Zostawienie sześciolatków w przedszkolach niepotrzebne

Decyzję nowej minister edukacji Anny Zalewskiej o przywróceniu obowiązku szkolnego dla siedmiolatków była minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska określa, jako złą, nikomu niepotrzebną i kosztowną.
Zostawienie sześciolatków w przedszkolach niepotrzebne
Decyzja o przywróceniu obowiązku szkolnego dla siedmiolatków jest zła. Fot. Pixabay.com

Minister edukacji Anna Zalewska zapowiedziała 23 listopada, że w najbliższych 10 dniach będzie poselski projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty likwidujący obowiązek szkolny dla sześciolatków i ustalający wiek siedmiu lat jako czas rozpoczynania obowiązkowej nauki w szkole.

Czytaj też: Sześciolatki w szkołach: Nie taki diabeł straszny

– Uważam, że to zła decyzja – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska. – W 134 krajach świata dzieci idą do szkoły w wieku sześciu lat albo i wcześniej. Pierwsza grupa sześciolatków, które mogły iść do pierwszej klasy bez orzeczenia poradni, właśnie skończyła szkołę podstawową i okazało się, że te dzieci napisały egzamin szóstoklasisty lepiej niż dzieci, które rozpoczęły naukę w wieku siedmiu lat. Polskie szkoły są przygotowane na przyjęcie sześciolatków, nauczyciele też są przygotowani, podstawa programowa została stworzona dla dzieci sześcioletnich. Przestawienie zwrotnicy na dzieci siedmioletnie przede wszystkim będzie szkodziło sześciolatkom, które są gotowe do edukacji szkolnej, spowoduje też sytuację, w której dzieci siedmioletnie będą się uczyć na podstawie programowej stworzonej dla dzieci o rok młodszych – uważa Kluzik-Rostkowska.

Jak zauwa była szefowa MEN w sensie praktycznym przywrócenie obowiązku szkolnego dla siedmiolatków oznacza sytuację, w której 1 września 2016 roku do pierwszej klasy szkoły podstawowej może pójść nie prawie 400 tys. dzieci, czyli cały rocznik, a zaledwie 91 tys., bo taka jest liczba odroczonych sześciolatków.

– Co to oznacza? Otóż trzy czwarte nauczycieli wczesnoszkolnych, którzy mieli objąć pierwsze klasy, zostanie bez pracy i to przez trzy lata – bo tyle trwa cykl nauki wczesnoszkolnej. Dzieci, które 1 września 2016 roku zamiast pójść do szkoły pozostaną w przedszkolu, będą przez dwa lata z rzędu realizować dokładnie ten sam program. Trzeba się też liczyć z faktem, że jak te dzieciaki zostaną w przedszkolu to w niektórych placówkach zabraknie miejsc dla dzieci trzy i czteroletnich – mówi Kluzik-Rostkowska.

Jej zdaniem niepokojący jest też pomysł, żeby rodzic mógł samodzielnie zadecydować o powtórnym zapisaniu dziecka do pierwszej klasy.

– To jest zawsze dla dziecka sytuacja bardzo trudna, wręcz traumatyczna – pozostanie na drugi rok w tej samej klasie, gdy okazuje się, że grupa, którą już dziecko zna, ma tam przyjaciół idzie dalej, a ono nie. Jeśli już taka sytuacja, zupełnie wyjątkowa miałaby miejsce, to decyzja nie powinna być w gestii wyłącznie rodzica, tylko to musi być wspólna decyzja wychowawcy i pedagoga szkolnego – mówi była szefowa MEN.

– Pani minister mówiła też o tym, że inaczej będzie się pracowało w przedszkolu, że będzie inna postawa programowa. Chciałam się więc zapytać, czy ta nowa podstawa programowa, nowy sposób pracy w przedszkolu będzie wymagał nowych podręczników i kto za nie zapłaci? Już nie mówiąc o tym, że pozostawienie dziecka na drugi rok w tej samej klasie tworzy sytuację, gdy państwo będzie musiało zapłacić za dodatkowy rok edukacji tego dziecka – podkreśla Kluzik-Rostkowska.

Niepokoi ją też zapowiedź, że zmiany zostaną wprowadzone poprzez poselski projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

– Takie projekty są robione zwykle znacznie szybciej, a więc mniej starannie, ale też od projektu poselskiego nie wymaga się oceny skutków regulacji, nie wymaga się pokazania, ile to będzie kosztowało i skąd wziąć na to pieniądze. Premier i minister utrzymują, że ta zamiana nie będzie kosztowana, moim zdaniem będzie to jednak kosztowało i to całkiem sporo. Podsumowując – uważam, że to będzie zmiana nie tylko nikomu niepotrzebna, ale też kosztowna” – mówi Kluzik-Rostkowska.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Problem nie w tym, kiedy które dziecko znajdzie się w szkole. Potencjały rozwojowe dzieci są zróżnicowane, nie tylko ze względu na wiek. Szkoła (praca nauczycieli) będzie profesjonalna, gdy każde dziecko będzie miało możliwości uruchamiania w szkole aktywności adekwatnej do jego aktualnych potrzeb. ...Pomaganie w domu i przez korepetycje to patologia. Niewielu nauczycieli w Polsce to rozumie, bo źle są kształceni. Uczelnie nie tylko w tym zakresie zajmują się sobą. Niewiele jest w polskich uczelniach innowacyjności, rozumianych jako eksperymentowanie, zarówno w otrzymywaniu nowych materiałów budowlanych (i wszystkich innych) jak i we wspieraniu dzieci w rozwoju w XXI wieku. Chętnie natomiast przedstawiciele uczelni mieszają w szkołach niższego szczebla, przypominając sobie własne dawne (nieaktualne) szkoły. rozwiń

w.potega@neostrada.pl, 2015-11-25 11:51:14 odpowiedz

Moje dziecko w wieku 6 lat nie nadawako sie jeszcze do szkoly.To stracone dziecinnstwo.Pozwolmy dzieciom byc dziecmi.

zula dobrowolska, 2015-11-24 16:15:11 odpowiedz

Pani Kluzik malo wie szkoda, że jej dziecko nie poszlo do szkoły jak miał 6 lat, moja córka poszła i widzę że szkoły sa nie przygotowane moja córka chodzi do klasy z siedmiolatkami, a podstawa nauczania jest w tempie 7 latków, którzy już wiele nauczyli się w przedszkolu. Natomiast rodzice sześciolat...ków sami muszą pracować ze swymi dziećmi w domu nawet dziennie po 3 godziny bo niestety nie zdążyli się tak wiele nauczyć w przedszkolu, a pani na czytanie w szkole ma dziennie tylko 15 minut tak że rodzice maja uczyć czytać w domu. Nikt nie mówi też o opiece nad dzieckiem, które kończy lekcje o 11.25, lub zaczyna o 11. Świetlica szkoda gadać sześciolatki są zostawione same sobie one mają przesrane a o rodzicach nie wspomnę... brawo dla nowej pani premier może dzięki temu moja młodsza córka pójdzie do szkoły jako 7 latek rozwiń

A, 2015-11-24 12:22:13 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE