samorządność w szkole. A co najbardziej daje się we znaki? Brak umiejętności społecznych.Brak doświadczeń w zarządzaniu grupami (nawet małymi).

Już wkrótce po starcie programu mieliśmy okazję dowiedzieć się, jakie zjawisko było wówczas najgroźniejszym wrogiem rozwijającej się w gimnazjach samorządności. Brak przyzwolenia środowiska na uczenie się na własnych błędach i porażkach. Od nowych samorządów, wybieranych w nowo powstałych szkołach oczekiwano, że będą od razu działały perfekcyjnie i bez żadnych potknięć. Wiara w czary? No bo w innym wypadku niby skąd miały wziąć się warunki do takiego skokowego przyrostu umiejętności, na przykład u dzieci? Z obligatoryjnego przeniesienia ich w określonym wieku do innej szkoły?

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

niestety nie ma już
tak jak dawniej samorządności w szkole.

Wspólnie, 2011-10-24 19:27:35 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE