Czujniki dymu ratują przed pożarem

  • Przegląd prasy/Dziennik Zachodni
  • 18-06-2011
  • drukuj
Pożaru w Świętochłowicach można było uniknąć, gdyby w mieszkaniach zamontowane były czujniki dymu - informuje "Dziennik Zachodni".
Czujniki dymu ratują przed pożarem

Jan Spychała, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w Katowicach, informuje że do budynku w Świętochłowicach (oceń prezydenta) lokatorzy już nie wrócą. - Jego stan techniczny jest tak zły, że został wyłączony z użytkowania - podkreśla inspektor Spychała.

Dbanie o stan techniczny budynku to obowiązek właściciela lub zarządcy. W zależności od wieku budynku - muszą kontrolować jego stan techniczny raz na rok lub raz na pięć lat. Przewody kominowe powinny być sprawdzane dwa razy w roku - podaje "Dziennik Zachodni".

Jeśli administratorzy nie wywiązują się z tych obowiązków - wkracza nadzór budowlany, który - po zbadaniu sprawy i potwierdzeniu nieprawidłowości - może nałożyć mandat (do 500 zł), nakazać naprawy, a w szczególnych przypadkach skierować sprawę do sądu. Sąd zaś może orzec karę finansową, sięgającą do 200 tysięcy złotych. Problemem często bywają stare kamienice, familoki, ale nie tylko one.

Czytaj też: Zarzuty po pożarze hali segregacji odpadów

- Nie jest wcale standardem, że są w złym stanie technicznym. Część z nich jest bardzo zadbana, wyremontowana. Natomiast faktem jest, że jeśli zostały wybudowane według przepisów obowiązujących 80 czy 100 lat temu i nie były od tego czasu przebudowywane, to nie możemy nakazać doprowadzenia ich stanu do obecnie obowiązujących przepisów - podkreśla inspektor Jan Spychała.

Zdarzeń losowych takich jak pożar nie możemy przewidzieć, ale możemy się przed nimi bronić. Jak? Montując czujnik wykrywający dym. Badania przeprowadzone m.in. w USA potwierdziły, że zastosowanie urządzeń wczesnego ostrzegania o pożarze redukuje ryzyko śmierci o 40 proc. Koszt zakupu czujka to 25-100 zł. Najlepiej zamontować je między sypialnią, a pomieszczeniem najbardziej narażonym na pożar.

W tragicznym pożarze kamienicy przy ul. Barlickiego zginęło pięć osób. Siedmiu poszkodowanych przebywa w śląskich szpitalach. Trafili tam ze złamaniami kończyn, urazami kręgosłupa, poparzeniami i obrażeniami wewnętrznymi. Dwie osoby przeszły wczoraj operacje. Akcja ratunkowa odbywała się w ekstremalnie trudnych warunkach: pożar wybudził lokatorów, panowała bardzo wysoka temperatura, było mocne zadymienie - informuje "Dziennik Zachodni".

Policja i prokuratura ustalają przyczyny zdarzenia. - Wśród trzech możliwych scenariuszy jest zwarcie instalacji elektrycznej, nieszczęśliwe zaprószenie ognia i przestępcze podpalenie - tłumaczy Jerzy Kryczka, zastępca komendanta świętochłowickiej policji. Ze wstępnych zeznań świadków wynika, że osoby kupujące alkohol w mieszczącym się na parterze kamienicy sklepie, z obawy przed policją często piły go na klatce schodowej. - Ostatnio stała tam wersalka, którą ustawili amatorzy mocnych trunków. To ona mogła być źródłem ognia - twierdzi Kryczka.

Radzi gen. Marek Rączka, wojewódzki komendant Państwowej Straży Pożarnej: - W budynku wielorodzinnym powinna być tablica z numerami alarmowymi telefonów oraz z instrukcją, jak się zachować w razie pożaru. Warto się z nią zapoznać, zapamiętać procedury ewakuacji, aby wiedzieć gdzie w razie niebezpieczeństwa zadzwonić i jak się zachować.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE