Prawo wodne to nie największy problem Polski z funduszami europejskimi

  • Piotr Toborek
  • 22-08-2017
  • drukuj
Rozmawiając o funduszach na kolejną perspektywę trzeba też pamiętać, że Polska wciąż ma do wykorzystania ogromne środki z okresu rozliczeniowego 2014-2020. I tutaj są pewne problemy, jak choćby te wynikające z przyjęcia z opóźnieniem Prawa wodnego. Wielokrotnie można było usłyszeć, że doprowadzi to do zawieszenia części funduszy dla naszego kraju. Czy rzeczywiście?
Prawo wodne to nie największy problem Polski z funduszami europejskimi
Rozpoczęła się dyskusja na temat przyszłego budżetu dla unijnych regionów. (fot.umwz)

• Samorządowcy dostrzegają związki między wysokością funduszy, jakie mogą trafić do Polski z Unii w kolejnych latach, a wydarzeniami na scenie politycznej.

• Ciągle aktualne jest także pytanie o wykorzystanie środków z obecnej perspektywy unijnej.

• Polska z opóźnieniem przyjęła Prawo wodne, marszałkowie nie spodziewają się jednak zawieszania środków na gospodarkę wodno-ściekową. 

• Czas płynie i niezrealizowane inwestycje mogą spowodować, że nie osiągniemy wymaganych wskaźników do końca 2018 r.

****

 

Czy ostatnie wydarzenia w Polsce będą miały wpływ na to, jak nasz kraj będzie postrzegany w budżecie na kolejną unijną perspektywę? Czy polityka odbije się na ekonomii? Takie pytania stawia wielu komentatorów i polityków.

Problemy dotyczy w dużym stopniu także samorządów i samorządowców.

- Nie mam cienia wątpliwości, że polityka prędzej czy później na ekonomii się odbije. W kraju, który uznawany jest za niestabilny zawsze spada chęć do inwestowania, bo zwiększa się ryzyko. To dotyczy Polski – mówi nam marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz.

Jak podkreśla marszałek, stopa inwestycji jest u nas najniższa od 1996 r., a więc skutki politycznych zawirowań będą oddziaływały na gospodarkę w dłuższej perspektywie.

Czytaj też: Marek Woźniak - walczymy o lepszy budżet dla regionów

- Dzieje się tak w sytuacji gdy mamy wynegocjowane największe historycznie pieniądze europejskie, na stole leżą największe środki na inwestycje. Nie mam wątpliwości, że musi się to odbić zarówno w tej krótkiej, jak i długiej perspektywie, bo jeżeli okaże się, że po roku 2020 będziemy mieli znacząco obcięte fundusze unijne, to zapewne będzie to oznaczać i znacząco obcięte inwestycje. To kolejna przesłanka do tego, że bodźce rozwojowe będą wyhamowane – uważa Olgierd Geblewicz.

Budowanie koalicji i sojuszy

Marszałek stawia zarzut, że polski rząd konsekwentnie otwiera kolejne fronty i w zasadzie trudno znaleźć przestrzeń, w której potrafimy szukać przyjaciół do budowy wspólnej retoryki w UE, a jak mówi: - Sukces w Unii zależy od umiejętności budowania koalicji i sojuszy.

- Poza Węgrami, którzy wykorzystują Polskę jako wygodne alibi do mówienia "...a w Polsce jest jeszcze gorzej", w zasadzie nie mamy żadnych przyjaciół ani grup interesów. W związku z powyższym, trudno jest realizować jakąkolwiek rozsądną politykę. Otwieramy fronty od ekologii i wycinki puszczy, przez praworządność, aż po brak solidarności w jakichkolwiek przesłankach. Pytanie w związku z tym, dokąd zmierzamy? No niestety, zmierzamy w chwili obecnej do tego, by być zupełnie marginalizowanym krajem Unii, którego traktuje się jako konieczną uciążliwość. Nie można wykluczyć, że celem obecnie rządzących jest to, by UE opuścić, bo nie jestem znaleźć innego uzasadnienia dla procesu zohydzania UE mieszkańcom – uważa Geblewicz.

Także kolejny polityk PO Jan Olbrycht, europoseł i były samorządowiec, widzi związek między wysokością funduszy, jakie mogą trafić do Polski z Unii w kolejnych latach, a wydarzeniami na scenie politycznej.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.