Mniejsze miasta tracą pasażerów komunikacji

Począwszy od 2009 roku, ustabilizowała się na zbliżonym poziomie liczba osób, korzystających z miejskiej komunikacji zbiorowej. Niestety, nie ma ścisłych danych, także z tego powodu, że w Warszawie na kilku przystankach metra bramki są otwarte i nie ma zliczania liczby pasażerów.
Mniejsze miasta tracą pasażerów komunikacji

Według ostatnich danych Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej, w 2012 roku w miastach przewieziono 3,87 mld pasażerów. To o ponad 3 proc. mniej, niż 10 lat wcześniej. Istotne jest jednak, że od końca minionej dekady popyt ten ustabilizował się właśnie na poziomie ok. 3,9 mld korzystających z przejazdów autobusami, tramwajami i metrem.

Z analiz IGKM wynika, że liczba pasażerów rośnie przeważnie w dużych miastach, liczących ponad 100 tys. mieszkańców, lecz nadal maleje w mniejszych. Powodem takiej odmiennej sytuacji jest swoisty przymus, tj. występowanie w dużych aglomeracjach problemu nadmiernego załtoczenia, korków i braku miejsc parkingowych.

Eksperci IGKM wyróżniają trzy grupy podróżujących: osoby codziennie jeżdżące własnymi samochodami, osoby mające samochody, ale gotowe przesiąść się z nich do środków komunikacji zbiorowej oraz osoby bez samochodów, skazane na nią. Niemal we wszystkich aglomeracjach, może z wyjątkiem śląskiej, gdzie nie ma większych problemów korków ulicznych, właśnie w drugiej grupie coraz więcej osób zostawia auto w domu.

Warunkiem jest jednak dogodny, alternatywny transport publiczny. Właśnie duże miasta w ostatnich latach w większości odnowiły tabor autobusów i tramwajów oraz zreformowały strukturę oferty. Zmieniono marszruty pojazdów, dostosowując rozkłady jazdy i częstotliwość do potoków podróżujących i szczytów przewozów, wprowadzono różne udogodnienia taryfowe.

Nieliczne aglomeracje, jak Warszawa i Poznań, wprowadziły ponadto wspólne karty miejskie, pozwalające na jazdę tym samym biletem w stolicy regionu i okolicach oraz różnymi środkami transportu, także kolejami podmiejskimi. Barierą upowszechnienia takiej integracji jest brak narzędzi prawnych i finansowych, które by nie tylko ją wspomagały, ale wręcz wymuszały.

Tym niemniej, dzięki zmianom organizacyjnym i taborowym, także takie miasta, jak Biała Podlaska, notują co roku wzrost liczby pasażerów o 7 proc., wynika z analiz IGTM.

Rozwój komunikacji zbiorowej to z jednej strony efekt decyzji lokalnych samorządów, a z drugiej - uwarunkowań budżetowych. Właśnie średniej wielkości i małe miasta najczęściej redukują budżety na ten cel, co powoduje likwidację niektórych tras lub zmniejszenie częstotliwości kursowania autobusów, a w konsekwencji - spadek liczby pasażerów i wpływów ze sprzedaży biletów.Odmienną politykę realizują duże miasta, jak np. Zielona Góra i Olsztyn. W pierwszym, na skutek połączenia miasta i gminy, zakłada się, że liczba pasażerów wzrośnie o 10 proc. W Olsztynie buduje się linię tramwajową, która będzie piętnastą w polskich miastach.

W kilku miastach ważą się losy kierunków rozwoju transportu publicznego. Np. władze Płocka rozważają budowę linii tramwajowej, Rzeszów - naziemnej kolei miejskiej, Wrocław i Kraków - budowę metra. Gdynia, Lublin i Tychy nadal rozwijają system transportu trolejbusowego. Warszawa, poza kończoną budową drugiej linii metra, rozważa rozbudowę sieci tramwajów na Wilanów. Jednak jako alternatywa pojawiła się koncepcja tańszego systemu autobusów elektrycznych dużej pojemności, które kursowałby po wydzielonym na drodze pasie ruchu.

Zdaniem ekspertów IGTM, wybory tego typu powinny zależeć nie tyle od głosów publicznych (sondy, referendum), a szczególnie pomysłów samorządowców, zgłaszanych przed zbliżającymi się wyborami. O rozwiązaniach powinny decydować analizy eksperckie i lokalne uwarunkowania.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE