Kiedyś regiony 2 razy szybciej „obracały” unijnymi funduszami, niż rząd. Teraz jest odwrotnie

  • Agnieszka Widera-Ciochoń
  • 13-06-2017
  • drukuj
Mimo opóźnień w rozpoczęciu kontraktowania unijnej perspektywy 2014-2020, przestała być traktowana ona jako „nowa”. Jednak różnice pomiędzy tą i poprzednią perspektywą wciąż dają się beneficjentom we znaki. Wg Jerzego Kwiecińskiego, wiceministra rozwoju, największym problemem są Zintegrowane Inwestycje Terytorialne. Coraz częściej też pojawia się pytanie: co po 2020 r.?
Kiedyś regiony 2 razy szybciej „obracały” unijnymi funduszami, niż rząd. Teraz jest odwrotnie
To, jak wielki wpływ mają fundusze unijne na gospodarkę, najlepiej widać po liczbie inwestycji (fot.:GDDKiA)

• Finansowa perspektywa 2014-2020 rozkręcała się powoli, o czym świadczył poziom realizacji poszczególnych programów.

• Zdaniem Ministerstwa Rozwoju, Polsce udało się w ostatnim roku mocno przyspieszyć. Na tyle, że przykład z nas mogą brać np. Czesi.

• Trzeba jednak porządnie nauczyć się korzystać z instrumentów zwrotnych i myśleć o szukaniu innych źródeł finansowania dla projektów.

• Wiele mają do zrobienia tu samorządy - podkreślano podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Dużym problem są Zintegrowane Inwestycje Terytorialne.

 

- Zaawansowanie Polski półtora roku temu w wykorzystaniu środków unijnych było bardzo skromne. Jeśli chodzi o certyfikowanie wydatków w ramach projektów unijnych, było ono zerowe i pod tym względem zajmowaliśmy ostanie miejsce w UE. Ale wiele innych krajów było w podobnej sytuacji  – mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju.

Dlatego na początku 2016 r. został przyjęty przez polski rząd plan na rzecz przyspieszenia wykorzystania środków unijnych.

Efekt? - Na koniec 2016 nasz kraj był liderem w wykorzystaniu unijnej perspektywy 2014-2020, mieliśmy relatywnie dobre wyniki w porównaniu do innych krajów. 34 proc. to wynik wykorzystania i zwrotu z KE, czyli 2,5 raza lepszy niż na tym samym etapie w poprzedniej perspektywie – dodaje Kwieciński, ale też ponagla.

- Jeszcze musimy spełnić warunki wstępne, np. jeśli chodzi o kwestie wodne, bo jeśli ich nie wypełnimy, część pieniędzy może zostać wstrzymana - przypomina wiceminister rozwoju.

Czytaj też: Nowe Prawo wodne musi być przyjęte, inaczej stracimy refundacje

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju (fot.PTWP)
Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju (fot.PTWP)

Resort rozwoju wprowadza też ułatwienia w tzw. ustawie wdrożeniowej, bo nadal ma zastrzeżenia właśnie do tempa wykorzystywania pieniędzy unijnych na poziomie województw i programów regionalnych, co przekłada się na samorządowych beneficjentów.

– W poprzedniej perspektywie to regiony dwa razy szybciej „obracały” unijnymi pieniędzmi niż programy krajowe, teraz dynamika jest odwrotna. To krajowa alokacja obraca pieniądzem unijnym dwa razy szybciej niż regionalna, co oznacza, że samorządy obracają pieniądzem unijnym cztery razy wolniej niż w poprzedniej perspektywie – twierdzi Jerzy Kwieciński.

Największe zastrzeżenia resort ma do nowego narzędzia, jakim są Zintegrowane Inwestycje Terytorialne.

– ZITy chodzą najwolniej w RPO i spowalniają wykonywanie programów, dlatego naciskamy na ich efektywne wykorzystanie – dodaje Kwieciński.

Perspektywa 2014-2020 jest trudniejsza dla samorządów od poprzedniej? Na pewno inna.

O ZIT- ach mówią też przedstawiciele samorządów, ale raczej pozytywnie, jako narzędziu współpracy.

– Ta perspektywa bardziej nastawiona jest na partnerstwo, czego przykładem są ZIT-y – podkreśla Danuta Kamińska, skarbnik Katowic, i mówi też o innych różnicach w wydawaniu unijnych pieniędzy.

– Nie do końca analizowano opłacalność finansową niektórych projektów, które można było finansować w poprzedniej perspektywie. Teraz bardziej patrzy się i analizuje konsekwencje projektów - dodaje.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.