Opóźnienia w inwestycjach kolejowych będą trudne do nadrobienia

  • Tomasz Elżbieciak
  • 04-08-2010
  • drukuj
Podpisano jedynie dwa największe kontrakty kolejowe. Dopiero trwają inne przetargi na trasach z Tarnowa do Rzeszowa, z Krakowa do Tarnowa i z Katowic do Krakowa, a także w Gdyni, Gdańsku, Ciechanowie, Iławie i Malborku - mówi szef Trakcji Polskiej, Maciej Radziwiłł.

Inwestycje związane z infrastrukturą kolejową nie nabrały takiego tempa, jak zapowiadano kilka lat temu. Możemy się spodziewać ożywienia w najbliższym czasie?

- Po panującym od połowy 2008 r. do końca 2009 zastoju, gdzie praktycznie rozstrzygnięto tylko jeden większy przetarg, obecnie rzeczywiście nastąpiło przyspieszenie. Podpisano dwa największe w historii kontrakty na budowę Lokalnego Centrum Sterowania Działdowo i trasy z Warszawy do Skierniewic. Na różnym etapie rozstrzygania jest obecnie kilkanaście przetargów, z których każdy jest wart po kilkaset milionów złotych. Są to po trzy odcinki na trasach z Tarnowa do Rzeszowa, z Krakowa do Tarnowa i z Katowic do Krakowa, a także Lokalne Centra Sterowania w Gdyni, Gdańsku, Ciechanowie, Iławie i Malborku.
Większość z ogłoszonych przetargów to inwestycje typu "projektuj i buduj". Uruchomienie inwestycji w Działdowie, Gdyni, Gdańsku, Ciechanowie czy na linii Warszawa-Skierniewice pozwoli na to, aby wyraźne przyśpieszenie było widoczne w pierwszym półroczu 2011 r., bo wtedy tak naprawdę rozpoczną się te przedsięwzięcia.

Obecny rok jest na pewno zmarnowany. Z tego, co wiem, zaledwie 700 mln zł zostało zainwestowanych w infrastrukturę kolejową w pierwszym półroczu i podejrzewam, że trudno będzie w tym roku wyjść ponad pułap 2 mld zł. Będzie to spadek rzędu 30 proc. w stosunku do 2009 r.

Coraz częściej pojawiają się obawy, że PLK nie zdołają wydać wszystkich unijnych pieniędzy przewidzianych w bieżącym budżecie. Podziela pan te przypuszczenia?

- Na pewno tak. Na to się zanosi. Nie wiadomo jeszcze jaki będzie kolejny budżet unijny, ale sądzę, że obecne opóźnienia będą trudne do nadrobienia w kolejnych latach.

Tutaj pojawia się też pytanie, czy PLK dobrze sobie radzą z programem modernizacji infrastruktury kolejowej?

- Z pewnością cześć odpowiedzialności spada na władze PLK, ale trzeba też powiedzieć, że ta odpowiedzialność rozkłada się w czasie. Poza tym na pewno nie było łatwym zadaniem rozpoczęcie tego procesu inwestycyjnego w otoczeniu zmieniających się przepisów i regulacji w funduszach unijnych. Dlatego były tu przyczyny obiektywne, które trzeba odnotować.

Nie ulega też wątpliwości, że modernizacja kolei nie jest dla rządzących tak ważna jak budowa nowych dróg i autostrad.

- Z politycznego punktu widzenia autostrada jest zawsze bardziej interesująca, bo efekt jest szybciej widoczny. Kolej jest o wiele bardziej złożonym systemem, gdzie poprawa sytuacji zajmuje dużo czasu. Natomiast wybudowanie kilkukilometrowego odcinka drogi wzbudza już dosyć powszechne zadowolenie.

 Jaka konkurencja panuje na rynku usług budowlanych dla kolei? Jak dużym zagrożeniem są tutaj zagraniczne podmioty?

- Jest kilka polskich grup, które tradycyjnie startują przeciwko sobie. Są też firmy z obszaru budownictwa drogowego jak Strabag czy Budimex. Coraz więcej jest też firm z zagranicy interesujących się polskim rynkiem na tle posuchy w niektórych krajach. Poważną konkurencją są firmy z Czech i Słowacji. W ostatnim czasie największą konkurencją stało się czeskie OHL. Natomiast podmioty pochodzące z Niemiec czy Włoch i tak opierają wykonawstwo na istniejących firmach, więc tutaj tak naprawdę niczego nie wnoszą.

Podobał się artykuł? Podziel się!

 


KOMENTARZE (0)

Artykuł nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.

ZOBACZ TAKŻE