Niemcy protestować mogą, ale nie opóźnią budowy elektrowni w Polsce

  • Dariusz Ciepiela (wnp.p)
  • 17-01-2012
  • drukuj
Interesy niemieckich landów, które protestują przeciwko elektrowni jądrowej w Polsce, i interesy Polski nie muszą być takie same. Tak samo jak interesy Niemiec i Francji nie są takie same w zakresie energetyki jądrowej. W UE każdy kraj decyduje sam, czy chce mieć energetykę jądrową czy nie - mówi prof. Andrzej Strupczewski z Narodowego Centrum Badań Jądrowych w Świerku
Niemcy protestować mogą, ale nie opóźnią budowy elektrowni w Polsce

Czy budowę elektrowni jądrowej w Polsce opóźnią protesty z zagranicy? W Niemczech już protestują organizacje społeczne oraz władze landów - Maklemburgi i Brandenburgi.

- Oczywiście Niemcy mają prawo do swojego zdania. Podobna sytuacja miała miejsce ok. 10 lat temu w stosunkach Austria-Czechy. Austria gwałtownie protestowała przeciwko budowie elektrowni jądrowej Temelin w Czechach, blokowano nawet drogi z Austrii do Czech. Efektem tego było wzmocnienie społeczeństwa czeskiego, które uznało, że Austriacy ingerują w ich wewnętrzne sprawy. Od tej pory Czesi w dużej części są za energetyką jądrową.

Podobna sytuacja była pomiędzy Austrią a Słowacją. Austriacy użyli wszystkich wpływów, aby uniemożliwić sfinansowanie budowy elektrowni jądrowej Mochovce z European Bank for Reconstruction and Developement (EBOiR). Efekt był taki, że Słowacy powiedzieli, że nie będą brali pieniędzy z tego banku, lecz wezmą pożyczkę z Francji i Rosji. Początkowo Słowacy dawali Austriakom możliwość kontroli stanu bezpieczeństwa elektrowni Mochovce, ale potem powiedzieli, że skoro Austria sprzeciwia się pożyczce to prawa do kontroli bezpieczeństwa mieć nie będzie. Rząd austriacki uznał potem oficjalnie, że strategia austriacka w tej sprawie była błędem, który spowodował napięcie w stosunkach Austrii ze Słowacją i skutkował tym, że Austriacy stracili wszelki wpływ na rozwiązania w elektrowni Mochowce.

Stanowisko rządu niemieckiego wobec polskiego programu jądrowego jest bardzo wyważone, powściągliwe i spokojne. Jak widać Niemcy nie chcą powtarzać błędu austriackiego. Protesty przeciwko elektrowni jądrowej w Polsce przyszły od niemieckich organizacji społecznych. Trzeba na to patrzeć przez pryzmat realiów politycznych w Niemczech. Tam trwa bardzo ostra walka o władzę pomiędzy CDU-CSU a SPD i Zielonymi. Właściwie szanse są wyrównane, w związku z tym walka jest bardzo zacięta a energetyka jądrowa jest używana jako jeden z zasadniczych argumentów w tej grze. Kanclerz Angela Merkel zdecydowała się usunąć ten argument z walki politycznej wewnątrz Niemiec, ale jej przeciwnicy uważają, że w dalszym ciągu mogą grać tą kartą wykorzystując Polskę. Wobec tego mobilizują swoich członków rzekomym zagrożeniem dla Niemiec.

Polski program jądrowy dopiero powstaje i można w niego ingerować. Można mobilizować swoich członków i mieć gwarancję, że będą głosowali we właściwy sposób w wyborach niemieckich. Patrzę więc na działania SPD i Zielonych jako na element kampanii wyborczej w Niemczech.

Cały artykuł czytaj tutaj.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (6)ZOBACZ WSZYSTKIE

Widać z rysów twarzy (+ utrata włosów), że profesor S. jest już ciężko chory (napromieniowany) i wiele mu na tymm padole nie pozostało. Dlatego z zemsty chce pozostawić po sobie uśmiercające innych urządzenie.

lekarz, 2012-01-27 11:33:04 odpowiedz

ja tez popieram; żadnego atomu NIE CHCEMY!!! i takich pseudo profesorów też nie chcemy!!! niech sie zatrudni w agencji reklamowej

darłowiak, 2012-01-18 00:21:00 odpowiedz

Dr Strupczewski używa tytułu "profesora" na tej samej zasadzie jak młodzież tytułuje swoich nauczycieli w gimnazjum. Wg moich wiadomości ma on tytuł naukowy doktora, natomiast tytuły: docenta i profesora określają jego funkcje i stanowisko w zakładzie, w którym jest zatrudniony. Nadużywani...e tytułu naukowego, na pewno jest nielegalne i graniczy z oszustwem. Tylko w szkolnictwie jest zwyczajowo przyjęte mówić do nauczyciela - Panie Profesorze -, - Pani Profesor -. Używanie tytułu stanowiska zawodowego w ośrodku badawczym zwodzi ludzi. Ludzie myślą on ma tytuł naukowy profesora, a to jest określenie stanowiska w jego zakładzie pracy. Ja uważam, że używanie przez Strupczewskiego tytułu profesora jest nielegalnym nadużyciem marketingowym i prowadzi do nieporozumień. Takie nadużycie powinno być, więc zabronione lub jest faktycznie zabronione! Młodzi absolwenci prawa, powinni się ruszyć i zablokować głównemu lobbyście atomowemu jego fałszywy argument o tytule profesora!!! Tak jak jego tytuł profesora nie jest tytułem naukowym tylko zakładowym tak fałszywe są jego proatomowe argumenty - szkoda pisać. Kiedyś już o manipulacjach Strupczewskiego pisałem w * Mafia atomowa jak jaszczurka bez ogona * iddd.de/umtsno/bocianatomowytytul.htm rozwiń

Puzyna, 2012-01-17 23:24:35 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE