Jan Olbrycht o funduszach unijnych: Wszyscy zadajemy sobie pytanie, gdzie jest błąd i kto zawinił przy RPO

  • Michał Nowak
  • 25-11-2016
  • drukuj
Jeśli samorządy nie przyspieszą z kontraktowaniem Regionalnych Programów Operacyjnych na lata 2014-2020, państwa-płatnicy będą miały argument, aby pozbawić ich tych pieniędzy. – Bardzo się tego boimy i staramy się pokazać, że błąd tkwi w systemie – mówi w rozmowie z Portalsamorzadowy.pl poseł do Parlamentu Europejskiego Jan Olbrycht. Ocenia także rządowy pomysł utworzenia mechanizmu współpracy między samorządami i mówi o korzyściach uczestnictwa w Pakcie Amsterdamskim.
Jan Olbrycht o funduszach unijnych: Wszyscy zadajemy sobie pytanie, gdzie jest błąd i kto zawinił przy RPO
Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego, były burmistrz Cieszyna i marszałek województwa śląskiego. Ekspert w zakresie funduszy europejskich, członek Platformy Obywatelskiej. (fot. Facebook)

Samorządy mają duże problemy z kontraktowaniem środków UE w ramach RPO na lata 2014-2020. Marszałkowie mówią, że problem leży na poziomie centralnym, a kontraktowanie jest trudniejsze niż w poprzedniej perspektywie. Zgadza się pan?

Jan Olbrycht, poseł do Parlamentu Europejskiego: Niestety, na poziomie europejskim nastąpiła zmiana pewnych reguł i to jest wina również nas, posłów. Żeby system zaczął działać prawidłowo, wszystko powinno być gotowe dwa lata wcześniej, aby wszyscy zdążyli się odpowiednio przygotować. W momencie kiedy debata polityczna trwa do ostatniego momentu i uchwalamy nowe rozporządzenie w ostatnim momencie, wprowadzając nowe elementy, które tak naprawdę trzeba opracować, pojawiają się problemy. Pewne rzeczy dotyczące oceny ex-ante, czyli czegoś, co wymaga totalnej zmiany sposobu myślenia, pojawiły się w Komisji Europejskiej z opóźnieniem około dwóch lat. To pokazało bardzo wyraźnie, że jeśli chce się zmieniać reguły, to nie można tego robić na ostatnią chwilę. Jeśli na to nałoży się w różnych państwach kwestię zmiany rządów i zmiany ekip w ministerstwach, to w efekcie otrzymujemy tak radykalne przykłady jak Rumunia. W tym kraju poziom wykorzystania funduszy UE na okres 2014-20 wynosi zero. W Polsce poziom wykonania - ale to oznacza już zwrotu pieniędzy z UE - według Ministerstwa Rozwoju w lipcu wyniósł 1 procent. To jest absolutnie alarmujące.

Jakie mogą być konsekwencje dla Polski, jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie?

– W takiej sytuacji państwa-płatnicy netto, czyli te najsilniejsze, będą miały argument, żeby pokazać, że system nie działa. Że pieniądze nie są wydatkowane, a tam, gdzie są naprawdę potrzebne, ich nie ma. To będzie jeden z argumentów przemawiających za tym, aby zmienić politykę spójności. Bardzo się tego boimy i staramy się pokazać, że błąd tkwi w systemie, a nie w tym, że ludzie np. pracują za wolno. Ale tak naprawdę za kilka miesięcy się okaże, gdzie leży prawdziwy problem. A problem jest duży i istotne jest, żeby go rozwiązać nie jak najszybciej, ale żeby zrobić to dobrze, bo niedługo nie tyle trzeba będzie coś podpisywać, tylko trzeba będzie wykonać i rozliczyć. A pamiętajmy, że czasy są dzisiaj dosyć ciężkie, co oznacza, że podejście KE będzie niezwykle rygorystyczne.

Kiedy więc można się spodziewać, że KE pokaże komuś żółtą albo czerwoną kartkę? 

– Na pewno terminy będą pilnowane, a pierwszy termin, który będzie dotyczył wszystkich państw, w tym Polski, to jest rok 2017. Wtedy nastąpi rozliczenie pierwszego okresu i pieniądze, które nie będą uruchomione, mogą przepaść. Myślę, że wiele państw członkowskich UE tego doświadczy na końcu roku 2017. Sprawa jest poważna i jesteśmy dzisiaj bardzo nisko jeśli chodzi o wykonanie, ale pamiętajmy, że wykonanie oznacza zrealizowanie projektu, złożenie wniosku i zwrot pieniędzy z Brukseli, a nie samo podpisanie. Podpisanie na poziomie europejskim jeszcze nic nie oznacza.

Resort rozwoju zasygnalizował, że w ramach Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju chce stworzyć mechanizm wymiany dobrych praktyk między samorządami. Kiedyś Komisja Europejska wyszła z podobną inicjatywą, co spotkało się z protestem samorządowców, którzy mówili, że wymianę doświadczeń praktykują od lat i nie potrzebują w tym zakresie odgórnych regulacji. Czy taki mechanizm rzeczywiście byłby zbędny?

 


KOMENTARZE (2)ZOBACZ WSZYSTKIE

A od czego on tam jest juz kolejny rok z rzedu? Swietna posada. Podobno wybitny specjalista. Byly burmistrz Cieszyna i marszalek woj. slaskiego. Efekt? 1% wykorzystania srodkow. Nie mogl poganiac do roboty swoich marszalkow kolegow z PO? Ale podobno wybitny.

jancz, 2016-11-25 19:59:48 odpowiedz

Używanie w publicystyce i informacji nieobjaśnionych skrótów w rodzaju RPO, KE i in. świadczy o bezmyślności i braku kultury redaktorów.

Stach Głąbiński, 2016-11-25 09:50:14 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE