Proces ws. składowania niebezpiecznych odpadów w Gdańsku

Ruszył proces ws. nieodpowiedniego składowania niebezpiecznych odpadów w Gdańsku. Wśród trzech oskarżonych jest były szef gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy i były wicewojewoda pomorski Krzysztof Pusz.
Proces ws. składowania niebezpiecznych odpadów w Gdańsku
Po utylizacji ziemi szefostwo firmy przekazało popioły innej spółce, która w nieodpowiedni sposób zmagazynowała odpady w żwirowni w Ełganowie (fot.pixabay.com)

Sprawa ma związek z 22 tys. ton skażonej m.in. pestycydami ziemi, którą w 2011 r. sprowadziła z Ukrainy gdańska firma Port Service. Firma ta ma uprawnienia do utylizacji niebezpiecznych odpadów i podjęła się spalenia skażonej gleby.

Jednak - według prokuratury - zanim wykonała to zadanie, w swojej siedzibie w Gdańsku składowała odpady w niewłaściwy, zagrażający środowisku, sposób. Z kolei, po utylizacji ziemi szefostwo firmy przekazało popioły innej spółce, która w nieodpowiedni sposób zmagazynowała odpady w żwirowni w Ełganowie.

Aktem oskarżenia objęto trzy osoby: byłego szefa firmy Port Service 63-letniego Krzysztofa Pusza (zgodził się na podanie nazwiska - red.) oraz Piotra i Patryka G. - właścicieli firmy zajmującej się zagospodarowywaniem odpadów i wykorzystującej w tym celu m.in. żwirownię w podgdańskim Ełganowie.

Pusz nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Sąd odczytał jego wyjaśnienia złożone w prokuraturze. W trakcie przesłuchań Pusz powiedział m.in., że ilość odpadów przywieziona z Ukrainy nie była w żaden sposób przekroczona.

"Kontrole Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w firmie były prowadzone permanentnie i nigdy nie było żadnych zastrzeżeń" - mówił śledczym oskarżony.

Pusz wyjaśnił też w prokuraturze, że zdarzały się przypadki m.in. uszkodzenia worków, w których przewożono ziemię z Ukrainy. "Zwracałem wówczas uwagę, żeby pakować to prawidłowo" - mówił.

Według Pusza, te wykryte nieszczelności w żaden sposób nie szkodziły jednak środowisku naturalnemu, ponieważ na miejscu w Gdańsku odpady były składowane w wybetonowanej niecce.

Puszowi zarzucono niewłaściwe przechowywanie skażonej ziemi na terenie firmy Port Service w Gdańsku oraz powierzenie pozostałości niebezpiecznych odpadów firmie, która umieściła je w żwirowni w Ełganowie. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Pozostałym dwóm mężczyznom grozi kara do dwóch lat więzienia, bowiem - zdaniem prokuratury - działali oni nieumyślnie. Według dokumentów wystawionych przez Port Service odpady powierzone firmie braci Piotra i Patryka G. miały być ziemią po biodegradacji. Właściciele spółki mogli więc nie mieć świadomości, że mają do czynienia z niebezpiecznymi odpadami. Jednak - zdaniem śledczych - przed umieszczeniem nieczystości w żwirowisku, powinni upewnić się, czy rzeczywiście odpady te nie zagrażają środowisku.

Bracia G. nie przyznali się do zarzutów i także odmówili składania wyjaśnień.

Podczas przesłuchania w prokuraturze Patryk G. wyjaśnił m.in., że był przekonany, że ziemia od Port Sernice była czysta. "Dziś, gdybym wiedział, że ta ziemia jest skażona, to bym zareagował. Żałuję, że nie wykazałem większej ostrożności, czuję się oszukany przez pana Pusza" - mówił śledczym.

Według prokuratury, firma Piotra i Patryka G. zmieszała otrzymane z Port Service popioły z czystą ziemią i tę mieszaninę zmagazynowała w żwirowisku. Ekspertyza zlecona przez śledczych wykazała, że mieszanina zawiera m.in. metale ciężkie i toksyczne związki organiczne, które mogą zanieczyścić grunt i pobliskie wody.

 


KOMENTARZE (1)ZOBACZ WSZYSTKIE

Niech te przypadki pomogą dokładnie rozważyć i ewentualnie zatrzymać plany budowy spalarni odpadów komunalnych, po których zostaną uciążliwe popioły. Gdy będzie nadmiar spalarni w Polsce, to nastąpi nasilenie sprowadzania do Polski odpadów ze świata. To nie jest dla Polski perspektywiczny biznes.... rozwiń

w.potega@neostrada.pl, 2015-04-21 10:01:24 odpowiedz

ZOBACZ WSZYSTKIE


ZOBACZ TAKŻE

PARTNER SERWISU