Zamieszania z nauczaniem religii ciąg dalszy

Sejmowa Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży odrzuciła we wtorek projekt dezyderatru ws. rozporządzenia o ramowych planach nauczania dotyczący nauczania religii. W projekcie PiS i Solidarnej Polski wzywano MEN do przywrócenia poprzednich zapisów rozporządzenia.
Zamieszania z nauczaniem religii ciąg dalszy
Za odrzuceniem projektu dezyderatu głosowało 18 posłów, 13 było przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu.

Wtorkowe posiedzenie komisji zostało zwołane na wniosek posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski. Według wnioskodawców, rozporządzenie o ramowych planach nauczania z lutego 2012 r. wprowadza zmianę statusu i finansowania religii.

Uważają oni, że nowe zapisy rozporządzenia spowodują, że lekcje religii nie będą, tak jak dotąd, finansowane z subwencji oświatowej, tylko przez samorządy, w efekcie mogą przestać być bezpłatne. Jak mówiła w imieniu wnioskodawców Marzena Machałek (PiS), rozporządzenia z lutego to łamanie konstytucji i zapisów konkordatu, a także furtka do usunięcia religii ze szkół.

Czytaj też: Nie będzie zmian ws. nauczania religii

W odpowiedzi wiceminister edukacji Mirosław Sielatycki zapewnił, że nowe rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania religii w szkołach nic nie zmienia.

"Tworząc prawo nie chcieliśmy powielać zapisów prawnych, które już są w akcie prawnym ważniejszym" - wyjaśnił Sielatycki. Chodzi o rozporządzanie o nauczaniu religii i etyki, w którym zapisano, że w planach lekcji uczniów mają być dwie godziny lekcji religii tygodniowo. Dlatego zamiast podać liczbę godzin przedmiotu w rozporządzeniu o ramowych planach umieszczono odesłanie do drugiego rozporządzenia.

Wiceminister przypomniał, że w szkole są zajęcia obowiązkowe i nieobowiązkowe, które stają się obowiązkowymi po deklaracji rodziców. I taki podział został zastosowany w nowym rozporządzeniu. Do drugiej grupy przedmiotów, zgodnie z tym podziałem, należy m.in. religia i etyka. Po deklaracji rodziców, że chcą by dziecko w nich uczestniczyło, stają się one zajęciami obowiązkowymi. Jako takie są bezwzględnie finansowane z subwencji, są bezpłatne dla uczniów, a samorząd nie może odmówić ich organizacji.

Sielatycki przypomniał także, że taką samą konstrukcję prawną zastosowano w stosunku do innych przedmiotów, które z nieobowiązkowych zgodnie z wolą rodziców stają się obowiązkowymi, np. języków mniejszości narodowych czy przygotowania do życia w rodzinie.

Podczas debaty posłowie PiS i Solidarnej Polski wielokrotnie jednak pytali czym kierowało się MEN zmieniając dotychczasowe rozporządzenie, i czy tylko stały za nim kwestie legislacyjne. Lech Sprawka (PiS) pytał np. dlaczego w przypadku zajęć wf zamiast odesłania do ustawy o wychowaniu fizycznym w rozporządzeniu o ramowych planach powtórzono liczbę godzin zajęć.

Maria Nowak (PiS) zwracając się do Sielatyckiego powiedziała: "Mówi pan, że nie można teraz przywrócić poprzedniego rozporządzenia, bo będzie bałagan, tylko, że bałagan jest teraz. Wycofanie się z obecnego rozporządzenia przywróci spokój".

"Mówimy o poważnych rzeczach, o przyszłości narodu polskiego" - podkreśliła Marzena Wróbel (Solidarna Polska). Jak mówiła, "religia to przedmiot kształtujący postawy moralne i etyczna".

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE