Dlaczego samorządy boją się OZE?

Czy krowy naprawdę mogą przestać dawać mleko? A może jednak OZE to naprawdę dojna krowa?
Dlaczego samorządy boją się OZE?
Wykorzystanie odnawialnych źródeł energii może być szansą na wyrównanie warunków rozwoju obszarów wiejskich – uważa dr Wojciech Szymalski z Instytutu na Rzecz Ekorozwoju.

Samorządowcy chętnie inwestowaliby w odnawialne źródła energii (OZE), zwłaszcza w farmy wiatraków, bo dają one spore wpływy do budżetu. Obawiają się jednak protestów mieszkańców przekonanych, że kręcące się śmigła powodują, że krowy przestają dawać mleko i szwankuje ludzka psychika.

Siła wiatru

– Wykorzystanie odnawialnych źródeł energii może być szansą na wyrównanie warunków rozwoju obszarów wiejskich – uważa dr Wojciech Szymalski z Instytutu na Rzecz Ekorozwoju.

Jest tam wiele różnorodnych zasobów, które przy innowacyjnym myśleniu stwarzają szerokie i różnorodne możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

– Warto w nie inwestować, gdyż OZE mogą stać się jednym z ważniejszych czynników rozwoju obszarów wiejskich – twierdzi dr Szymalski.

Eksperci są zgodni: rozwój niekonwencjonalnych źródeł energii na wsiach to ważne i korzystne wyzwanie dla gmin, z których większość jest poważnie zadłużona. To dobre źródło dodatkowych dochodów jej mieszkańców i szansa na redukcję deficytu budżetowego.

Źródło biznesu dla rolników

Potencjał ten wciąż nie jest wykorzystany. Obecnie energia odnawialna stanowi zaledwie niecałe 8 proc. mocy wytwarzanej przez konwencjonalne elektrownie. Zgodnie z ustaleniami UE do 2020 r. musimy mieć w kraju 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych.

Już dziś samorządy są największym odbiorcą energii (70 proc.). A będą potrzebowały jej jeszcze więcej. Wydatki na energię będą więc rosły. Tak jednak być nie musi.

– Zwiększenie udziału zielonej energii w krajowym systemie energetycznym, to nie tylko szansa dla rodzimego przemysłu (produkcja urządzeń do wytwarzania energii z OZE), ale także powstanie nowych miejsc pracy, zyskanie przez rolników dodatkowego dochodu, a także poprawa zaopatrzenia wsi w energię – twierdzi Marek Zagórski, prezes Zarządu Fundacji Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej (FEFRWP).

Pieniądze dla aktywnych

Prąd i ciepło ze słońca i biogazu to bezpieczeństwo, a jednocześnie ochrona środowiska. To szansa dla rolnictwa, a dla rolników dobre źródło biznesu. Zwłaszcza w nowej perspektywie finansowej 2014-2020, w której UE przeznaczyła dla aktywnych gmin znaczą pulę pieniędzy.

Na finansowanie działań związanych z wykorzystania odnawialnych źródeł energii, zwiększanie efektywności energetycznej, tworzenie małych instalacji do kogeneracji prądu i ciepła, a także związanych z adaptacją do zmian klimatu jest do wykorzystania 2 mld 600 mln euro. To kilka razy więcej, niż w latach 2007-2013.

Wiatraki są złe

Skoro OZE to same plusy, to dlaczego samorządy niechętnie sięgają po te niekonwencjonalne rozwiązania? Jeszcze do niedawna ważną przyczyną był brak ustawy o odnawialnych źródłach energii. Decydujące jednak znaczenie miał i ma do dziś opór mieszkańców, wyborców lokalnych władz samorządowych.

Najczęściej mieszkańcy protestują przeciw budowie wiatraków. Na mapie portalu stowarzyszenia „Stop wiatkom” wymieniono 594 miejscowości w Polsce, w których odbyły się takie protesty. W większości skuteczne. Przeciwnicy inwestycji w fermy wiatrowe boją się przede wszystkim szumu, infradźwięków, które emitują turbiny oraz tzw. efektu rzucania lodem przez łopaty turbin.

Oliwy do ognia dolał raport Najwyższej Izby Kontroli ogłoszony w 2014 r., który wziął pod lupę budowę farm wiatrowych w Polsce. Okazało się, że czysta energia nie jest wcale taka czysta. Ujawniono wiele nieprawidłowości, m.in., zwrócono uwagę, że mieszkańcy, którym wiatraki budowano pod oknami, nie mieli nic do powiedzenia.

 


KOMENTARZE (5)ZOBACZ WSZYSTKIE

OZE bez dopłat słabo funkcjonują lub nawet wcale nie są w stanie się spłacić. To wciąż raczkująca gałąź przemysłu i nie dziwota, ze umiejący liczyć mają co najmniej wątpliwości. Czy OZE są przyszłością? Oby tak. Nadzieja w tym, że np. powoli nauka zbliża sie do technologii, w której np. produkcja ba...terii słonecznych zaczyna się globalnie zbliżać do bilansu zerowego (dotychczas więcej energii zużywano niż otrzymywano). Budowa i funkcjonowanie wiatraków oraz elektrowni wodnych także budziły i budzą protesty - czasami całkiem zasadne. Brakuje nam RZETELNEJ, uczciwej i globalnej analizy danych (kłania się zasada rachunku ciągnionego, całościowego zysków i strat). Wciąż tylko głosy lobbystów :( rozwiń

Wojciech Banaszak, 2015-06-24 09:53:34 odpowiedz

Problem z wiatrakami to uznaniowość co do zasad lokalizacji. Skoro nie ma prawa i norm bezpiecznej dla ludzi i środowiska lokalizacji turbin wiatrowych no to inwestycję przeprowadzi ten kto da więcej i wie gdzie dać i co zasponsorować i jakie informacje ukryć. Wypowiedzi Kuklińskiego jako lobbysty w...iatrakowego nie są miarodajne, będzie bronił tych idei bo mu za to płacili i wciąż płacą.
To prawo krajowe powinno ustalić strefy ochronne i zasady oceny wpływu na ludzi i środowisko. Tego nie ma i jak wynika z planów PSL na kolejne 8 tysiecy wiatraków, nigdy sie nie pojawią takie przepisy dopóki partie będą podczepione do tych maszynek do dojenia społeczeństwa. Wiadomość pozytywna - samorząd woj. warm-mazurskiego uchwalił plan wojewódzki w którym ustalono minimalną strefę bezpieczeństwa dla turbin wiatrowych na 2 km. Przy takim ustaleniu można rozpocząć dyskusje o detalach, szczegółowych badaniach i konsultacjach społecznych, etc.
To my tu mieszkamy i żadne podstolikowe działania nie mogą zadecydować o życiu i zdrowiu kilku pokoleń.
Kolejna wiadomość - rząd brytyjski odciął dofinansowanie dla 2500 planowanych turbin wiatrowych.
Co do finansowych korzyści należy dodać, że z wpływów od wiatrakó gminie po odliczeniu strat w subwencji wyrównawczej pozostaje około 15-20% czyli z planowanego miliona zł zostaje na czysto około 150 tys. i to za takie pieniądze chcecie dewastować swoje życie i przyszłość.
Dodam tylko, że obliczony w USA i Niemczech wieloletni bilans energetyczny i ekonomiczny dla tysiecy turbin wiatrowych wyniósł 0%. Wiatrak ma sprawność około 15% mocy nominalnej do tego trzeba dobudować na koszt społeczny linie przesyłowe i kolejne enlektrownie konwencjonalne do bilansowania niestabilnej mocy z wiatraków.
Ale o tym sie nie mówi, najlepiej ośmieszać i dyskredytować - protestującego chłopa co to mu nie zapłacili więc protestuje.
Wiedza na temat oddziaływania wiatraków jest ogromna ale skrzętnie ukrywana, nawet ministerstwo środowiska posiada własne badania z których wynika, że powinna byc zachowana odlegość minimalna ok 2 km. Dlaczego zabroniono ich ujawnienia, to jest otwarte pytanie do partii i rządu, odpowiedź jest prosta, ustalenie sensownej strefy ochronnej nawet 1,5 km od zabudowy mieszkaniowej uniemożliwi budowę jakiejkolwiek farmy wiatrowej w Polsce. Robi się więc wszystko aby udowodnić że nie ma problemu tylko chłop nie dostał kasy. Tu jest obawa przed brakiem kasy ale dla przemysłu wiatrakowego w Danii, Niemczech i Hiszpanii. Mam nadzieję, że się ta dezynwoltura wkrótce skończy.
Jakoś o skierowanie pieniędzy do Kowalskiego na energetykę prosumencką nie było zachwytów, larum sie podniosło bo korporacje zbiednieją i stracą kilka tysięcy Kowalskich których trzeba będzie spuścić z energetycznej smyczy a jeszcze zająć się okruchami energii która muz zostanie, toż to skandal w takiej praworządnej rzeczypospolitej jakieś wolności obywatelom???
rozwiń

diament, 2015-06-24 05:34:47 odpowiedz

Ja protestowałem przeciwko farmie wiatrowej obok mojego rodzinnego gospodarstwa rodzinnego i to nie z tego powodu, że krowy przestaną dawać mleko. Na początku nie byłem przeciwko inwestycji, a nawet byłem jej zwolennikiem. W pewnym momencie okazało się jednak, że zamiast 19 elektrowni z dala od domó...w, ma ich powstać 36 gęsto upchniętych pomiędzy wsiami. Wyszło to na jaw na kilka dni przed głosowaniem w tej sprawie przez radnych. Wcześniej nikt tego nie konsultował z mieszkańcami. Wszystko było ukrywane w tajemnicy. Poszedłem na zebranie, na którym okazało się, że nikt nie jest mi wstanie odpowiedzieć na kilka prostych pytań: 1. Jakie będą dochody dla gminy w związku z inwestycją? 2. Kto decydował o położeniu elektrowni? 3. Skoro projekt studium przewiduje ustanowienie strefy, w której nie można budować nowych domów, ze względu na hałas, to co z tymi które już istnieją? 4. Ile domów położonych jest w takich strefach i ilu ludzi w nich mieszka? 5. Ile osób straci możliwość zabudowy swoich działek i przewiduje się wypłatę odszkodowań z tego tytułu? 6. Kto płacił za ekspertyzy - środowiskową i skutki zmian w planie? Było jeszcze kilka pytań, ale na żadne z nich nie otrzymałem odpowiedzi. Radni nie znali żadnych szczegółów na 3 tygodnie przed głosowaniem, które miało zdecydować o najbliższych 30 latach gminy. Później okazało się, że wiatraki miały stać między innymi na działkach radnych, że gmina otrzymałaby netto nie 7 mln ale 880 tys. zł rocznie i kwota ta by z roku na rok malała. Powiedźcie o tym, a nie naśmiewacie się z protestujących. W sprawie budowy elektrowni wiatrowych w Polsce nie ma żadnej debaty a ludzi traktuje się jak ciemnotę. Nie dziwię się że protestują. Po prostu nie chcą aby ich ktoś oszukał. Jak ktoś chce poczytać więcej o protestach w mojej gminie może poczytać w serwisie fajslawice24.pl/farmy wiatrowe rozwiń

Ja, 2015-06-23 20:04:59 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE