Drony pasażerskie i kolej w tunelach ciśnieniowych w polskich miastach?

Zdaniem prof. Dariusza Jemielniaka z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie za 20 lat samochody będą dominującą formą transportu. Wśród alternatyw wymienia automatyczne drony pasażerskie dla miast czy kolej w tunelach niskiego ciśnienia.
Drony pasażerskie i kolej w tunelach ciśnieniowych w polskich miastach?
Po przekroczeniu pewnej masy krytycznej należy się spodziewać, że będzie rosła presja na to, aby zakazać ludziom kierowania pojazdami w ruchu publicznym - uważa Dariusz Jemielniak (fot.pixabay.com)

• Już za 10-20 lat w pełni autonomiczne pojazdy będą na naszych ulicach normalnym widokiem. Własny samochód będzie zaś ekstrawagancją bogaczy – przewiduje prof. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

• Alternatywą będą drony pasażerskie dla miast czy kolej w tunelach niskiego ciśnienia.

• Jego zdaniem w tym momencie należy skupić się przede wszystkim na doprowadzeniu do powszechnej akceptacji autonomicznych pojazdów, zarówno, jeśli chodzi o samochody ciężarowe, jak i osobowe.

Według badacza, dużej zmianie mogą ulec nawet nasze poglądy na temat posiadania własnego pojazdu. "Choć wielu osobom trudno wyobrazić sobie życie bez własnego pojazdu, który w dodatku w Polsce ma istotną rolę statusową, trzeba pamiętać, że podobnie mówiono np. o kamerdynerach" - mówi prof. Jemielniak, ekspert od zarządzania międzynarodowego i badań internetu. "Ponieważ powszechne będą także autonomiczne taksówki, jest wielce prawdopodobne, że posiadanie samochodu będzie jedynie ekstrawaganckim luksusem dla bogatych" - dodaje.

Wyraża przy tym wątpliwość, czy za 20 lat samochody będą dominującą formą transportu. Wśród alternatyw wymienia automatyczne drony pasażerskie dla miast czy - w przypadku większych odległości - kolej w tunelach niskiego ciśnienia.

Czytaj też: Będą ulgi i dopłaty do kupna samochodów na prąd?

Czy jednak tak wielkie zmiany w transporcie spotkają się z akceptacją społeczeństwa? Badacz z Akademii Leona Koźmińskiego podkreśla, że nie jest ono jednorodne; napotkamy w nim zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników nowej technologii.

"Wielu ludzi nie będzie chciało rozstać się z prowadzeniem samochodu, pomimo racjonalnych oczywistych przewag bezpieczeństwa. Tym niemniej przejście będzie stosunkowo płynne, bo już obecnie nowocześniejsze pojazdy zawierają silne wspomaganie kierowcy" - ocenia badacz.

Zanim jednak będziemy postawieni przed ostatecznym wyborem pomiędzy autonomicznym samochodem osobowym a samodzielnym prowadzeniem pojazdu, do ruchu wejdą autonomiczne ciężarówki. "W związku z tym należy spodziewać się, że akceptacja społeczna, nawet pomimo oczywistych okazjonalnych histerii w przypadku nieuniknionych wypadków z udziałem maszyn, będzie szybko rosła" - przewiduje prof. Jemielniak.

Badacz spodziewa się wręcz, że w pewnym momencie podejście większej części społeczeństwa do autonomicznych pojazdów ulegnie ogromnej zmianie.

"Po przekroczeniu pewnej masy krytycznej należy się spodziewać, że będzie rosła presja na to, aby zakazać ludziom kierowania pojazdami w ruchu publicznym" - uważa Jemielniak.

Na razie jednak rządy wielu krajów przyglądają się tematyce autonomicznych pojazdów i wyrażają wątpliwości związane z ich rozwojem, zwłaszcza przed osiągnięciem pełnej automatyzacji jazdy. W opublikowanym 15 marca raporcie Science and Technology Committee brytyjskiej Izby Lordów czytamy między innymi o ryzyku związanym z tzw. trzecim poziomem automatyzacji - czyli sytuacji, w której pojazd może jechać samodzielnie np. na autostradach, lecz człowiek musi być zawsze gotowy na przejęcie kontroli. Brytyjscy prawodawcy obawiają się, że może to uśpić czujność kierowcy-człowieka i opóźnić jego reakcje.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.