Odpowiedzą ze składowanie niebezpiecznych odpadów

Gdańska prokuratura okręgowa postawiła trzem osobom zarzuty związane z nieodpowiednim składowaniem niebezpiecznych odpadów. Do żwirowni w Ełganowie pod Gdańskiem trafiła duża partia popiołów zawierających metale ciężkie oraz toksyczne związki chemiczne.
Odpowiedzą ze składowanie niebezpiecznych odpadów

Sprawa ma związek z 22 tys. ton skażonej m.in. pestycydami ziemi, którą w 2011 r. sprowadziła z Ukrainy gdańska firma Port Service. Firma ta ma uprawnienia do utylizacji niebezpiecznych odpadów i podjęła się spalenia skażonej ziemi. Jednak - zdaniem prokuratury - zanim wykonała to zadanie, w swojej siedzibie w Gdańsku składowała odpady w niewłaściwy, zagrażający środowisku, sposób. W tej sprawie prokuratura okręgowa w Gdańsku przedstawiła w lutym zarzuty dwóm osobom.

Jak poinformowała w czwartek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, śledczy ustalili, że już po spaleniu ziemi spółka Port Service przekazała popioły firmie Piotra i Patryka G. zajmującej się zagospodarowywaniem odpadów. Firma ta przewiozła popioły do żwirowni w podgdańskim Ełganowie i zmieszała z ziemią z wyrobiska. Śledczy zlecili ekspertyzę, która wykazała, że mieszania odpadów w żwirowni jest niebezpieczna, bo zawiera m.in. metale ciężkie i toksyczne związki organiczne, które mogą zanieczyścić grunt i pobliskie wody.

Czytaj też: Odpady: by opinie prezydentów, burmistrzów były brane pod uwagę

Wawryniuk poinformowała, że w ostatnich dniach trzem osobom stawiano sukcesywnie zarzuty związane z magazynowaniem niebezpiecznych odpadów w Ełganowie. Zarzut sprowadzenia zagrożenia dla środowiska i ludzi, za który kodeks przewiduje karę do pięciu lat więzienia, usłyszał b. szef Port Service Krzysztof P. Natomiast zarzut nieumyślnego popełnienia tego samego przestępstwa postawiono Piotrowi i Patrykowi G. Mężczyznom grozi kara do dwóch lat więzienia.

Rzeczniczka wyjaśniła, że według dokumentów wystawionych przez Port Service odpady powierzone firmie Piotra i Patryka G. miały być ziemią po biodegradacji. Jednak - zdaniem śledczych - przed umieszczeniem nieczystości w żwirowisku, mężczyźni powinni upewnić się, czy rzeczywiście odpady te nie zagrażają środowisku.

Krzysztof P. - były szef gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy, a pod koniec lat 90. wicewojewoda gdański, a potem pomorski, w tym samym śledztwie usłyszał już w lutym zarzuty związane z nieodpowiednim składowaniem na terenie firmy Port Service sprowadzonych z Ukrainy odpadów.

W postępowaniu podejrzaną jest także Anna G. - była zastępca dyrektora Departamentu Środowiska i Rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Kobiecie zarzucono niedopełnienie obowiązków związane z wydaniem pozwolenia na zwiększenie przez Port Service powierzchni składowania odpadów, bez upewnienia się czy firma ta dysponuje odpowiednimi warunkami.

Śledztwo w sprawie Port Service Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła z urzędu w maju 2012 r. po doniesieniach mediów. Informowały one, że odpady zawierające m.in. niebezpieczny dla zdrowia i zakazany na terenie Unii Europejskiej, związek - heksachlorobenzen (HCB), składowano na - położonym na brzegu Zatoki Gdańskiej, terenie Port Service w workach, z których część była nieszczelna i wyciekała z nich brunatna ciecz.

Ówczesny prezes zakładu, Krzysztof P., przekonywał, że odpady nie stanowią zagrożenia dla środowiska i zdrowia ludzi. Kilka miesięcy później właściciele Port Service odwołali P. z funkcji prezesa.

Jesienią 2012 r. w mediach pojawiła się informacja, że zawierające HCB odpady po spaleniu przez Port-Service mogły trafić do żwirowni w położonym niedaleko Gdańska Ełganowie. Badania wykonane na zlecenie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Gdańsku wykazały w próbkach popiołu i żużlu pobranych w Ełganowie obecność HCB oraz - także niebezpiecznej dla zdrowia, atrazyny.

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE