Czas zacząć zarabiać na unijnych funduszach

Te pieniądze sfinansują wielki program modernizacji kraju - mówi premier Donald Tusk o funduszach z Unii Europejskiej z nowej perspektywy budżetowej. Propaganda sukcesu?
Czas zacząć zarabiać na unijnych funduszach

Polska jest największym beneficjentem unijnego budżetu na lata 2014-20. Nasz kraj - mimo mniejszego budżetu UE - dostał więcej pieniędzy niż poprzednio. Sukces? Negocjacyjny - z pewnością. A gospodarczy? To się dopiero okaże. Tym bardziej że premier Donald Tusk zarysował przy okazji atrakcyjny cel: dzięki miliardom euro z Unii Polska ma się stać krajem innowacyjnym, konkurencyjnym, znaleźć w gronie 20 największych gospodarek świata.

Eurofala dostatku

Polska dostanie w najbliższych siedmiu latach aż 82 mld euro. Ekonomiści są zgodni: świetnie, że te pieniądze będą, ale nie można ich zmarnować - powinny zapracować na ów cywilizacyjny skok. A to oznacza, że muszą być dobrze wydane.

I tu zaczynają się różnice w postrzeganiu funduszy unijnych między światem władzy a światem ekonomii. O ile ze słów premiera można wywnioskować, że rzeka euro z UE przyspieszy wzrost gospodarczy (ba! - na partyjnej konwencji wspominał, że ma poprawić byt przeciętnych obywateli), o tyle fachowcy od ekonomii, doceniając finansową siłę unijnych środków, przestrzegają, by ich nie przeceniać i nie opierać na nich całej strategii gospodarczej rządu.

- Fundusze unijne nie są źródłem wzrostu gospodarczego, mogą natomiast udrożnić rozwój. Mamy w gospodarce kilka wąskich gardeł i najlepszym wykorzystaniem funduszy z UE będzie przeznaczenie środków z Brukseli na ich likwidację. To zbuduje potencjał szybszego, trwalszego wzrostu - stawia sprawę jasno Ryszard Petru, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

- Premier mówi o silnie prorozwojowej roli środków z Unii. Nie zauważył jednak, że inwestycje finansowane przez UE to tylko ok. 10 proc. wszystkich inwestycji w Polsce. Nie jest to więc coś, co decyduje o rozwoju gospodarczym kraju. Fundusze unijne są pomocne, zwłaszcza w usuwaniu cywilizacyjnej zapaści w infrastrukturze, ale to tylko pomoc - i to w ograniczonym czasie - mówi prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, dziś główny ekonomista BCC.

Chór ekonomistów wskazuje: pieniądze trzeba wydawać mądrze, a więc towarzysząca debacie na ten temat ekscytacja - zwłaszcza pod koniec ubiegłego roku (czy zdążymy spożytkować unijne środki) - powinna ustąpić refleksji, na co je wydajemy. No właśnie...

Rząd się chwali - skądinąd słusznie - setkami kilometrów autostrad i dróg. Gęsto stoją tablice informujące, co zostało sfinansowane ze środków unijnych: od aquaparków poprzez remonty ulic, nowe tramwaje i autobusy po place zabaw. Polska dzięki unijnym pieniądzom (chociaż nie tylko dzięki nim) wypiękniała. Analiza ilościowa wypada zdecydowanie na plus. A jakościowa? Tu odpowiedź nie jest już tak jednoznaczna.

Basen już jest...

"O ile (...) oczywisty wydaje się popytowy efekt napływu do Polski środków unijnych, to wykazanie, że pomoc finansowa pomogła zrealizować w Polsce podstawowe cele unijnej polityki społeczno-gospodarczej, a więc w szczególności doprowadzić do zwiększenia innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki, a także do zmniejszenia dysproporcji międzyregionalnych, rozwoju kapitału ludzkiego i przeciwdziałania różnorakim formom wykluczenia społecznego, nie jest już takie łatwe" - piszą w swoim raporcie "Ocena efektywności wykorzystania pomocy finansowej Unii Europejskiej..." Jan Misiąg, Wojciech Misiąg i Marcin Tomalak.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE