MŚP w gospodarce odpadami przeciw in-house

• Stare przysłowie, które mówi, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta, najwyraźniej nie sprawdza się w gospodarce odpadami.
• Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami podnosi, że w walce o in-house między spółkami komunalnymi, a zagranicznymi koncernami zapomniano o małych prywatnych przedsiębiorstwach.
• Zdaniem ZPGO, na monopolu - czy to w wykonaniu przedsiębiorstw gminnych czy zagranicznych dużych firm, stracą mieszkańcy. Nie zgadza się z tym rząd i JST.
MŚP w gospodarce odpadami przeciw in-house
ZPGO przekonuje, że na monopolu śmieciowym stracą mieszkańcy (fot.pixabay.com)

O tym jak trudno będzie o kompromis w sprawie wprowadzenia formuły zamówień in-house do ustawy o zamówieniach publicznych pokazały ostanie posiedzenia podkomisji sejmowej. Branża gospodarki odpadami, była i jest mocno podzielona.

Walka na słowa i komunikaty

Przypomnijmy, kiedy Ogólnopolski Komitet Protestacyjny przy wsparciu ZPGO zorganizował protest w Warszawie przeciw wprowadzaniu in-house, władze Krajowej Izby Gospodarki Odpadami (organizacji zrzeszającej ponad 120 krajowych przedsiębiorstw gospodarki odpadami głównie o kapitale samorządowym) podały do publicznej wiadomości komunikat, mówiący o tym, że in-house obroni rynek gospodarki odpadami przed „zakusami” zagranicznych koncernów.

W odpowiedzi ZPGO wydał swój komunikat, w którym podkreśla, że w branży zajmującej się gospodarka odpadową działają nie tylko spółki gminne i duże koncerny.

- Istnieje całkowicie mylne przekonanie, iż rynek branży oczyszczania i gospodarki odpadami jest zdominowany przez dwie tylko frakcje: koncerny zagraniczne oraz firmy przygminne. Nic bardziej mylnego, gdyż istnieje trzecia siła z 30-proc. udziałem w rynku i to są właśnie prywatne polskie, często rodzinne, przedsiębiorstwa – podkreśla ZPGO.

Zdaniem związku od jakiegoś czasu świadomie tworzona jest fałszywy obraz branży. Po co?

- To pozwala na fundowanie tezy, iż KIGO musi walczyć z koncernami zagranicznymi, których kosmopolityzm i żądza zysku doszły do ekstremum – sugerują przedstawiciele prywatnych pracodawców. - Jedyne, co chcemy tutaj powiedzieć to: uwaga, jesteśmy i my mamy 30% udziału w rynku. Pomijanie nas - zrzeszonych w ZPGO – jest świadomym prezentyzmem, obliczonym na efekt propagandowy: monopol gminnych spółek obrońcą polskości, wolny rynek to inwazja obcych – czytamy dalej w komunikacie.

Podpisy, petycje i oskarżenia

Przedsiębiorcy zebrali ponad 6 tys. podpisów i wraz z petycją przeciw wprowadzeniu in-house, następnie wręczyli je marszałkowi Sejmu podczas warszawskiego protestu. W szeregach KIGO też miała ruszyć akcja zbierana podpisów.

ZPGO podkreśla, że walczy o konkurencję i równe prawa dla każdego rodzaju działalności na rynku. Nie zostawia też suchej nitki na spółkach komunalnych i ich władzach.

- Czym różnią się przedsiębiorcy od prezesów gminnych spółek? Tym, że przedsiębiorcy wydają na inwestycje swoje pieniądze i ponoszą pełne ryzyko swoich decyzji (aż do bankructwa włącznie), prezesi gminnych spółek zaś wydają pieniądze nieswoje (wszystkich nas, czyli podatników) i nie ponoszą za swoje decyzje odpowiedzialności majątkowej. Stąd tak wiele instalacji przewymiarowanych – czytamy dalej w komunikacie ZPGO.

Przedsiębiorcy podkreślają dalej, że to właśnie polskie, rodzinne przedsiębiorstwa, w tym MŚP, mikro oraz samozatrudnieni są najbardziej wartościowym elementem rynku, gdyż „stoją w poprzek monopolistycznym zapędom, np. członków KIGO, z drugiej zaś - wbrew kosmopolityzmowi koncernów zagranicznych - miarkują i stabilizują system.”

In-house przesądzony?

Z takim stawianiem sprawy jak ZPGO nie zgadza się strona rządowa i samorządowa, które w tym temacie mówią jednym głosem: wdrożenie in-house nie oznacza rewolucji na rynku, a uporządkowanie stanu prawnego.

- Z danych Ministerstwa Środowiska wynika jasno, że w gminach, gdzie podmioty zbierające odpady wyłoniono w przetargach bez udziału firm komunalnych opłaty są wyższe, stopień odzysku mniejszy, a zmonopolizowanie rynku większe w porównaniu z gminami gdzie odpady zagospodarowywane są przez przedsiębiorstwa komunalne - zauważa Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich, w imieniu korporacji samorządowych na posiedzeniu sejmowej podkomisji.

Samorządy oceniają pozytywnie rozwiązanie dotyczące in-house także dlatego, że Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii, który nie ma tych spraw uregulowanych.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (4)ZOBACZ WSZYSTKIE

Ci którzy tak narzekają na unijne porządki w których nie ma miejsca na wycinanie samorządowych przedsiębiorstw w przetargach - niech zrobią to co już dawno radzono pewnym przedsiębiorcom w Warszawie którzy nie wygrali przetargu choć mają niemal opto-magiczny zakład: trzeba się zrestrukturyzować alb...o zacząć kręcić inne lody... rozwiń

Jarosław, 2016-04-15 19:41:56 odpowiedz

Spółki prywatne nie są droższe bowiem nie mają nad sobą pazernych radnych którzy chcieliby windować w gminie opłaty śmieciowe - wiadomo też, że misją firm prywatnych jest pilnowanie tego aby ceny były niskie a słupki zysków przedsiębiorstwa spadały. Dlatego w najbardziej zacofanych krajach takich... jak Austria, Belgia, Dania, Francja, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania są tylko gminne śmieciowe zakłady użyteczności publicznej które poprzez in house blokują prywatne firmy gotowe pracować w odpadach na zasadzie non profit. To dlatego zjechały się do Polski zagraniczne firmy śmieciowe bowiem nie mogą startować u siebie w przetargach (tam nie ma przetargów) i chcą w Polsce dobrze robić Polakom ścigając się w obniżaniu cen usług. Prawo unijne nie pozwala też polskim firmom uczestniczyć w ich rynku odpadów komunalnych – bo zasada in house oznacza, że nie ma tam przetargów. ZPGO powinno zwrócić się o otworzenie rynku dla polskich firm w tych zacofanych krajach w których nie ma przetargów – polskie firmy też chcą bez zysku obsługiwać klentów za granicą... rozwiń

Monty Phyton, 2016-04-14 18:13:29 odpowiedz

In - house, czyli zdecydują urzędnicy a nie wolny rynek. Dotychczasowa analiza kosztów odbioru odpadów komunalnych przez spółki gminne, to dowód na to, że po wdrożeniu in - house wcale nie musi być taniej. Oczywiście wygrają na tym niektóre spółki gminne ale kosztem MŚP. Zdrowa konkurencja, przetar...gi, czyli niewidzialna ręka rynku a nie urzędnicy powinni o tym decydować! rozwiń

AF, 2016-04-14 17:42:22 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE