Chcemy budować spalarnie, ale nie w Gdańsku. Tam może być problem z finansowaniem

  • Agnieszka Widera-Ciochoń
  • 09-08-2017
  • drukuj
Remondis tłumaczy, dlaczego wycofał się z przetargu na wartą prawie 500 mln zł spalarnię w Gdańsku Szadółkach. Leszek Pieszczek z zarządu spółki mówi też o nowych przepisach o selektywnej zbiórce oraz spodziewanej rozbudowie zakładów MBP i fuzjach na rynku.
Chcemy budować spalarnie, ale nie w Gdańsku. Tam może być problem z finansowaniem
Idziemy w stronę ograniczania ilości odpadów, które mają się znaleźć na wysypisku - mówi Leszek Pieszczek (fot.fotolia)

Gminy mają w tej chwili zawarte umowy na podstawie starego systemu prowadzonego w dwupojemnikowym systemie zbiórki i ustawodawca, dając im czas na dostosowanie, myślał o tych umowach, które muszą po prostu dobiec końca.

Moja opinia jest taka, że im wcześniej zmiany w systemie segregacji zostaną wdrożone w poszczególnych gminach, tym lepsze będą ich efekty. Nie należy tu zbyt długo czekać, wprowadzać eksperymentów pilotażowych, tylko wyposażyć mieszkańców w odpowiednie pojemniki i do tej segregacji solidnie podejść. Jest to też związane z większą edukacją, jaka musi być do ludzi skierowana, bo pewno nie wszyscy o takich zmianach wiedzą.

Idziemy w stronę ograniczania ilości odpadów, które mają się znaleźć na wysypisku. Jako Polska mamy obowiązki związane z osiągnięciem poziomów odzysku i recyklingu, a odpowiedzialność za osiągnięcie tych parametrów ciąży na wszystkich uczestnikach systemu. Uczestnikiem systemu są gminy, które postępowania przetargowe rozpisują, to są firmy zajmujące się odbieraniem odpadów, ale to też i mieszkańcy, którzy są zobligowani do selektywnego zbierania odpadów oraz producenci, którzy te produkty, opakowania wypuszczają na rynek.

Niektórzy prezydenci mówią, że WSSO cofa segregację, bo ludziom nie będzie się chciało dzielić w domach śmieci na tyle pojemników.

– Nie zgadzam się z taką opinią. Do tej pory mieliśmy tyle systemów selektywnej zbiórki, ile gmin w Polsce. Każda gmina miała dowolność w organizacji selektywnego zbierania odpadów, co wprowadzało pewien chaos, zamieszanie i u zamawiającego, i u mieszkańców, i u firm, które były zobowiązane wykonać taką usługę.

O ile jednak w domach jednorodzinnych łatwiej dostawić nowe pojemniki, o tyle jak zwykle może być problem z bardziej złożoną segregacją w zabudowie wielorodzinnej?

– Tak, to nie jest oczywiście proste, ale czasy, kiedy wrzucaliśmy wszystko do jednego pojemnika, już minęły bezpowrotnie. I kropka. To naturalne efekty wstąpienia Polski do UE, cywilizacyjnego postępu i wyzwań środowiskowych.

W zabudowie wielorodzinnej trzeba więc współdziałania we wspólnotach mieszkaniowych, administracjach nieruchomości, zarządach, podejmowania decyzji np. o rozbudowie altan, gdzie pojawiają się cztery pojemniki, a nie, jak do tej pory, dwa. Czy to jest prostsze w domach jednorodzinnych? Po prostu trzeba się zastanowić, jak wyedukować ludzi, najlepiej już na etapie szkoły podstawowej, jak pokazać im, że bycie eko jest modne i konieczne.

Samorządowcy podnoszą też, że opłaty za śmieci podrożeją. Ale czy na pewno, czy opłaty przy takiej selektywnej zbiórce muszą być wyższe?

– Zbiórka selektywna odpadów opakowaniowych, też biodegradowalnych, jest kosztowna i z tego trzeba zdać sobie sprawę. Mówię o pieniądzach, które trzeba uwzględnić w następnych opłatach pobieranych od mieszkańców.

Tymczasem radni uchwalili już jakiś poziom opłat i rozumiem, że dla każdego samorządowca to niepopularna decyzja komunikować mieszkańcom, iż trzeba podnieść ceny.

Jednak mądre gminy, które przygotowały się na to, przewidziały zmiany, które prędzej czy później nastąpią, zastosowały pewien poziom opłat kalkulujących selektywną zbiórkę i nie będą miały skokowej podwyżki cen. Nie wybierały najniższych cenowo ofert, tylko takie dające możliwość rozbudowy sytemu także w związku z ewidencją odpadów.

 


KOMENTARZE (7)ZOBACZ WSZYSTKIE

Tak Panowie ście się napocili aby zrobić czytelnikom wodę z mózgu a sprawa jest prosta jak sznurek w kieszeni. Remondis, to przecież firma niemiecka. A w Polsce - szczególnie w Gdańsku, wszyscy wszystko wiedzą, że istnieją tamże siły zmierzające do tego aby to miasto, pozostało nadal pod wpływem Nie...mców. Doskonale nad tym czuwa birgemaister, kolega Tuska, który oczywiście, nie dopuści do budowy jakiejś tam spalarni śmieci, która by smrodziła Niemcom. Dlatego Remondis, ustami swojego przedstawiciela twierdzi, że nie przystępuje do przetargu, bo "z góry" jest Mu wiadomo, że nie zostanie rozstrzygnięty a unijni urzędnicy nie dadzą na to ani grosza, czytaj euro. Więcej czytać ani pisać na ten temat, nie warto, bo co birgemaister w Gdańsku powie, to tak będzie a On wszystko wie od Tuska, który ma odpowiednie wieści i befele z Berlina. O Brukseli już nie wspomnę. rozwiń

outlander, 2017-09-26 11:36:41 odpowiedz

Mieszkańcy i tak będą musieli dodatkowo, poza „opłatą śmieciową”, zapłacić za kolorowe pojemniki (obecnie co najmniej za 5, a nie 4 jak twierdzi Pan Leszek Pieszczek) oraz za ich mycie (co obecnie zdarza się sporadycznie), za wywózkę odpadów składowanych obok altan w ramach kosztów zarządzania nieru...chomością, oraz za niedopełnienie przez gminy uzyskania wymaganych ustawowo poziomów składowania czy recyklingu. O wiszącym ewentualnie wzroście opłat związanych z karami unijnymi, póki co, nie wspominam. Podpisuję się pełnym nazwiskiem pod tym komentarzem (i innymi również), bo jestem w stanie merytorycznie odnieść się do każdego argumentu przeciwnego. Czynię to ze względu na świadomość ekologiczną i obywatelską. Nie jestem żadnym lobbystą na rzecz pana Bartoszkiewicza. Dalsze poprawianie aktualnego systemu poza tym, że kosztowne, jest bezcelowe. rozwiń

Tadeusz Babicz, 2017-08-10 17:01:20 odpowiedz

i to w jakości możliwej do zaakceptowania przez przetwarzających. Pomijając ten argument, zaproponowane przez pana Bartoszkiewicza rozwiązanie pozwoli na zewidencjonowanie ilości przekazywanych odpadów, a dokumentowanie dalszego przemieszczania pozwoli na zapobieżenie zrzucaniu barachła do dziur w z...iemi lub ograniczy do zdarzeń epizodycznych dzikie wysypiska czy dzikie pożary. Oponenci tej metody bez jakichkolwiek analiz oceniają jako zbyt drogą do zastosowania, co jest oczywistą nieprawdą. Jako argument ekonomiczny pomijam fakt zarabiania na uzyskanych surowcach wtórnych. Po zastosowaniu proponowanego rozwiązania każda tona odpadów będzie kosztowała o około 80% mniej ze względu na uniknięcie opłaty środowiskowej. Marszałkowska opłata środowiskowa stanowi około 50-cio procentowy koszt dla firmy, dlatego tak często dowiadujemy się o nielegalnym składowaniu lub o dziwnych pożarach składowisk. Wszelkie oficjalne koszty i zyski, każdej firmy zagospodarowującej śmieci, mieszczą się w pozostałych 50-ciu procentach. Interes będzie jeszcze bardziej opłacalny w następnych latach, bo już opublikowana wysokość opłaty za składowanie będzie znacznie rosła ze 120,76 PLN/Mg w tym roku do 140 PLN/Mg w 2018roku, 170 PLN/Mg w 2019 roku i wreszcie 270 PLN/Mg w 2020 roku. Proszę zdać sobie sprawę, że firmy przetwarzające odpady z automatu podniosą opłatę choćby tylko proporcjonalnie do wzrostu tej opłaty. cdn rozwiń

Tadeusz Babicz, 2017-08-10 17:00:02 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE