W debacie o szkolnictwie oberwały i samorządy

Posłowie opozycji (PiS, SLD i PJN) razem z koalicyjnym PSL krytykowali w piątek w Sejmie rząd za politykę edukacyjną. Problem dotyczy masowej - tak to widzi opozycja - likwidacji szkół planowanej na wrzesień.

- Rząd nie powinien zostawiać całej edukacji na pastwę samorządów, bo działają głównie pod ekonomiczną presją - mówiła Elżbieta Jakubiak z PJN. Jej zdaniem podwyżki dla nauczycieli obciążają budżety samorządów tak bardzo, że te paradoksalnie szukają oszczędności w samej oświacie. I likwidują małe, trudne do utrzymania szkoły. - Chciałabym, jak inni rodzice, żeby moje dzieci uczyły się właśnie w małych szkołach, nie w molochach.

PJN domagało się ustalenia edukacyjnych standardów: - Ile dzieci ma być w jednej klasie? Bo teraz jest nawet ponad trzydzieści. Czy każda szkoła musi mieć stołówkę, świetlicę, salę gimnastyczną? Teraz wcale nie jest z tym dobrze - mówił poseł Zbigniew Owczarski.

Samorządy krytykowało też PSL. - Podobnie było w latach 90. z przedszkolami: masowa likwidacja. A teraz wielkimi kosztami to odbudowujemy - mówił poseł Wiesław Rygiel. Podkreślał, że szkoły na wsi mają nie tylko rolę edukacyjną, ale są to miejsca integracji społeczności. Apelował do MEN o nową strategię wobec niżu demograficznego. - Teraz szkół jest za dużo, ale już w 2015 r. czeka nas kolejny wyż. Jeśli do tego czasu samorządy zlikwidują zbyt wiele placówek, przekażą je na inne cele, gdzie się będą uczyły dzieci?

Ile szkół ma być zlikwidowanych? Opozycja podawała liczby od 850 do tysiąca. Minister edukacji Katarzyna Hall twierdzi, że chodzi o 500 plus niespełna dwieście takich, do których nie ma już naboru (bo np. nie ma chętnych albo o likwidacji zdecydowano w latach poprzednich).

Hall:- Zmiany demograficzne miały, mają i będą miały wpływ na sieć szkół, ale liczba likwidowanych szkół maleje.

Podawała dane, z których wynikało, że ten rok nie jest wyjątkowy, bo co roku likwidowanych jest ok. 500 szkół. Według MEN od 2005 r. liczba uczniów zmniejszyła o 10 proc. w podstawówkach, a w gimnazjach o 23 proc. W sumie ubyło ok. 400 tysięcy uczniów. Resort liczy, że sześciolatki wypełnią wakujące miejsca w szkolnych ławkach.

Sławomir Kłosowski (PiS): - Samorządy likwidują szkoły, bo teraz jest niż. A za rok zabraknie miejsca dla sześciolatków, potem przyjdą do szkoły roczniki z wyżu demograficznego. Dzieci będą się uczyły na dwie zmiany.

Likwidacja szkół to na razie tylko przymiarki, na ostateczną decyzję samorządy mają czas do końca sierpnia.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE