Miejski przewoźnik pozyskał 3,5 mln zł z mandatów od gapowiczów

Ok. 3,5 mln zł z mandatów za jazdę bez biletu pozyskało łódzkie MPK w 2014 r. Dzięki skomputeryzowaniu systemu windykacji i kierowaniu pozwów do sądu elektronicznego miejski przewoźnik zwiększył skuteczność w ściganiu swoich dłużników.
Miejski przewoźnik pozyskał 3,5 mln zł z mandatów od gapowiczów
fot.sxc.hu

W 2014 r. łódzkie MPK wyposażyło swój zespół windykacyjny w programy komputerowe, które umożliwiły sprawniejsze kierowanie pozwów do sądu przeciwko dłużnikom, którzy nie zapłacili mandatów za jazdę bez biletów.

"Wcześniej prowadziliśmy działania w +zwykłych+ sądach i posługiwaliśmy się papierowymi pozwami, co pozwalało nam na przygotowanie miesięcznie ok. 100 pozwów przeciwko dłużnikom. Po skomputeryzowaniu windykacji generujemy miesięcznie ok. 2 tys. pozwów. Nieuchronność kary robi wrażenie na naszych dłużnikach - coraz więcej z nich zgłasza się z prośbą o rozłożenie kary na raty" - podkreślił na wtorkowej konferencji prasowej kierownik działu obsługi klienta Witold Ławiński.

Zakupiony w ub. roku przez MPK tzw. panel sądowy umożliwia złożenie do sądu elektronicznego dużej liczby pozwów. Jak wyjaśniła specjalistka z działu windykacji Katarzyna Bielska, sąd elektroniczny nie wymaga uzupełniania dokumentacji - co wcześniej było częste. Cała procedura odbywa się w szybki i prosty sposób. W ciągu 7-30 dni można spodziewać się nakazu zapłaty.

"W praktyce po 2-3 miesiącach od skierowania pozwu mamy prawomocny wyrok na gapowicza i możemy skierować sprawę do komornika. Wcześniej cała procedura zajmowała ok. pół roku. System umożliwia nam też wpisywanie dłużników - z długiem powyżej 200 zł - do Krajowego Rejestru Długów" - dodała.

W 2014 r. MPK wysłało do e-sądu ponad 16,8 tys. pozwów. Ściągalność kar wynosi ok. 30 proc., ale - zdaniem pracowników spółki - wpływy wzrastają z miesiąca na miesiąc. Coraz więcej dłużników zgłasza się do spółki z prośbą o rozłożenie należności na raty - jest to sposób na wstrzymanie działań sądowych i komorniczych.

Jazda bez ważnego biletu komunikacji miejskiej kosztuje w Łodzi 70 zł - pasażer zapłaci tyle, gdy zdecyduje się na uregulowanie kary w ciągu siedmiu dni od jej nałożenia. Po upływie tygodnia kara rośnie do 200 zł. Po kolejnych 2-3 miesiącach, gdy sprawa kierowana jest do komornika, należność może wzrosnąć nawet do 800 zł. Mimo to jedynie 20 proc. gapowiczów decyduje się na zapłacenie najniższej kary.

Gdy pasażer zostanie kilkakrotnie przyłapany bez biletu, dział windykacji może skierować do sądu pozew łączony. Rekordzistka, która ma na koncie kilkanaście mandatów, jest winna MPK ok. 3 tys. zł. Razem z kosztami komorniczymi należność wyniesie ok. 5 tys. zł.

Zdaniem Ławińskiego w ciągu ostatniego roku liczba mandatów za jazdę bez biletu nie zwiększyła się i wyniosła - podobnie jak w 2013 r. - ok. 120 tys. rocznie. W tym roku MPK przewiduje natomiast dalszy wzrost skuteczności windykacji kar. "Będziemy odzyskiwać pieniądze, które obecnie są wciąż w postępowaniach sądowych i komorniczych" - wyjaśnił.

Łódzkie MPK dwa lata temu zrezygnowało z usług podwykonawców zajmujących się kontrolą biletów. Jak poinformował kierownik sekcji kontroli biletów Mirosław Michalak, wszyscy zatrudniani przez MPK kontrolerzy legitymują się średnim wykształceniem; są wśród nich także studenci i osoby z wyższym wykształceniem. Kontrolerzy odbywają szkolenia, mogą konsultować się z zatrudnianym przez MPK psychologiem, przeszli też testy, sprawdzające ich predyspozycje do tego zawodu.

Ta zmiana - według Michalaka - zaowocowała zmniejszoną liczbą skarg na zachowanie kontrolerów. Z 83 skarg, które wpłynęły w ubiegłym roku, zasadne okazało się tylko 7 proc.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Precedensem jest jednak fakt, iż rajcy łódzcy jako jedyni w kraju (sic!) przyznali sobie przywilej bezpłatnego korzystania z komunikacji miejskiej. A podobno Polska jest państwa prawa i równości wobec niego zgodnie z art. 32 Konstytucji RP :
"1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy ma
...ją prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny." )
Czyli wniosek z tego, że mieszkańcy nie będący radnymi miasta, ani pracownikami łódzkiego MPK-spółki ze 100%-owym udziałem miasta, ani członkami rodzin tychże pracowników oraz policjanci, strażnicy miejscy, posłowie, senatorowie są TRAKTOWANI INACZEJ NIŻ ICH CHLEBODAWCY CZYLI POZOSTALI MIESZKAŃCY MIASTA.
A należy nadmienić, że istnienie radnych miejskich wynagradzane jest z budżetu miejskiego niemało oraz niejednokrotnie zatrudniani sa na różnych stanowiskach w miejskich spółkach. Przynależność polityczna ma tu ogromne znaczenie.

Rozpatrywanie jakichkolwiek skarg przez pracowników MPK będących pracownikami samorządowymi na utrzymaniu podatników jest FARSĄ I FIKCJĄ !!!!
rozwiń

loool, 2015-01-21 10:19:50 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE