NIK zajęła się wiatrakami

  • Przegląd prasy/Nasz Dziennik
  • 12-10-2013
  • drukuj
Najwyższa Izba Kontroli bierze pod lupę elektrownie wiatrowe zbudowane w latach 2009 -2013.
NIK zajęła się wiatrakami

Kontrola jest reakcją na olbrzymie zainteresowanie i liczne protesty lokalnych społeczności związane z procesem budowy lądowych farm wiatrowych - informuje „Nasz Dziennik".

Wywołują one kontrowersje społeczne, szczególnie ws. lokalizacji wiatraków i co za tym idzie ich wpływu na warunki życia okolicznych mieszkańców - mówi koordynator kontroli NIK. Krzysztof Całka.

Jak dodaje, w szczególności sprawdzane będą procedury uchwalania przez gminy dokumentów planistycznych, wydawanie przez wójtów, starostów i inspektorów nadzoru budowlanego decyzji administracyjnych dot. realizacji inwestycji wiatrowych.

Badane też będzie w jakim stopniu samorządy zapewniły udział społeczności lokalnej w postępowaniach administracyjnych związanych z wydawaniem decyzji ws. farm wiatrowych.

Obecnie realizowany jest I etap kontroli pod nazwą „Aspekty lokalizacyjne i przestrzeganie procedur formalnoprawnych przy budowie farm wiatrowych". Prace nad nim potrwają do końca 2013 r., a wyniki mają być opublikowane w II kw. 2014 r.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Z elektrowniami wiatrowymi jest identycznie jak było swego czasu ze stacjami bazowymi i przekaźnikami telefonii komórkowej, które budowano na dachach budynków mieszkalnych w pobliżu żłobków, przedszkoli, szkół a nawet szpitali. Lokalne władze, prezesi spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot, TBS-ów, za...cierali ręce i otwierali wszystkie ścieżki prawne i formalne zachodniemu kapitałowi dla budowania tychże nadajników ponieważ mieli niepowtarzalne okazje do brania grubych łapówek. Wszelkie protesty i sprzeciwy prawne mieszkańców osiedli mieszkaniowych władze nie uwzględniały a nawet wręcz wyszydzały. W ten sposób działając, władze szły na rękę właścicielom zachodnich firm, które przez to nie musiały budować odpowiednich konstrukcji wieży tylko nadajniki montowały nad głowami mieszkańców w środku osiedli typowo mieszkaniowych. Opłaty dzierżawne lub inne pożytki dla właścicieli tychże budynków są do dzisiaj na śmiesznie niskim poziomie. Na budynkach i kominach lokalnego przemysłu budowano mało bo tam trzeba by więcej płacić. Mieszkam w Stargardzie Szczecińskim gdzie na jednym małym osiedlu do niedawna w promieniu 200 metrów bezpośrednio na dachach budynków mieszkalnych były cztery takie instalacje w tym na trzech stacje bazowe mające nawet dziewięć przekaźników dużej mocy. Nie dawno jedną instalację zlikwidowano gdyż była na dachu budynku internatu zespołu szkół podległego miejscowemu Starostwu Powiatowemu. Z budowaniem elektrowni wiatrowych historia się powtarza i jak przedtem kapitał zachodni robi dobry interes zaś Polacy klepią coraz większą biedę. rozwiń

chory na raka nerki, 2013-10-14 11:00:31 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE