PARTNER PORTALU
  • BGK

Mandatem w gapowicza. Polskie miasta są coraz bardziej bezwzględne

  • Michał Wroński    26 marca 2018 - 06:00
Mandatem w gapowicza. Polskie miasta są coraz bardziej bezwzględne
W Warszawie jazda bez ważnego biletu kosztuje 186,2 zł (jeśli opłata zostanie uregulowana w ciągu 7 dni) lub 266 zł (jeśli zapłaci się mandat po tym terminie). (fot. ZTM Warszawa)

Ile trzeba zapłacić za jazdę bez biletu w polskich miastach? Sprawdziliśmy. Np. radni Szczecina postanowili wypowiedzieć wojnę gapowiczom. W marcu w stolicy województwa zachodniopomorskiego wszedł w życie nowy taryfikator kar za jazdę bez biletu. Z porównania, jakie przeprowadziliśmy w pozostałych miastach wojewódzkich, wynika, że szczeciński taryfikator jest nie tylko nowy, ale też najsurowszy. Kary za jazdę bez biletu lub doprowadzenie do zatrzymania miejskiego autobusu są tam wyższe aniżeli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy jakimkolwiek innym mieście wojewódzkim w Polsce.




  • Wśród miast wojewódzkich najwyższe kary za jazdę bez biletu są w Szczecie, Olsztynie, Poznaniu, Bydgoszczy, Białymstoku, Łodzi i Warszawie.
  • Najniższe stawki mandatów obowiązują natomiast w Zielonej Górze i Toruniu. Tam przy szybkim zapłaceniu mandatu można się zmieścić w 100 złotych.
  • Za niezapłacone przez gapowiczów mandaty można by spokojnie kupić kilkadziesiąt tramwajów.

– Przypominamy, że jazda na gapę jest kradzieżą i najważniejsze jest uświadomienie sobie, że bilet kupuje się nie ze strachu przed mandatem, a ze względu na obowiązek i prawo – argumentują szczecińscy urzędnicy.

Powołują się też na statystyki, z których wynika, że 90 proc. osób złapanych za jazdę bez biletów i opłacających swoją karę, robi to w ciągu pierwszych 7 dni. Patrząc na stawki opłat, trudno się temu dziwić – różnica w wysokości mandatu spłaconego w ciągu tygodnia a po tym terminie wynosić będzie teraz 200 złotych (w tym pierwszym przypadku zapłacą 200 zł, w tym drugim 400 zł). Dla porównania – w Olsztynie (drugie miejsce w tym zestawieniu) kara za podróż bez biletu wynosi 300 zł, zaś w Poznaniu, Bydgoszczy, Białymstoku, Łodzi czy Warszawie jeśli ktoś nie zdąży uregulować mandatu w ciągu tygodnia, to później musi zapłacić powyżej 250 zł.

Oczywiście wysokość kar a ich egzekucja oraz faktyczne wychwytywanie gapowiczów to dwie różne sprawy. Ile pieniędzy „ucieka” organizatorom transportu za sprawą gapowiczów, których nie udało się złapać za rękę – tego nikt nigdy nie policzył.

Wiadomo natomiast, że wiosną ubiegłego roku tylko do jednego rejestru dłużników BIG InfoMonitor wpisanych zostało niemal 35 tysięcy pasażerów złapanych na jeździe bez ważnego biletu. Ich łączny dług przekraczał 27 mln zł (rekordzistką w tym gronie była mieszkanka województwa pomorskiego, która miała do zapłacenia ponad 58 tys. zł). Z kolei pod koniec zeszłego roku Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej podał, że wpisani do niego gapowicze zalegają ze spłatą 354,5 mln zł (za taką kwotę można by kupić kilkadziesiąt nowych tramwajów). 

- Statystyczny gapowicz to nie uczeń lub student, który nie kasuje biletu, żeby zaoszczędzić na kieszonkowym. Ponad połowa z tych, którzy są notowani w Krajowym Rejestrze Długów, ma między 26 a 45 lat. I kliku wierzycieli na głowie z olbrzymim długiem - mówił wtedy Andrzej Kulik, szef departamentu analiz rynkowych i komunikacji KRD.





REKLAMA




×
KOMENTARZE (1)

  • komuna, 2018-03-26 20:44:00

    mentalność komunistyczna siedzi głęboko w samorządowych głowach