PARTNER PORTALU
  • BGK

Dlaczego samorządy boją się OZE?

  • Włodzimierz Kaleta    23 czerwca 2015 - 10:58
Dlaczego samorządy boją się OZE?

Wykorzystanie odnawialnych źródeł energii może być szansą na wyrównanie warunków rozwoju obszarów wiejskich – uważa dr Wojciech Szymalski z Instytutu na Rzecz Ekorozwoju.

Czy krowy naprawdę mogą przestać dawać mleko? A może jednak OZE to naprawdę dojna krowa?




Samorządowcy chętnie inwestowaliby w odnawialne źródła energii (OZE), zwłaszcza w farmy wiatraków, bo dają one spore wpływy do budżetu. Obawiają się jednak protestów mieszkańców przekonanych, że kręcące się śmigła powodują, że krowy przestają dawać mleko i szwankuje ludzka psychika.

Siła wiatru

– Wykorzystanie odnawialnych źródeł energii może być szansą na wyrównanie warunków rozwoju obszarów wiejskich – uważa dr Wojciech Szymalski z Instytutu na Rzecz Ekorozwoju.

Jest tam wiele różnorodnych zasobów, które przy innowacyjnym myśleniu stwarzają szerokie i różnorodne możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

– Warto w nie inwestować, gdyż OZE mogą stać się jednym z ważniejszych czynników rozwoju obszarów wiejskich – twierdzi dr Szymalski.

Eksperci są zgodni: rozwój niekonwencjonalnych źródeł energii na wsiach to ważne i korzystne wyzwanie dla gmin, z których większość jest poważnie zadłużona. To dobre źródło dodatkowych dochodów jej mieszkańców i szansa na redukcję deficytu budżetowego.

Źródło biznesu dla rolników

Potencjał ten wciąż nie jest wykorzystany. Obecnie energia odnawialna stanowi zaledwie niecałe 8 proc. mocy wytwarzanej przez konwencjonalne elektrownie. Zgodnie z ustaleniami UE do 2020 r. musimy mieć w kraju 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych.

Już dziś samorządy są największym odbiorcą energii (70 proc.). A będą potrzebowały jej jeszcze więcej. Wydatki na energię będą więc rosły. Tak jednak być nie musi.

– Zwiększenie udziału zielonej energii w krajowym systemie energetycznym, to nie tylko szansa dla rodzimego przemysłu (produkcja urządzeń do wytwarzania energii z OZE), ale także powstanie nowych miejsc pracy, zyskanie przez rolników dodatkowego dochodu, a także poprawa zaopatrzenia wsi w energię – twierdzi Marek Zagórski, prezes Zarządu Fundacji Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej (FEFRWP).

Pieniądze dla aktywnych

Prąd i ciepło ze słońca i biogazu to bezpieczeństwo, a jednocześnie ochrona środowiska. To szansa dla rolnictwa, a dla rolników dobre źródło biznesu. Zwłaszcza w nowej perspektywie finansowej 2014-2020, w której UE przeznaczyła dla aktywnych gmin znaczą pulę pieniędzy.

Na finansowanie działań związanych z wykorzystania odnawialnych źródeł energii, zwiększanie efektywności energetycznej, tworzenie małych instalacji do kogeneracji prądu i ciepła, a także związanych z adaptacją do zmian klimatu jest do wykorzystania 2 mld 600 mln euro. To kilka razy więcej, niż w latach 2007-2013.

Wiatraki są złe

Skoro OZE to same plusy, to dlaczego samorządy niechętnie sięgają po te niekonwencjonalne rozwiązania? Jeszcze do niedawna ważną przyczyną był brak ustawy o odnawialnych źródłach energii. Decydujące jednak znaczenie miał i ma do dziś opór mieszkańców, wyborców lokalnych władz samorządowych.

Najczęściej mieszkańcy protestują przeciw budowie wiatraków. Na mapie portalu stowarzyszenia „Stop wiatkom” wymieniono 594 miejscowości w Polsce, w których odbyły się takie protesty. W większości skuteczne. Przeciwnicy inwestycji w fermy wiatrowe boją się przede wszystkim szumu, infradźwięków, które emitują turbiny oraz tzw. efektu rzucania lodem przez łopaty turbin.

Oliwy do ognia dolał raport Najwyższej Izby Kontroli ogłoszony w 2014 r., który wziął pod lupę budowę farm wiatrowych w Polsce. Okazało się, że czysta energia nie jest wcale taka czysta. Ujawniono wiele nieprawidłowości, m.in., zwrócono uwagę, że mieszkańcy, którym wiatraki budowano pod oknami, nie mieli nic do powiedzenia.







KOMENTARZE (5)

  • Wojciech Banaszak, 2015-06-24 09:53:34

    OZE bez dopłat słabo funkcjonują lub nawet wcale nie są w stanie się spłacić. To wciąż raczkująca gałąź przemysłu i nie dziwota, ze umiejący liczyć mają co najmniej wątpliwości. Czy OZE są przyszłością? Oby tak. Nadzieja w tym, że np. powoli nauka zbliża sie do technologii, w której np. produkcja ba...terii słonecznych zaczyna się globalnie zbliżać do bilansu zerowego (dotychczas więcej energii zużywano niż otrzymywano). Budowa i funkcjonowanie wiatraków oraz elektrowni wodnych także budziły i budzą protesty - czasami całkiem zasadne. Brakuje nam RZETELNEJ, uczciwej i globalnej analizy danych (kłania się zasada rachunku ciągnionego, całościowego zysków i strat). Wciąż tylko głosy lobbystów :(  rozwiń
  • diament, 2015-06-24 05:34:47

    Problem z wiatrakami to uznaniowość co do zasad lokalizacji. Skoro nie ma prawa i norm bezpiecznej dla ludzi i środowiska lokalizacji turbin wiatrowych no to inwestycję przeprowadzi ten kto da więcej i wie gdzie dać i co zasponsorować i jakie informacje ukryć. Wypowiedzi Kuklińskiego jako lobbysty w...iatrakowego nie są miarodajne, będzie bronił tych idei bo mu za to płacili i wciąż płacą. To prawo krajowe powinno ustalić strefy ochronne i zasady oceny wpływu na ludzi i środowisko. Tego nie ma i jak wynika z planów PSL na kolejne 8 tysiecy wiatraków, nigdy sie nie pojawią takie przepisy dopóki partie będą podczepione do tych maszynek do dojenia społeczeństwa. Wiadomość pozytywna - samorząd woj. warm-mazurskiego uchwalił plan wojewódzki w którym ustalono minimalną strefę bezpieczeństwa dla turbin wiatrowych na 2 km. Przy takim ustaleniu można rozpocząć dyskusje o detalach, szczegółowych badaniach i konsultacjach społecznych, etc. To my tu mieszkamy i żadne podstolikowe działania nie mogą zadecydować o życiu i zdrowiu kilku pokoleń. Kolejna wiadomość - rząd brytyjski odciął dofinansowanie dla 2500 planowanych turbin wiatrowych. Co do finansowych korzyści należy dodać, że z wpływów od wiatrakó gminie po odliczeniu strat w subwencji wyrównawczej pozostaje około 15-20% czyli z planowanego miliona zł zostaje na czysto około 150 tys. i to za takie pieniądze chcecie dewastować swoje życie i przyszłość. Dodam tylko, że obliczony w USA i Niemczech wieloletni bilans energetyczny i ekonomiczny dla tysiecy turbin wiatrowych wyniósł 0%. Wiatrak ma sprawność około 15% mocy nominalnej do tego trzeba dobudować na koszt społeczny linie przesyłowe i kolejne enlektrownie konwencjonalne do bilansowania niestabilnej mocy z wiatraków. Ale o tym sie nie mówi, najlepiej ośmieszać i dyskredytować - protestującego chłopa co to mu nie zapłacili więc protestuje. Wiedza na temat oddziaływania wiatraków jest ogromna ale skrzętnie ukrywana, nawet ministerstwo środowiska posiada własne badania z których wynika, że powinna byc zachowana odlegość minimalna ok 2 km. Dlaczego zabroniono ich ujawnienia, to jest otwarte pytanie do partii i rządu, odpowiedź jest prosta, ustalenie sensownej strefy ochronnej nawet 1,5 km od zabudowy mieszkaniowej uniemożliwi budowę jakiejkolwiek farmy wiatrowej w Polsce. Robi się więc wszystko aby udowodnić że nie ma problemu tylko chłop nie dostał kasy. Tu jest obawa przed brakiem kasy ale dla przemysłu wiatrakowego w Danii, Niemczech i Hiszpanii. Mam nadzieję, że się ta dezynwoltura wkrótce skończy. Jakoś o skierowanie pieniędzy do Kowalskiego na energetykę prosumencką nie było zachwytów, larum sie podniosło bo korporacje zbiednieją i stracą kilka tysięcy Kowalskich których trzeba będzie spuścić z energetycznej smyczy a jeszcze zająć się okruchami energii która muz zostanie, toż to skandal w takiej praworządnej rzeczypospolitej jakieś wolności obywatelom???  rozwiń
  • Ja, 2015-06-23 20:04:59

    Ja protestowałem przeciwko farmie wiatrowej obok mojego rodzinnego gospodarstwa rodzinnego i to nie z tego powodu, że krowy przestaną dawać mleko. Na początku nie byłem przeciwko inwestycji, a nawet byłem jej zwolennikiem. W pewnym momencie okazało się jednak, że zamiast 19 elektrowni z dala od domó...w, ma ich powstać 36 gęsto upchniętych pomiędzy wsiami. Wyszło to na jaw na kilka dni przed głosowaniem w tej sprawie przez radnych. Wcześniej nikt tego nie konsultował z mieszkańcami. Wszystko było ukrywane w tajemnicy. Poszedłem na zebranie, na którym okazało się, że nikt nie jest mi wstanie odpowiedzieć na kilka prostych pytań: 1. Jakie będą dochody dla gminy w związku z inwestycją? 2. Kto decydował o położeniu elektrowni? 3. Skoro projekt studium przewiduje ustanowienie strefy, w której nie można budować nowych domów, ze względu na hałas, to co z tymi które już istnieją? 4. Ile domów położonych jest w takich strefach i ilu ludzi w nich mieszka? 5. Ile osób straci możliwość zabudowy swoich działek i przewiduje się wypłatę odszkodowań z tego tytułu? 6. Kto płacił za ekspertyzy - środowiskową i skutki zmian w planie? Było jeszcze kilka pytań, ale na żadne z nich nie otrzymałem odpowiedzi. Radni nie znali żadnych szczegółów na 3 tygodnie przed głosowaniem, które miało zdecydować o najbliższych 30 latach gminy. Później okazało się, że wiatraki miały stać między innymi na działkach radnych, że gmina otrzymałaby netto nie 7 mln ale 880 tys. zł rocznie i kwota ta by z roku na rok malała. Powiedźcie o tym, a nie naśmiewacie się z protestujących. W sprawie budowy elektrowni wiatrowych w Polsce nie ma żadnej debaty a ludzi traktuje się jak ciemnotę. Nie dziwię się że protestują. Po prostu nie chcą aby ich ktoś oszukał. Jak ktoś chce poczytać więcej o protestach w mojej gminie może poczytać w serwisie fajslawice24.pl/farmy wiatrowe  rozwiń