Michał Beim o kartach miejskich: to rozwiązanie się nie sprawdziło

  • Michał Wroński
  • 30-10-2017
  • drukuj
O tym, czy karty miejskie sprawdziły się w polskich realiach, rozmawiamy z Michałem Beimem, byłym członkiem zarządu PKP, ekspertem Instytutu Sobieskiego ds. miasta i transportu.
Michał Beim o kartach miejskich: to rozwiązanie się nie sprawdziło
Zdaniem Michała Beima poznańska PEKA okazała się sukcesem. Takie przypadki stanowią jednak mniejszość. (fot. poznan.pl)

• Karty miejskie mają w praktyce dużo mniej zastosowań, niż miały mieć – wskazuje Michał Beim.

• Wytyka też samorządom, że nie powiązały wdrożenia karty miejskiej z atrakcyjną taryfą.

• W efekcie wdrożenie karty miejskiej w wielu przypadkach nie przyniosło pasażerom żadnych realnych korzyści, a czasem wręcz dodatkowe obowiązki.

 

Twierdzi pan, że karty miejskie się nie sprawdziły. Skąd taka diagnoza?

– Ponieważ w większości polskich miast karty mają realnie dużo mniej zastosowań, aniżeli miały mieć, sądząc po tym, co zapowiadano. Przypomnę, że miały one zastępować kartę bankomatową, a tymczasem statystyki mówią, że to jest margines ich zastosowania. Miały być ponadto kartą biblioteczną, szkolną, a także dotyczyć wielu innych usług, oferowanych przez gminy, czy – jak na Śląsku – województwa. W Poznaniu kartą PEKA nie da się zapłacić na większości parkomatów. W momencie zaś, gdy za parkomat można zapłacić gotówką, to uczynienie z karty systemu, będącego monopolem na usługi miejskie w transporcie publicznym – przy bardzo wysokich karach za jazdę na gapę – spowodowałoby większe zainteresowanie jazdą samochodem.

Czytaj: Poznań: posiadacze kart PEKA zapłacą mniej za rower miejski

Czyli karty były wdrażane jako rozwiązanie uniwersalne, a w praktyce są tylko biletem komunikacji miejskiej?

– Tak, i to ułomnym. Spójrzmy na kolej, która na całym świecie bardzo mocno rozwija system kodu QR. Odczytywanie biletów polskich, francuskich czy niemieckich jest w tym momencie tylko kwestią dogadania się między przewoźnikami kolejowymi w kwestii udostępnienia algorytmu do deszyfrowania i dostępu do bazy danych. To jest uniwersalne rozwiązanie. W przypadku karty miejskiej to tak nie działa – nie da się np. Śląską Kartą Usług Publicznych zapłacić w Poznaniu. Dlatego też coraz częściej ludzie wolą płacić zwykłą kartą kredytową, odchodząc od karty miejskiej. Tak się dzieje obecnie np. w Londynie. Drugą rzeczą, która dobija karty miejskie w Polsce, jest brak pomysłu na jakąś ciekawą taryfę. Akurat Poznań zakończył projekt karty miejskiej sukcesem, ale tylko dlatego, że połączył ją z bardzo atrakcyjną taryfą biletową, tj. przejechanie pierwszego przystanku kosztuje 60 groszy, a każdy kolejny jest już trochę tańszy. Generalnie te bilety są dużo tańsze niż analogiczne bilety czasowe. To się sprawdziło. Poznań też po zmianie władzy w ostatniej chwili wycofał się z pomysłu likwidacji biletów papierowych. One nadal cieszą się dużą popularnością wśród użytkowników, którzy okazjonalnie korzystają z transportu publicznego. Umożliwiają bowiem pewną elastyczność i to, że miasto zrezygnowało z demontażu tradycyjnych kasowników, spowodowało, że ten system wrócił do normy.

Czytaj: Transport publiczny: papierowe bilety odchodzą do lamusa

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE