Polska na dopingu, czyli dekada z funduszami UE

Nie ma chyba w Polsce nikogo, kto nie zapamiętałby charakterystycznej plakietki – „Finansowane ze środków Unii Europejskiej”. Ile miliardów dostaliśmy w ciągu ostatniej dekady z Unii Europejskiej i jak, dzięki tym pieniądzom, zmieniały się nasze województwa, powiaty i gminy?
Polska na dopingu, czyli dekada z funduszami UE

Unia to samo zło, nie powinniśmy do niej wchodzić, trzeba się było zwrócić na Wschód. A serio?… W żadnych okolicznościach Polska nie rozwijałaby się tak szybko. Wstąpienie do wspólnoty oznaczało nowe drogi, poprawę środowiska naturalnego, szybki internet, wysyp innowacyjnych firm – to tylko niektóre osiągnięcia 10 lat członkostwa naszego kraju w UE.

Dumni powinnyśmy być też z wysokiego wzrostu gospodarczego w latach 2004-2013 (średniorocznie 4 proc. wobec 1 proc. w UE-27) oraz z faktu, że zdołaliśmy uniknąć recesji w latach 2009-2010, gdy w kryzys osunęły się najbardziej rozwinięte unijne gospodarki. Te sukcesy są w znacznej mierze efektem wykorzystania funduszy, które szeroką rzeką płyną do nas z Brukseli.

Czytaj też:  Wiejski bój o unijne pieniądze

– Sukces ma wielu ojców. Duch przedsiębiorczości w narodzie nie ginie, samorządowcy dbają o rozwój lokalnych społeczności, a klasa polityczna przynajmniej świadomie nie utrudnia działalności gospodarczej. Ale jednym z najważniejszych czynników wzrostu są pieniądze z UE – potwierdza Marek Zuber, ekonomistai doradca finansowy.

Mazowsze przoduje,  Opole w tyle

Od akcesji zrealizowaliśmy ponad 185 tysięcy projektów o łącznej wartości prawie 593 mld zł – przy czym ponad połowa tej kwoty pochodziła z unijnej kasy. UE przekazała nam w minionych dziesięciu latach 333 mld zł. W przeliczeniu na mieszkańca jest to ponad 8,6 tys. zł.

33 proc. wszystkich pieniędzy, które dała nam wspólnota, przeznaczyliśmy na rozwój regionów. Według danych Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju (MIiR), w wykorzystaniu funduszy unijnych przoduje województwo mazowieckie, które dostało prawie 50 mld zł. W samej tylko Warszawie UE dopłaciła do 513 przedsięwzięć, a do miasta trafiło 18,7 mld zł. Najwięcej przeznaczono na budowę II linii metra. Drugie w rankingu województwo – śląskie – otrzymało 32 mld zł. Lwią cześć tych pieniędzy pochłonęła budowa autostrady A1 oraz modernizacja kanalizacji. Na kolejnych trzech miejscach znalazły się województwa: dolnośląskie (23,5 mld zł), małopolskie (21,8 mld zł) i łódzkie (21,7 mld zł).

Najgorzej w zestawieniu wypadła Opolszczyzna, która zdołała pozyskać tylko 6,3 mld zł. Zdaniem Piotra Popa, rzecznika MIiR, region ten nie ma prawa jednak czuć się dyskryminowany. Bo dotacje wylicza się na podstawie lokalnego poziomu PKB w stosunku do jego średniego poziomu w całej UE, wskaźników bezrobocia, wielkości czy liczby mieszkańców. – Właśnie z tych powodów opolskie, jako jedno z najmniejszych województw w Polsce, dostaje najmniej pieniędzy – tłumaczy Piotr Popa.

Beton czy człowiek – w co inwestować?

Od 2004 r. otrzymaliśmy ponad 82 mld euro z polityki spójności, której celem jest wyrównanie warunków ekonomicznych i społecznych we wszystkich regionach Unii Europejskiej. Kwota ta ponad trzy razy przewyższyła sumę naszych składek członkowskich. W rezultacie Polska jest największym beneficjentem netto funduszy UE.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE