W szkołach rusza ogólnopolski program "Chronimy dzieci"

Chcemy, by szkoły w Polsce były mądrze prowadzone, przyjazne i z dobrym klimatem. To od nas, dorosłych zależy bezpieczeństwo najmłodszych - mówiła w środę (11 marca) podczas inauguracji programu "Chrońmy dzieci" wiceminister edukacji Urszula Augustyn.
W szkołach rusza ogólnopolski program "Chronimy dzieci"
W Warszawie do programu przystąpiło w ciągu trzech lat 200 placówek; 110 otrzymało certyfikat "Chronimy dzieci" /fot. pixabay.com

Program certyfikowania placówek, które opracowały i realizują politykę ochrony dzieci, prowadzony jest w Warszawie od ponad trzech lat przez Fundację Dzieci Niczyje. Teraz, dzięki wsparciu finansowemu MEN, będzie realizowany w całym kraju.

Oficjalne rozpoczęcie projektu odbyło się w Sejmie z udziałem m.in. marszałka Radosława Sikorskiego, pełnomocniczki rządu ds. bezpieczeństwa w szkołach wiceminister Urszuli Augustyn, wiceminister pracy i polityki społecznej Elżbiety Seredyn i rzecznika praw dziecka Marka Michalaka.

"Nie wyważamy otwartych drzwi, bo problemem bezpieczeństwa dzieci zajmujemy się od dawna. Ale żaden, nawet najlepiej przygotowany program rządowy nie będzie działał bez wsparcia osób, które na co dzień pracują z dzieckiem" - mówiła Augustyn. Podkreślała, że do stworzenia dobrego klimatu w szkole potrzebna jest współpraca - dyrektora z nauczycielami i rodzicami, nauczycieli z uczniami.

Według niej bardzo ważne są procedury, które pomagają reagować na zagrożenie. "Od wielu lat ćwiczymy w szkołach, ze strażakami, zachowanie na wypadek pożaru. Procedury pozwalają nam zachować się rozsądnie w sytuacji, w której emocje biorą górę. Tak samo może być w innym przypadkach" - powiedziała PAP. Augustyn dodała jednak, że sama procedura wszystkiego nie rozwiąże, potrzebne jest zaangażowanie dorosłych.

"Nauczyciele mają w tym interes, by pokazać - mamy procedury, umiemy się zachować. Ten znaczek, etykietka +Chronimy dzieci+ jest dla nas ważny. I rodzic ośmielony tą marką chętnie dziecko do tej szkoły zapisze" - uważa wiceminister.

W Warszawie do programu przystąpiło w ciągu trzech lat 200 placówek; 110 otrzymało certyfikat "Chronimy dzieci" - to dyplom i informacja, że w tym miejscu personel wie, jak zapobiegać krzywdzeniu i jak reagować, gdy jest jego podejrzenie. 14 kolejnych odebrało go podczas czwartkowej inauguracji programu (13 przedszkoli i jedna szkoła, wszystkie z Warszawy).

"Te szkoły czy przedszkola, który dostały certyfikat wdrożyły standardy ochrony dzieci. To sześć standardów, które są przepisem, jakie działania trzeba podjąć, by zwiększyć prawdopodobieństwo, że dziecko nie zostanie skrzywdzone, a te, które tego doświadczyły, że będą otoczone pomocą" - wyjaśniła szefowa Fundacji Dzieci Niczyje Monika Sajkowska.

Zapewniła, że w przypadku tego programu procedury nie powinny kojarzyć się z biurokracją czy pustą formą, za która nie idzie żadne działanie. "Program raczej porządkuje, wzmacnia oczywiste zasady, które podziela na pewno każdy pracujący w oświacie. Bo jeśli ochronę dzieci przed przemocą postawimy w centrum, to wiadomo, że ci którzy tam pracują musza być wrażliwi na krzywdę dziecka, muszą mieć wiedzę o zagrożeniach i o tym, jak ich unikać" - powiedziała Sajkowska.

W szkołach, przedszkolach i żłobkach, które chcą chronić dzieci, każda osoba z personelu wie, kto jest "skrzynką kontaktową", gdy zachodzi podejrzenie krzywdzenia dziecka. Jednak, żeby tak się działo, wszyscy pracownicy muszą wiedzieć, jakie są symptomy krzywdzenia. Dlatego potrzebne są szkolenia. Z kolei dzieci mają zajęcia o przemocy i jej przeciwdziałaniu, w gablotach na korytarzach wiszą informacje, gdzie szukać pomocy, jest np. numer telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży.

Bardzo ważnym wymogiem jest informacja o niekaralności pracowników. Kadra pedagogiczna zawsze musi być sprawdzana w centralnym rejestrze skazanych, ale inni pracownicy już nie. Szkoła czy przedszkole, które chcą mieć certyfikat, muszą sprawdzić również ich.

Michał Lewoc z ministerstwa sprawiedliwości mówił o konieczności większego zaangażowania się przedstawicieli oświaty w procedury Niebieskiej Karty (wszczyna się je, gdy zachodzi podejrzenie przemocy w rodzinie). Podał dane, z których wynikało, że w 2013 r. pracownicy oświaty wypełnili 1671 kart; w tym czasie policja - 57 tys., a pracownicy socjalni - 12 tys.

Jak mówił Lewoc, ze statystyk policji wynika, że w 2014 r. było 21 tys. małoletnich, wobec których istniało podejrzenia zagrożenia przemocą w rodzinie; w 2013 r. było ich 19,2 tys.

Według statystyk sądowych w 2014 r. było 5 tys. dzieci pokrzywdzonych przestępstwem zdefiniowanym jako przemoc w rodzinie.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE