Współorganizator głodówki z 2012 roku w obronie edukacji: Reforma koniecznością

Słuchałem argumentacji zwolenników i przeciwników reformy edukacji i jestem przekonany, że nie ma zagrożenia dla nauczycieli, jeśli chodzi o zachowanie przez nich miejsc pracy- mówi Grzegorz Surdy, współorganizator głodówki w obronie historii z 2012 roku.
Współorganizator głodówki z 2012 roku w obronie edukacji: Reforma koniecznością
Grzegorz Surdy, współorganizator głodówki w obronie historii z 2012 roku (fot. youtube.com)

Kiedy rozpoczynaliście strajk głodowy w marcu 2012, czy mieliście świadomość, że możecie wpłynąć na władzę?

GS: Mieliśmy nadzieję, że forma - niewątpliwie radykalna i ostateczna - jaką przyjęliśmy, może przynieść efekt, ale wpłynie nie tyle na samą władzę, ile na ożywienie środowisk, pokazanie problemu, i zmobilizuje społeczeństwo do zajęcia stanowiska. Liczyliśmy, że władza będzie reagować na żądania społeczne, na wyraźne oczekiwania. Akcja zaczęła się od listów z inicjatywy prof. Andrzeja Nowaka i wiele uznanych osób pisało wcześniej do włodarzy państwa bez efektu.

Liczyliście, że władza zareaguje?

Liczyliśmy na odzew społeczny, na nagłośnienie problemu, który był właściwie widziany, nie tyle nauczycieli czy uczniów, ile przez środowisko akademickie, bo ono sygnalizowało w swoich wystąpieniach problem, co dzieje się z oświatą. Dla nas ważniejszy był problem w ogóle oświaty, nie tylko nauki historii, ale całości szkolnictwa i problemów wynikających z poprzedniej reformy.

Co się wydarzyło, że odstąpiliście od tej formy protestu po 13 dniach?

 Zadecydowało kilka czynników. Zobaczyliśmy, że w tak krótkim czasie, jakim była ta głodówka - dla nas długim, ale z perspektywy - niecałe dwa tygodnie - krótkim, efektu większego ponad to, co uczyniliśmy, nie widzieliśmy. Nie planowaliśmy irlandzkiej głodówki, czyli do śmierci. Zakładaliśmy, że wzruszymy sumienia, wzruszymy opinię, ale nie planowaliśmy oczywiście śmierci głodowej. I tak to było wystarczające wyrzeczenie. Udało nam się uruchomić też inne ośrodki. Po nas głodówkę rotacyjną przejęła Warszawa - Adam Borowski (działacz Solidarności Walczącej) z innymi ludźmi. Wtedy ustaliliśmy, że zmieniamy formułę na rzecz rotacyjnej, czyli że protest przejmują poszczególne ośrodki. Po to, żeby też obudzić innych, bo w Krakowie widzieliśmy to ożywienie, pielgrzymki, które przychodziły do kościoła, koncerty, zaangażowanie wielu osób, wyrażanie poparcia przez różne środowiska. Ze strony rządu był ewidentny blok na informację i to widzieliśmy.

Mieliśmy też sygnały, np. z telewizji Kraków, która chciała wysłać materiały do centrali, że była blokowana. To było zresztą sprytne ze strony rządzących, że próbowali zablokować. To kiedyś komuniści robili - próbowali odcinać Wybrzeże, kiedy strajkowało, nie dopuścić do rozprzestrzenienia się informacji o strajkach. Tutaj pozwolono regionalnej telewizji, radiu nadawać, ale już w centrali nie szło. Dopiero pierwszymi akcjami ogólnopolskimi były relacje, o dziwo, w telewizji Polsat. I kiedy poszły pierwsze informacje w Polsacie, to ta blokada informacyjna została przełamana. Chcieliśmy pokazać, że nie jest to protest środowiska bezpośrednio zainteresowanego, czyli nauczycieli. Jeśli już, to rodziców zatroskanych o edukację swoich dzieci. Nasz mandat wynikał z naszych życiorysów, ludzi zajmujących się sprawami publicznymi, społecznymi od lat 80. XX wieku. Chcieliśmy pokazać, że to nie jest strajk o miejsca pracy czy o pieniądze, ale o wartości. Walka o tych, którzy nie mogą protestować, albo nie potrafią. To przyświecało nam w czasach komuny, to jest nam bliskie i dziś.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Z całym szacunkiem-brednie.

Gaba, 2017-09-01 11:12:09 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE