Doczekaliśmy się: spalarnie i drogie śmieci powodują konflikty między gminami

  • Piotr Toborek
  • 01-03-2017
  • drukuj
• Toruń i Bydgoszcz idą do sądu, bo zdaniem bydgoszczan, sąsiedzi dostarczają zbyt mało odpadów do tamtejszej spalarni, Gdynia i Sopot wycofują się ze wstępnych zobowiązań dostarczania odpadów do planowanej spalarni w Gdańsku, wojewoda blokuje spalarnię w Warszawie. Spierają się gminy zrzeszone w związkach w Olsztynie, Poznaniu i Białymstoku.

• Im bardziej rosną opłaty za śmieci, tym trudniej dogadać się samorządowcom.
Doczekaliśmy się: spalarnie i drogie śmieci powodują konflikty między gminami
Spalarnia odpadów w Krakowie (fot. spalarnia.krakow.pl)

Różnica – około 20 tysięcy ton – to zdaniem strony bydgoskiej wynik postawy miasta Toruń, która dostarcza mniej odpadów, niż obiecała.

Spór o śmieci trwa już kilka miesięcy i nie udało się go rozwiązać. Dzisiaj wygląda na to, że włodarze obu miast spotkają się w sądzie. – Jak zawsze, gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze – mówi dr Barbara Kozłowska i tłumaczy:

– Na przykładzie Torunia i Bydgoszczy można zaobserwować, jak ten problem wygląda. Toruń miał już wcześniej dobrze zorganizowany system odzysku i ten recykling był tam wysoki, a to są konkretne korzyści finansowe. Nie przypuszczam, by Toruń nie chciał oddać odpadów niskokalorycznych, ale te, które mogą być jeszcze poddane procesowi recyklingu, sobie wybiera. I myślę, że Bydgoszcz jest niezadowolona z tego powodu, że Toruń nie chce przywozić odpadów wysokokalorycznych, a te wysokokaloryczne to papier czy tworzywa – czyli z kolei to, z czego gmina się musi rozliczyć. I w tym właśnie tkwi problem.

Zdaniem Marka Golenia, problemem jest to, że spalarnie konkurują o strumień odpadów z RIPOK-ami stosującymi mechaniczno-biologiczne przetwarzanie, a tak być nie może.

– To zostało postawione na głowie, bo nabudowaliśmy mnóstwo instalacji MBP ze zbyt wielką mocą przekraczającą już ilość wytwarzanych odpadów, a do tego jeszcze budujemy spalarnie, które też sięgają po ten sam strumień – mówi ekonomista.

Problem ze śmieciami jest także w Białymstoku. Większość gmin wokół stolicy regionu, które miały w białostockiej spalarni spalać swoje śmieci, szuka rozwiązań na własną rękę. Jak tłumaczą, ceny w spalarni są zaporowe. Tym samym Białystok musi dopłacać do funkcjonowania zakładu.

Dzieje się tak, mimo że przed budową spalarni wszystkie gminy wchodzące w skład aglomeracji białostockiej podpisały umowę, w której zobowiązały się do spalania swoich śmieci w zakładzie.
Żadna z nich nie wypowiedziała co prawda umowy zawartej jeszcze w 2010 roku, ale umowy podpisywano w innej rzeczywistości prawnej, dzisiaj gminy przejęły obowiązek kontroli nad odpadami, muszą dbać o bilans ekonomiczny i wywiązywać się z norm recyklingowych.

Na razie nie wiadomo, jak skończy się spór w Białymstoku, może tak jak w Bydgoszczy, czyli w sądzie?

Podobny problem mieli również samorządowcy w Poznaniu. Tam także JST zrzeszone w GOAP nie są zadowolone z tego, że muszą „utrzymywać” spalarnię.

Wójtowie i burmistrzowie podpoznańskich gmin należących do GOAP jesienią ub. roku długo nie mogli dojść do porozumienia w sprawie opłat za dostarczanie śmieci do nowej spalarni. Jakoś się jednak (pod presją jeszcze większych problemów) dogadano sie – co oznacza przystanie na podwyżkę narzuconą przez spalarnię (z 221 do 300 zł za tonę). Czy to jednak rozwiązanie problemu? Członkowie GOAP-u muszą teraz wymyślić, gdzie znaleźć pieniądze na pokrycie rosnących kosztów. Najłatwiejszym wyjściem byłaby oczywiście podwyżka opłat dla mieszkańców.

A tymczasem, jak mówi Marek Goleń, spalanie właśnie dlatego, że jest najdroższe, powinno być marginalizowane. – Pytanie tylko, co zrobić, żeby jak najtaniej zagospodarować tę frakcję kaloryczną, której zakaz spalania obowiązuje od roku? Swoją drogą, jak twierdzą organizacje ekologiczne, ten zakaz jest niewykonalny i był niepotrzebnie lobbowany. On nie był koniecznością narzuconą przez UE – mówi.

 


KOMENTARZE (16)ZOBACZ WSZYSTKIE

Panie Goleń, co Pan opowiada...

przynajmniej 15 procent zmieszanych ubędzie choćby tylko z tytułu wyjęcia odpadów kuchennych, dalej są rosnące wymogi dotyczące surowców wtórnych, nie wszystkie się dobrze palą, choćby szkło, ale przez najbliższe 3 lata co roku mamy ich zbierać o 10 pun
...któw procentowych więcej. Znów po prostu ubędzie nam odpadów zmieszanych – wylicza nasz rozmówca.

Co z tego? Przecież szkło w spalarni tez nie jest spalane! Wiec jaki związek? Co z tego ze wyjmujemy szkło źr zmieszanych?
rozwiń

Pawelec T., 2017-03-06 16:38:33 odpowiedz

Jakie egzekwowanie zakazu spalania frakcji kalorycznej? chyba SKŁADOWANIA!?

B, 2017-03-06 16:36:37 odpowiedz

Do Urzędu Miasta w Poznaniu weszli kontrolerzy NIK. Mieszkańcy zaniepokojeni wielomilionowymi stratami w GOAP,inwestycji Biogazowni oraz działalnościa i rozliczeniami Spalarni,gdzie brakuje wsadu do spalenia,czekaja z niecierpliwościa na wyniki inspekcji.. Liczymy,że NIK skorzysta przy swoich bad...aniach z pomocy niezależnych ekspertów,.których nazwiska pojawiaja sie m.in. czesto w Portalu Samorządowym. Mamy prawo wiedzięc kto odpowiada za ten cały bałagan i liczymy na podanie do publicznej wiadomości kiedy w całej gospodarce odpadami zakończy się proces wielkiego eksperymentu za pieniądze podatnika. . rozwiń

Oburzony poznaniak, 2017-03-05 14:39:49 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE