Jarosław Jóźwiak staje przed komisją weryfikacyjną

Spodziewam się, być może naiwnie, że były wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak, powie przed komisją weryfikacyjną prawdę - podkreślił członek komisji Paweł Lisiecki (PiS). Jego zdaniem Jóźwiak może posiadać dużą wiedzę ws. reprywatyzacji.
Jarosław Jóźwiak staje przed komisją weryfikacyjną
Prawa reprywatyzacji w Warszawie jest ciągle rozwojowa. (fot. Shuttterstock)

• Trwa dyskusja na temat zmiany sankcji za niestawienie się przed komisją.

• Hanna Gronkiewicz-Waltz może zostać ukarana kolejną grzywną.

• Dziś może też zapaść niezwykle ważne orzeczenie NSA.

Komisja weryfikacyjna zbada 5 października sprawy trzech nieruchomości na pl. Defilad w Warszawie, a jako świadka przesłucha m.in. byłego wiceprezydenta stolicy Jarosława Jóźwiaka. Rozpatrzy też odwołania ws. nieruchomości d. Chmielna 70, od której w 2016 r. zaczęło się wyjaśnianie afery reprywatyzacyjnej.

"Spodziewam się, być może naiwnie, że pan Jóźwiak powie prawdę. Myślę, że ma on dużą wiedzę nie tylko z racji tego, że był wiceprezydentem Warszawy, ale również dlatego, że był pełniącym obowiązki wicedyrektora gabinetu Hanny Gronkiewicz-Waltz od 2006 roku" - powiedział Lisiecki na konferencji prasowej w Sejmie.

Jak zaznaczył, przez ręce Jóźwiaka, "musiało przechodzić wiele dokumentów". "Był prawdopodobnie wysyłany do wielu kwestii ważnych dla pani prezydent Gronkiewicz-Waltz, a myślę, że kwestia reprywatyzacji od samego początku była kwestią ważną" - stwierdził Lisiecki.

Dodał, że są wątpliwości ws. reprywatyzacji nieruchomości, którymi w czwartek będzie się zajmować komisja. "Są wątpliwości czy m.st. Warszawa sprawdziło, czy za daną działkę nie zostało wypłacone odszkodowanie przez rząd PRL. To stawia pod znakiem zapytania ewentualną zasadność decyzji zwrotowych wydanych przez urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz" - zauważył.

Dopytywany, czy komisja weryfikacyjna zamierza podnieść karę grzywny nakładaną na prezydent Warszawy za niestawienie się na przesłuchaniach Lisiecki odparł: "Jeżeli pani prezydent nie stawi się na komisję, to komisja będzie musiała rozważyć jej ukaranie".

W ocenie innego członka komisji, Jana Mosińskiego (PiS), Hanna Gronkiewicz-Waltz "od samego początku prowokuje komisję do tego, aby być może podejmować bardziej rygorystyczne kroki". "Dzisiaj być może przy nieobecności Hanny Gronkiewicz-Waltz, komisja tak postąpi sięgając po grzywnę w wysokości do 10 tys. zł" - oświadczył.

Dodał, że obecnie wśród jej członków trwają "niezobowiązujące dyskusje", co zrobić, gdy świadek nie stawia się na rozprawę. "Mamy przeświadczenie, że w niedługim czasie mogą pojawić się świadkowie z grubym portfelem. Uważam, że 3 tys. nie zrobi na nich wrażenia. Zapłacą nawet 100 tys. broniąc swoich wielomilionowych interesów. Stąd dyskusja, czy nie podnieść grzywny lub stosować inne środki, by dowieść prawdy" - mówił.

"Nie chciałbym, żeby to było personifikowane na linii komisja-Hanna Gronkiewicz-Waltz, bo tak nie jest" - zaznaczył.

Naczelny Sąd Administracyjny zbada 5 października pierwsze cztery wnioski prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego, czy decyzje reprywatyzacyjne wydaje prezydent miasta, czy komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji.

Mosiński, odnosząc się do tej sprawy, ocenił że "nie przewiduje innego rozstrzygnięcia NSA, jak takiego, które przyzna rację komisji weryfikacyjnej, a nie prezydent Warszawy". Dodał, że jeżeli będzie inaczej, to członkowie komisji "będą się nad tym zastanawiać".

Poseł, dopytywany, odniósł się też do pisma, jakie Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, skierował do przewodniczącego komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego 29 września. Bodnar podkreślił w swoim wystąpieniu, że do jego biura wpływają skargi od osób fizycznych wzywanych w różnym charakterze na rozprawy komisji weryfikacyjnej. "Przedmiotem tych skarg są przede wszystkim zarzuty dotyczące niedochowywania przez organ prowadzący postępowanie, standardów przesłuchiwania osób wzywanych na posiedzenia komisji weryfikacyjnej" - napisał.

Mosiński ocenił, że Jaki odpowie na pismo RPO. Zaznaczył jednocześnie, że Bodnar nie miał podstaw do tego, by takie pismo skierować.

Z kolei w ocenie Lisieckiego, RPO ujmuje się w za tymi, którzy "naginali prawo, a powinien za tymi, których prawa były łamane".

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE