Wielka batalia o bełchatowskie przedszkola

  • fakty.bai.pl (Maciej Wiśniewski)
  • 11-10-2011
  • drukuj
„Dzieci głosu nie mają, ale rodzice zapamiętają”, „Chcemy płacić za przedszkola tak jak wszyscy dookoła”, to tylko niektóre hasła jakie skandowali rodzice dzieci uczęszczających do bełchatowskich przedszkoli, którzy przyszli protestować pod urzędem miasta przeciwko jednym z najwyższych w kraju opłat za przedszkola.

Na ubiegłotygodniową manifestację rodzice umówili się wcześniej. Tak się jednak złożyło, co trudno nazwać przypadkiem, że tego samego dnia radni koalicji PLUS, Platforma Obywatelska i Ziemia Bełchatowska-PSL przegłosowali nowe stawki za ponadnormatywny pobyt dzieci w przedszkolach. Teoretycznie niższe, choć nie dla wszystkich.

Tym samym jednak radni koalicji wyrzucili do kosza projekt uchwały, pod którym podpisało się blisko 2 tysiące bełchatowian. Projekt rodziców, to pierwsza obywatelska inicjatywa uchwałodawcza w historii Bełchatowa. Dla prezydenta Chrzanowskiego i przychylnych mu radnych to jednak bez znaczenia. - To, że mieszkańcy zbiorą podpisy, nie znaczy, że uchwała wejdzie w życie – mówi bez ogródek Grzegorz Gryczka, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, z koalicyjnego klubu Ziemia Bełchatowska-PSL.

Nic więc dziwnego, że podczas manifestacji, która odbyła się pod magistratem zaledwie kilkadziesiąt minut po tym jak radni koalicji odrzucili projekt obywatelski, rodzice nie pozostawili na władzach miasta suchej nitki. - W statucie miasta Bełchatowa jest zapis, że obywatele mogą złożyć projekt uchwały, wymagany jest tysiąc podpisów, my zebraliśmy 2 tysiące. Tymczasem oni pokazali nam, że w ogóle nie szanują swoich obywateli, a głos społeczeństwa nie ma dla nich żadnego znaczenia. Nam, rodzicom nie mieści się to w głowie, bo był to nasz ogromny wysiłek i determinacja – mówi Edyta Korytek, przedstawicielka rodziców i organizatorka manifestacji pod magistratem.

Prezydent poczuł się obrażony

Gwizdy, buczenie w trąbki i głośne okrzyki sprawiły, że tuż po zakończeniu nadzwyczajnych sesji wprowadzających nowe regulacje opłat za przedszkola do pikietujących wyszedł prezydent Marek Chrzanowski. Próbował tłumaczyć przyjęte przepisy, ale rodzice już wiedzieli, że złożony przez nich projekt został odrzucony. - Czy konsultował pan ceny z rodzicami, niech pan odpowie? – dopytywał prezydenta jeden z protestujących rodziców.

W nerwowej atmosferze Marek Chrzanowski chciał być kulturalny, ale kilka razy puściły mu nerwy. - Co chce pan przez to pokazać, że ma pan problem? – atakował rodzica z transparentem „Stop drogim przedszkolom”. - Pan mnie obraża – odparł rodzic. - A ja się czuje obrażony obecnością pana tutaj – cynicznie odpowiedział prezydent i odwracając się na pięcie schował się w gmachu magistratu.

Prezydenta i jego urzędników pożegnały gwizdy i buczenie, a demonstranci przeszli na pasy, skutecznie blokując ruch na skrzyżowaniu ulic Kościuszki, Pabianickiej i Mielczarskiego. Do pierwotnie kilkudziesięciu osób z czasem zaczęli dołączać inni, także przypadkowi przechodnie. Momentalnie zaczęły tworzyć się korki, zwłaszcza, że manifestację zorganizowano o godz. 15. w samym środku popołudniowego szczytu komunikacyjnego.

Pokojowa manifestacja choć była zaplanowana na dwie godziny, pewnie nie trwałaby tak długo, gdyby nie... bełchatowska policja. Samo pojawienie się „stróżów prawa” nie wzbudziło emocji tłumu, ale ich działania już tak. Najpierw policjanci zagrodzili manifestującym drogę, co spotkało się z gwizdami i oburzeniem. Pewnie nikt by nie miał pretensji, gdyby policjanci tylko kierowali ruchem. Ale po kilkunastu minutach zaczęli wyłapywać ludzi z tłumu i siłą zaprowadzać do radiowozu. Choć byli to przecież poważni ludzie, rodzice dzieci z przedszkoli. Nic więc dziwnego, że takie działanie zaogniło sytuację.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU