Czy bezpłatna komunikacja miejska może dojechać naprawdę wszędzie?

Samorządowcy coraz częściej biorą stronę ekologów wieszczących, że transport samochodowy doszedł do kresu swoich możliwości. Gminy coraz śmielej włączają się w walkę miasta z samochodem. Jedną z metod na zwycięstwo w tym pojedynku jest upowszechnienie w miastach bezpłatnej komunikacji publicznej. Na razie wzięły się za to mniejsze i średnie miasta. A co z dużymi?
Czy bezpłatna komunikacja miejska może dojechać naprawdę wszędzie?
Już w niemal 30 polskich gminach komunikacja jest za darmo. Fot. lubin.pl

Jednym z prawie trzydziestu miast, które wprowadziło darmową komunikację, jest Lubin. Prezydent Robert Raczyński zdecydował się na to w roku ubiegłym. Rzecznik ratusza Jacek Mamiński oznajmił, że lokalna władza nie żałowała tego ani przez chwilę. Co więcej, zaraziła tym pomysłem także sąsiednie gminy. – Przede wszystkim ograniczyliśmy biurokrację – powiedział. – Teczki gapowiczów zajmowały w urzędzie cały pokój. To trzeba było obsłużyć. Musieliśmy zatrudniać licznych kontrolerów. Ponadto obciążaliśmy dodatkową pracą sąd.

W Lubinie spora część mieszkańców jeździła regularnie na gapę, a gdy przyszło do płacenia mandatów, okazywało się, że nie mają środków na życie. Trafiali wówczas pod sąd. Takich spraw było kilka tysięcy. Prezydent zwrócił uwagę na fakt, że wcześniej ulgi na przejazdy mieli tylko ludzie starsi i studenci. Ale gdy ktoś jechał do pracy, to musiał kupić cały bilet. Finansował w ten sposób tych, co mieli ulgi. To był jakby dodatkowy podatek.

W podobnym kierunku idą myśli innych włodarzy miast. Oliwia Brzeźniak z sekretariatu burmistrza Wadowic potwierdza, że prywatne busy nie będą wjeżdżały do centrum miasta, tylko na specjalnie urządzony dworzec. Równolegle ma powstać bezpłatna komunikacja autobusowa, która będzie obsługiwała wszystkie osiedla i dowoziła pasażerów do centrum.

Clipboard01.jpg
Clipboard01.jpg

Częstotliwość przejazdu uzależniona będzie od pory oraz dnia tygodnia. W godzinach szczytu autobusy będą jeździć co 15 minut. Stworzenie całej sieci darmowej komunikacji miejskiej jest zaplanowane w dalszej kolejności.

Od 1 lipca bezpłatna komunikacja miejska jest także w Bełchatowie. Sekretarz miasta Artur Kurzeja twierdzi, że efekty tej decyzji są jak najbardziej pozytywne, przede wszystkim dla ludzi o skromnych dochodach. – Nawet kilka złotych to dla nich poważne oszczędności w budżecie domowym – powiedział. – Patrzę z przyjemnością, jak starsi mieszkańcy jeżdżą na swoje działki. Oni mają radość, a my zbyt dużo nie tracimy.

Szef Miejskich Zakładów Komunikacyjnych w Bełchatowie Jacek Krata jest zadowolony, że firma pozbędzie się konieczności sprzedaży biletów. Znikną kasy fiskalne i kasowniki.

Roczna komunikacja miejska kosztuje Bełchatów 3,5 mln zł. Wpływy z biletów wynosiły 900 tys. zł. Gdyby odjąć od tego koszty obsługi całego przedsięwzięcia, to straty spowodowane darmową komunikacją są niewielkie.

W Mławie mają podobne refleksje. Wprowadzenie darmowej komunikacji kosztuje miasto rocznie 650 tys. zł. Rzeczniczka urzędu Magdalena Grzywacz mówi, że do ratusza regularnie docierają opinie, że mieszkańcy są z tego rozwiązania bardzo zadowoleni. Dzięki darmowej komunikacji ludzie czują się samodzielni i są bardziej aktywni.

W mniejszych ośrodkach miejskich widać, że darmowe przejazdy komunikacją miejską zmniejszyły ruch samochodów osobowych. A jak jest w metropoliach?

Zbyt duży ubytek

Michał Beim, ekspert Instytutu Sobieskiego, twierdzi, że wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej jest opłacalne tylko w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców. Rozprowadzanie i kontrolowanie biletów na niezbyt dużą skalę jest na tyle kosztowne, że lepiej z niego zrezygnować.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

"W wielu miejscach w Polsce rodzą się jednak pomysły, żeby wprowadzić tzw. bilet obywatelski. Polegałoby to na tym, że osoby zameldowane w danej miejscowości płaciłyby za przejazdy symboliczne kwoty, a przybysze jak za normalne bilety. Miałoby to skłonić tych ostatnich, żeby się zameldowali w m...ieście swojego pobytu." - mechanizm PIT opiera się na miejscu zamieszkania, nie zameldowania, tak więc nie trzeba być gdzieś zameldowanym żeby płacić tam podatki oraz można być gdzieś zameldowanym i nie płacić tam podatków. rozwiń

JG, 2015-11-17 12:47:25 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU