Mieszkańcy Gąsek mają prawo protestować

Decyzja o organizacji w gminie Mielno referendum ws. elektrowni jądrowej na tak wczesnym etapie przygotowań do budowy świadczy, że mieszkańcy podjęli już decyzję, iż nie chcą tej inwestycji - ocenia pełnomocnik rządu ds. energetyki jądrowej Hanna Trojanowska.
Mieszkańcy Gąsek mają prawo protestować

W najbliższą niedzielę mieszkańcy gminy Mielno (Zachodniopomorskie) mają wyrazić w referendum opinię co do ewentualnej budowy elektrowni jądrowej w nadmorskiej miejscowości Gąski. To jedna z trzech możliwych lokalizacji, wskazanych przez inwestora siłowni - Polską Grupę Energetyczną.

Czytaj też: Trzy atomowe lokalizacje zostają

"Referendum na tak wczesnym etapie przygotowań inwestorskich, które dopiero miałyby pozwolić określić, czy w Gąskach rzeczywiście może zostać zbudowana elektrownia jądrowa, świadczy o tym, że mieszkańcy już podjęli decyzję i nie chcą jej w gminie" - powiedziała w środę dziennikarzom wiceminister Trojanowska.

"Antycypuję więc wynik dość jednoznaczny. Wydaje mi się jednak, że decyzja o referendum była przedwczesna" - dodała pełnomocnik. Nie było czasu, aby przekazać mieszkańcom rzetelnych informacji, np. o korzyściach, jakie niesie ze sobą taka inwestycja, czy przeprowadzić rzetelną debatę.

"Mieszkańcy mają prawo do tego, żeby określić swoje zdanie co do przyszłej elektrowni jądrowej, ale tak samo mają prawo do pełnej informacji, a tego po prostu im nie zapewniono" - podkreśliła Trojanowska. Zaznaczyła jednocześnie, że nigdzie żadna inwestycja jądrowa nie jest realizowana bez akceptacji społecznej.

Trojanowska zapewniła, że Ministerstwo Gospodarki uwzględni wynik głosowania w dalszych działaniach związanych z rozwojem energetyki jądrowej, traktując je jako ważny głos w debacie publicznej na ten temat.

Pełnomocnik jednocześnie wyraziła nadzieję, że "przy całym poszanowaniu wyniku tego referendum", miejscowe władze i inwestor zechcą jeszcze usiąść do rozmów, "by określić dalszy scenariusz działania". A to inwestor odpowiada za wybór lokalizacji - przypomniała Trojanowska.

Obok Gąsek PGE bierze pod uwagę możliwość wybudowania elektrowni w Choczewie lub Żarnowcu. Trojanowska podkreśliła, że jeżeli mieszkańcy tych miejsc zechcą się wypowiedzieć w referendum, to wcześniej powinni uzyskać informacje i wiedzę na temat sposobu funkcjonowania elektrowni jądrowej.

"Chodzi o korzyści, ale i utrudnienia, jakie ze sobą niesie cały proces inwestycyjny. Każda inwestycja energetyczna to jest ingerencja w ekosystem i mieszkańcy muszą o tym wiedzieć. Ale uważam, że powinni też wiedzieć, jakie korzyści dla regionu niesie taki projekt. To nie tylko miejsca pracy na terenie samej elektrowni, ale i rozwój infrastruktury usługowej" - mówiła pełnomocnik.

Zwróciła uwagę, że na wybrzeżu Costa Dorada w Hiszpanii czy we francuskiej Normandii obiekty jądrowe są dość dużą atrakcją turystyczną.

Trojanowska poinformowała też, że w drugiej połowie marca Ministerstwo Gospodarki startuje z kampanią informacyjną nt. energetyki jądrowej. Jak zaznaczyła, głównym jej elementem będzie zachęcanie obywateli do zapoznania się ze sposobem funkcjonowania obiektów energetyki jądrowej. "Chcemy ją prowadzić w formie debaty, stawiając pytania i udzielając odpowiedzi, zamiast czegoś w rodzaju indoktrynacji czy serwowania gotowych tez" - podkreśliła pełnomocnik.

PGE zakłada, że ostateczną lokalizację elektrowni atomowej poda przed końcem 2013 r., po gruntownym przebadaniu lokalizacji w Gąskach, Choczewie i Żarnowcu. Zgodnie z harmonogramem spółki, budowa miałaby ruszyć z początkiem 2016 r., a pierwszy reaktor miałby zostać uruchomiony przed końcem 2020 r.

Czytaj też: W sprawie elektrowni PGE zachowuje się arogancko 

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU